Niektórzy zwykli mawiać, że w życiu można być pewnym jedynie dwóch rzeczy: śmierci i podatków. Okazuje się, że polski rząd potrafi zabierać swoim obywatelom pieniądze, na które tak ciężko wszyscy pracujemy. Kilka dni temu pisaliśmy o tym, jak rząd grabi „zamożnych” Polaków. Dziś skupimy się natomiast na tym, ile do budżetu oddają osoby zarabiające najmniej.

Płaca minimalna wzrośnie w 2021 r. do 2800 zł

Jak informowaliśmy już w połowie września, mimo kryzysu gospodarczego spowodowanego wybuchem pandemii koronawirusa, płaca minimalna wzrośnie od przyszłego roku do 2800 zł brutto (2061,67 zł netto) z 2600 zł obecnie.

Oznacza to, że osoby zatrudnione na pełny etat w oparciu o umowę o pracę będą zarabiać w przyszłym roku 2061,67 zł netto, tj. o 141,05 zł netto (na rękę) więcej niż obecnie (1920,62 zł netto). Równocześnie, łączne koszty po stronie pracodawcy wzrosną natomiast aż o 240,96 zł do 3373,44 zł z 3132,48 zł obecnie.

Polacy oddają niemal 39% pensji w podatkach i składkach

Okazuje się więc, że aby pracownik mógł otrzymać wynagrodzenie netto (na rękę) w wysokości 2061,67 zł, pracodawca musi zapłacić aż 3373,44 zł. Aż 1311,77 zł a więc niemal 39 proc. z tej kwoty idzie bowiem na podatki i składki.

Warto przy tym zwrócić uwagę, że nie są to wcale wszystkie podatki, które płacimy. Dysponując naszymi środkami i dokonując płatności za zakup jakiegokolwiek dobra czy usługi również płacimy podatki.

Polska w czołówce niechlubnego rankingu

Aleksander Łaszek główny ekonomista Forum Obywatelskiego Rozwoju (FOR) wskazuje, że tak wysoki stosunek podatków i składek do poziomu wynagrodzenia minimalnego stawia Polskę w niechlubnej czołówce państw, w których płaca minimalna wiąże się z wysokimi daninami.

– Taka sytuacja negatywnie wyróżnia nas na tle państw OECD. Na 36 państw tylko w pięciu z nich opodatkowanie osób zarabiających połowę przeciętnego wynagrodzenia było wyższe; średnia dla całego OECD była poniżej 30 proc. – przyznaje dr Aleksander Łaszek.

Wskazuje on jednak, że rozwiązaniem tego problemu nie może być ani podwyżka płacy minimalnej, ani obniżenie podatku dochodowego. Zaliczka na podatek dochodowy (PIT) stanowi bowiem w tych niemal 1300 zł podatków i składek zaledwie 137 zł.

– Potrzebujemy gruntownej reformy systemu – zarówno podatkowego, jak i składkowego – która doprowadziłaby do zmian i poprawy atrakcyjności warunków pracy dla tych osób – uważa główny ekonomista FOR.

Jego zdaniem, konieczna jest aktualizacja drugiego progu podatkowego. O ile w 2008 roku, by trafić do drugiego progu podatkowego, trzeba było zarabiać prawie trzykrotność średniej krajowej, to po 13 latach wzrostu płac zbliżamy się do sytuacji, gdy dochody wynoszące niewiele ponad 1,5-krotność przeciętnego wynagrodzenia będą objęte już 32 proc. PIT, o czym więcej pisaliśmy tutaj.

– W ramach szerszej reformy drugi próg podatkowy powinniśmy skoordynować z limitem składek emerytalnych i rentowych, który jest wyrażony jako 30-krotność przeciętnego wynagrodzenia – wskazuje Łaszek dodając, że zamrożenie progu PIT, w połączeniu z automatycznie rosnącym limitem składek ZUS, prowadzi do sytuacji, gdy coraz większa część dochodów lepiej zarabiających osób jest obciążona jednocześnie pełnymi składkami ZUS i wyższą stawką podatkową. W praktyce, ich płace są obciążone ponad 50% podatków i składek.

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments