Rząd znalazł sposób jak grabić „zamożnych” Polaków

748

Niektórzy zwykli mawiać, że w życiu można być pewnym jedynie dwóch rzeczy: śmierci i podatków. Okazuje się, że polski rząd potrafi zabierać swoim obywatelom coraz więcej i to nie tylko poprzez wprowadzanie nowych i podnoszenie już istniejących danin, lecz – co może wydać się paradoksalne – także poprzez utrzymywanie przez lata na niezmienionym poziomie już dawno istniejących składek. Mowa tu oczywiście o podatku dochodowym, a konkretnie jego drugim progu.

W Polsce żyje już ponad milion „bogaczy”

Od 2009 roku w polskim systemie podatkowym funkcjonują tylko dwie stawki podatkowe: 17 proc. (przed 2019 rokiem było to 18 proc.) do kwoty 85 528 zł rocznego dochodu oraz 32 proc. od każdej złotówki powyżej tego limitu.

W monecie przeprowadzania reformy podatkowej, zarobki powyżej 85 tys. zł były dla wielu jedynie marzeniem. Średnia pensja wynosiła bowiem wówczas nieco ponad 3000 zł, a minimalna około 1200 złotych brutto. Fakt ten sprawiał, że osoby „wpadające” w drugi próg podatkowy uznawane były za bardzo majętne i nie ma w tym nic dziwnego, gdyż aby załapać się na wyższą stawkę trzeba było zarabiać prawie 3-krotność przeciętnego wynagrodzenia. Takich osób w całym kraju było wówczas zaledwie 350 tys.

Od tego czasu sporo się jednak w Polsce zmieniło. Średnie wynagrodzenie wzrosło do 5381,65 (stan z lipca 2020 r.) a minimalne do 2600 zł brutto (choć już od przyszłego roku pensja minimalna ma wzrosnąć do 2800 zł). W tym czasie jedno pozostało jednak bez zmian. W drugi próg podatkowy wciąż „wpadają” osoby, które zarabiają powyżej 85 528 zł rocznie.

Biorąc pod uwagę wzrost płac, obecnie wystarczy zarabiać już „zaledwie” 1,5 średniej krajowej. Nic więc dziwnego, że coraz więcej Polaków musi płacić podatek według 32-proc. stawki. W chwili obecnej jest ich już znacznie powyżej miliona, a niektóre szacunki wskazują, że do końca roku będzie to nawet 1,2 mln osób.

Jeszcze lepiej efekt zamrożonego progu podatkowego widać w wartościach względnych. W 2009 roku stawką 32 proc. objętych było nieco ponad 1 proc. z nas. Czyli jeden na stu Polaków. Teraz jest to już około 5 proc., czyli co dwudziesty podatnik.

Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha wskazuje, że brak waloryzacji to tak naprawdę podwyżka podatków. Podobnie zresztą jak w przypadku kwoty wolnej od podatku. Jego zdaniem, jeżeli rząd chce działać na rzecz klasy średniej w Polsce, to próg podatkowy powinien zostać zlikwidowany.

Dariusz Gałązka, ekspert podatkowy Grant Thornton przyznał natomiast w rozmowie z Money, że naturalnym byłoby, gdyby drugi próg podatkowy wzrastał wraz ze wzrostem wynagrodzeń. Jego zdaniem, skorelowanie wysokości progu ze wzrostem średniego wynagrodzenia byłoby dobrym rozwiązaniem.

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments