Stagflacja – jak wpłynie na twój portfel w 2020 roku?

575

Stagflacja ma być słowem 2020 r. Przynajmniej w sferze ekonomii. Nawet eksperci Saxo Banku straszą nas, że niczym drapieżne zwierze dopadnie nas już w przyszłym roku i gdy chwyci nie puści, póki nie pozbawi nas sporej ilości krwi. Czym jednak jest stagflacja i jak w praktyce wpłynie na nasz portfel? O tym dowiecie się z tego tekstu.

Stagflacja to termin, który powstał z połączenia dwóch pojęć: stagnacji oraz inflacji. Jak nie trudno sobie więc teraz wyobrazić, jest zjawiskiem makroekonomicznym, które polega na zawiązaniu śmiertelnego sojuszu: równoczesnym wystąpieniu w gospodarce zarówno wysokiej inflacji, ale też stagnacji gospodarczej. Stanowi też pewną patologię i odstępstwo od normy. Dlaczego? Najczęściej bowiem wzrostowi inflacji towarzyszy wzrost gospodarczy. W pewnym momencie dochodzi bowiem do przegrzania się rynku, ten nie potrafi już nadążyć z produkcją, która miałaby pokryć w pewnym sensie nadmiar pieniądza w obiegu, i… no właśnie, mamy inflację. Czy może być coś gorszego? Tak, zawsze może być gorzej. Na scenę może bowiem wkroczyć bohaterka tego artykułu: wyjątkowo wredna i bezwzględna stagflacja. Zachowuje ona wysoką inflację, ale w jej obecności zapomnij o rozwoju.

Stagflacja – przyczyny

Jak to zwykle bywa w przypadku czarnych charakterów, ich geneza jest nie jasna. Nie inaczej jest w przypadku stagflacji. Jaka jest jej przyczyna? Część ekonomistów twierdzi, że to efekt negatywnego szoku podażowego. Ten z kolei jest spowodowany wzrostem cen surowców, wyjątkowo złą pogodą czy katastrofą naturalną.

stagflacja
Stagflacja to taki super-złoczyńca świata ekonomii

Jaśniej? Wyobraź sobie, że prowadzisz zakład krawiecki i szyjesz całkiem fajne koszule. Nagle skaczą ceny materiału, z którego je produkujesz. Co robisz? Podnosisz cenę swoich wyborów, prawda? Albo inaczej: tym razem wcielasz się w rolę rolnika, który wyspecjalizował się w „produkcji” ziemniaków. Niestety plaga paskudnego robactwa doprowadziła do tego, że możesz sprzedać mniejszą ilość kartfoli. W ten sposób także, by wyjść na swoje, podnosisz cenę. W porządku, tę kwestię mamy wyjaśnioną.

Dalej robi się jeszcze bardziej dramatycznie. Rodzina Nowozamożnych zarabia tyle samo, co w poprzednich miesiącach. Niestety na rynku doszło do skoku cen. Pan Tomek Nowozamożny nie może już kupić tylu nowych koszul, co poprzednio. Jego żona, pani Magda Nowozamożna, musi zacząć mniej wydawać na jedzenie, by domknąć domowy budżet.

A teraz przechodząc znów na mądrą gadaninę: gospodarstwa domowe zaczynają kupować mniejszą ilość dóbr, to z kolei prowadzi do ograniczenia konsumpcji, czyli spadku popytu krajowego. Dalsze implikacje (tak, też lubimy „zaszpanować” trudnymi wyrazami) to to, że przedsiębiorstwa są zmuszone po pewnym czasie do ograniczenia produkcji i zatrudnienia. Rośnie więc bezrobocie, co pogłębia tragizm sytuacji. Reszta jest już jasna. Dochodzi do pogorszenia się sytuacji w gospodarce.

Każdy super-złoczyńca ma swojego super-bohatera

Stagflacja wprowadza chaos, niepokój i ogólnie nic dobrego. Do akcji musi więc wkroczyć super-bohater – bank centralny (więcej o tej instytucji przeczytacie tutaj). W ramach jego kompetencji jest teraz wybór: zahamowanie wzrostu cen a pobudzeniem gospodarki. Narzędziem w tej walce są oczywiście stopy procentowe. Ich podwyższenie spowoduje spadek inflacji, ale pogłębienie spowolnienia gospodarczego (kredyty staną się droższe, a przez to zmniejszy się obieg pieniądza, choć zabraknie też środków na inwestycje rozwojowe). Z kolei obniżenie stóp procentowych może pomóc w pobudzeniu gospodarki (wiadomo, kredyty staną się tańsze), ale przyczyni się to do dalszego wzrostu cen (przez zwiększony obrót pieniądza). Sprawa jest więc koszmarnie trudna.

Stagflacja w USA

Pierwsza zarejestrowana i dokładniej zbadana stagflacja w historii miała miejsce w Stanach Zjednoczonych w latach 70 XX wieku. Jej powodem był skok ceny ropy naftowej. Kraje arabskie zrzeszone w OPEC (Organizacja Krajów Eksportujących Ropę Naftową) podjęły decyzję o ograniczeniu wydobycia ropy naftowej, a przez to podniesieniu jej ceny. W końcu nałożono też embargo na kraje popierające Izrael w wojnie Yom Kippur. Wśród tych znalazły się Stany Zjednoczone.

To, co działo się potem, było pewnym ewenementem. W 1975 roku wielkość produkcji przemysłowej Stanów Zjednoczonych spadła aż o 13%. Jednocześnie inflacja rosła o 12%. Skoczyło też bezrobocie i to o 4 punkty procentowe, z 5% do 9%. Sytuacje uratowały dopiero liberalne i wolnorynkowe reformy prezydenta Ronalda Reagana.

Czy grozi nam stagflacja?

Historia lubi się powtarzać. To wiemy ze znanego przysłowia, ale i z praktyki. Czy więc teraz ponownie nie grozi nam stagflacja? Ceny ropy mogą w końcu pójść mocno w górę. Mieliśmy już sobą dwa preteksty ku temu: wrześniowy atak na saudyjskie instalacje naftowe i czwartkowy udany zamach na irańskiego generała. Iran może też narzucić wkrótce embargo na dostawy ropy do USA. Czy efekt byłby podobny, jak w latach 70.?

Poza tym jak powyższe odbiłoby się na Polsce? Już teraz mamy w kraju rosnącą inflację. Gdy dojdzie do tego stagnacja gospodarcza (wywołana skokiem cen benzyny), stagflacja gotowa!

Stagflacja jest jednym z najgroźniejszych zjawisk dla gospodarki. Ta, która miała miejsce w latach 70. w USA, trwała blisko dekadę. Co gorsza, ma ona zgubny wpływ na życie każdego z nas. Przecież każdego z obywateli musi martwić brak stabilności zatrudnienia, wzrost cen i spadek wartości pieniądza. Do tego, jak pokazuje przykład USA, ze stagflacją bardzo ciężko jest wygrać. Może ona rujnować gospodarkę przez wiele lat.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o