Milionerzy w USA opublikowali list otwarty, w którym apelują do władz o „natychmiastowe” i „permanentne” poniesienie im podatków. Chcą w ten sposób pomóc w niemrawym ożywieniu gospodarczym, jakie mamy dziś po pandemii koronawirusa.

Milionerzy chcą płacić więcej

„Gdy Covid-19 atakuje globalnie, milionerzy tacy jak my mają zasadniczą rolę do odegrania, aby uzdrowić świat”

– napisano w liście, pod którym podpisało się nieco ponad 80 milionerów.

Przedsiębiorcy dodają, że „potrzebujemy pieniędzy i będziemy ich potrzebować w nadchodzących latach”. Straszą też, że kryzys może „potrwać dekady” i doprowadzić do nędzy „pół miliarda osób”.

Ich zdaniem ratunkiem dla gospodarki i obywateli mogą być wyższe podatki nałożone na najbogatszych, czyli na nich samych.

Problemy spowodowane i ujawnione przez Covid-19 nie mogą zostać rozwiązane przez działalność charytatywną, niezależnie od tego jak byłaby hojna. Szefowie rządów muszą wziąć odpowiedzialność za zdobycie funduszy, poprzez permanentne podniesienie podatków najzamożniejszym ludziom planety, takim jak my (…), z których musimy sfinansować w sposób adekwatny nasze systemy opieki zdrowotnej, szkoły i bezpieczeństwo”

– dodają.

O co chodzi milionerom?

Z jednej strony to szlachetne, ale czy naprawdę chodzi tylko o pomoc najuboższym? Zapewne część z milionerów ma swój interes w tym, by pomóc obywatelom, ponieważ ci – jeśli zbiednieją – przestaną kupować ich produkty. To logiczne. Niektórzy wolnorynkowi ekonomiści doszukują się też drugiego dna. O co więc może chodzić?

Zacznijmy od tego, że to nie pierwszy taki apel. Od dawna podniesienia podatków dla najbogatszych domagają się Bill Gates czy inwestor Warren Buffett. Poza tym już rok temu grupa amerykańskich miliarderów, na czele z George’m Sorosem, współzałożycielem Facebooka Chrisem Hughesem, dziedzicem fortuny założycieli sieci hoteli Hyatt oraz imperium medialnego Disney’a, opublikowała podobny list otwarty, w którym apelowała o wprowadzenie podatku od takich fortun takich jak te, które do nich należą.

Choć może to sugerować, że najzamożniejsi to postacie rodem z legendy o Robin Hoodzie, realia są inne. Zespół U2, jeden z najlepiej zarabiających na rynku płytowym i koncertowym, słynie z propagowania idei działalności charytatywnej. Sam Bono, lider grupy, stale nawołuje do pomocy najuboższym. Problem polega na tym, że zespół sam jako firma uciekł z Irlandii, gdy okazało się, że pozostanie w kraju będzie oznaczało płacenie wyższych podatków.

Podobnie do sprawy podchodzi bard USA Bruce Springsteen. Publicznie nie raz nawoływał do wprowadzenia wyższych danin dla takich jak on, ale kilka lat temu media wykryły, że w USA jest on zarejestrowany jako farmer i płaci tylko nieco ponad 4500 USD za posiadanie swojego 200-akrowego rancha. Wykorzystywał w tym celu ulgi dla hodowców koni i zdrowej żywności.

Kolejnym przykładem – już ze świata biznesu – jest George Soros do dziś popierający idee podwyżek. Okazało się jednak, że sam chętnie korzysta z licznych kruczków prawnych, z czego pokrętnie w mediach tłumaczył go parę lat temu jego adwokat James Sitrick.

Kilka lat temu daniny dla najbogatszych wprowadzono zresztą we Francji. Stawka 75 proc. wywołała jednak negatywne skutki gospodarcze i odpływ kapitału do innych krajów.

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments