PKB – czy warto go analizować?

10

W naszym cyklu edukacyjnym kontynuujemy przybliżanie wam kolejnych ważnych pojęć z zakresu ekonomii i gospodarki. Dziś postaramy się odpowiedzieć na pytanie, czy warto dziś nadal analizować i śledzić Produkt Krajowy Brutto (PKB).

Produkt Krajowy Brutto – czym jest?

Produkt Produkt Bruttu (PKB) to nic innego, jak tylko wskaźnik, który pokazuje nam siłę danej gospodarki danego kraju. By go obliczyć, należy zliczyć wartość wszystkich produktów i usług, które zostały wytworzone w danych państwie w danym okresie.

W ramach PKB sumuje się jednak tylko te transakcje, w których jedna strona płaci pieniędzmi w rozumieniu walut fiducjarnych. Jeśli więc rozliczasz się barterem lub świadczysz komuś usługę za darmo (np. opiekujesz się swoim rodzicem), usługa ta nie jest wliczana w PKB. Ciekawym zagadnieniem będzie też zapewne w przyszłości kwestia tego, czy dodawać do PKB transakcje, które zawiera się w kryptowalutach.

W gospodarkach rozwiniętych PKB jest świetnym wskaźnikiem, bowiem tam wszystko, co zostało wyprodukowane, trafia na rynek i zostaje sprzedane. Problemem stanowi wyliczanie PKB w kraju rolniczym, gdzie część produkcji rolnej jest „przejadana” przez producentów, czyli np. rodzinę, która prowadzi gospodarstwo rolne. Ta produkcja nie jest wliczana do PKB, więc zaburza to w pewnym sensie wartość wskaźnika. Dlatego też, po przekształceniu gospodarki rolnej w przemysłową, następuje olbrzymi skok PKB. Należy pamiętać, że ta zmiana nie oznacza faktycznego wzrostu produkcji.

Historia PKB

Siłę konkretnych rynków próbował badać jako pierwszy w XVII wieku Wiliam Petty, brytyjski naukowiec i urzędnik. To zresztą kolejny przykład tego, jak wojna napędza wiele kwestii w gospodarce i nauce. Petty potrzebował takich wyliczeń do… oszacowania możliwości finansowania z podatków wojny.

Po nim sprawę badał ojciec współczesnej ekonomii, czyli Adam Smith. Jego zdaniem do dochodu narodowego należało wliczać tylko to, co zostało wyprodukowane fizycznie i tym samym zignorować usługi, bo te… przynoszą straty gospodarce kraju. Smith uważał, że sługa był tylko wydatkiem pana i niczego właściwie nie wytwarzał.

Współczesny model PKB powstał dopiero w latach 50-tych XX w. Właściwie mowa tu o dwóch modelach: zalecanym przez ONZ i drugim, który zaleca Unia Europejska. Wraz z upływem lat oba modele zbliżają się do siebie.

Równanie PKB

Jak dokładnie wylicza się PKB? Metoda ta zawiera się w prostym równaniu:

Y = C + I + G + NX

PKB to oczywiście Y. C oznacza konsumpcję, I – inwestycje, G – wydatki państwa i wreszcie NX – eksport netto.

Wyjaśnijmy jednak dokładnie, co oznaczają te pojęcia w tym konkretnym wyliczeniu:

pkbC – wydatki konsumpcyjne, które są ponoszone przez gospodarstwa domowe na towary i usługi wyprodukowane w kraju lub za granicą,

I – wydatki inwestycyjne ponoszone przez firmy na dobra kapitałowe, takie jak budynki, fabryki i wyposażenie. Współczynnik ten obejmuje też zmiany w poziomie zapasów, dlatego, że dobra niesprzedane w danym okresie przenoszone są do zapasów danej firmy.

G – państwowe zakupy towarów i usług (urzędnicy muszą przecież mieć spinacze do papieru, segregatory, komputery, itd.).

NX – eksport netto, który jest tu definiowany jako różnica wartości eksportu i importu danego kraju.

Trudności z porównywaniem PKB

PKB uznaje się za rzeczowy i ważny wskaźnik w ekonomii. Mimo wszystko budzi on kontrowersje. Jak bowiem porównać PKB Karaibów, w skład którego wchodzą owoce tropikalne z naciskiem na banany, z PKB Japonii (produkcja elektroniki) czy któregoś z krajów Skandynawii, gdzie wylicza się wartość produkcji przemysłowej. To już nie porównywanie jabłek z mandarynkami tylko porównywanie produkcji samochodów z gruszkami. Brzmi kuriozalnie, prawda?

Powyższe widać też np. po różnicach jakościowych, jakie występują pomiędzy produktami z różnych krajów. Przykład? Jak ekonomiści mieli porównywać wytwory ze Związku Radzieckiego (od np. aparatów fotograficznych po samochody), które słynęły z niskiej jakości, z tymi z USA czy Europy Zachodniej? W latach 80. XX w. zegarki produkowane w Indiach były mechaniczne, podczas gdy niemal cały świat produkował już zegarki elektroniczne…

Idąc dalej, samo „suche” PKB nie uwzględnia potem podnoszenia jakości produktów. Po uchyleniu wielu obostrzeń przez rząd, w Indiach zaczęto produkować w latach 90. XX w. coraz to lepsze zegarki. Dotyczyło to i innych produktów.

Kolejny problem tkwi w różnym stopniu upaństwowienia gospodarki. Na prawdziwym wolnym rynku, gdy nastąpi nadprodukcja samochodów, nadmiar jest sprzedawany po najniższej możliwe cenie (nierzadko nawet poniżej kosztów produkcji). Na bazie tych cen wylicza się PKB. Z kolei w kraju z gospodarką centralnie sterowaną do PKB wlicza się koszty wyprodukowania samochodów, za których produkcją stoi państwo. Nie uwzględnia się przez to cen pojazdów. Przez taki model PKB jest zakłócone, ponieważ jest za wysokie (zakładając, że samochody sprzedano poniżej kosztów ich wytworzenia).

PKB a PKB per capita i uczucie zadowolenia

W ekonomii znajdujemy też pojęcie PKB per capita. Jaka jest jego definicja? Portal Forsal podaje następującą:

PKB per capita (ang. GDP per capita) – Produkt Krajowy Brutto przypadający na jednego mieszkańca jest to wskaźnik zamożności państwa. Obliczany jest przez podzielenie PKB danego kraju przez liczbę jego mieszkańców.

Kontrowersje, które zostały opisane powyżej, sprowokowały ekonomistów do pewnych wniosków. Może lepiej badać stopień zadowolenia mieszkańców danego kraju? „Pieniądze szczęścia nie dają” – to stare przysłowie, ale znajdujące czasami zastosowanie w ekonomii. Czy bowiem fakt, że np. w 2009 r. PKB per capita Norwegii było dwukrotnie wyższe niż PKB na jednego mieszkańca Włoch, oznacza, że ponurzy Skandynawowie są aż dwukrotnie bardziej zadowoleni z życia, niż rozgadani Włosi?

pkb per capitaSamo PKB per capita także wzbudza dziś jednak sprzeczne emocje. W 2009 r. Chiny mogły pochwalić się już drugim największym PKB na globie (po USA, ale wyprzedzając Japonię, Indie i Niemcy). PKB na głowę zaburza jednak ten obraz Państwa Środka, bowiem, gdy rozdzielimy całą produkcję na pojedyncze osoby, widzimy, że Chiny są daleko w tyle za konkurentami z USA, Japonii czy Niemiec. Mało tego, wtedy chińskie PKB per capita stanowiło mniej niż 10 proc. tego wskaźnika w przypadku Japonii.

Robi się jeszcze ciekawiej, gdy spojrzymy na PKB per capita pozostałej „wielkiej czwórki”. Żadne z tych państw nie znajduje się na szczycie listy „PKB na głowę”, a ustępują one maleńkim państewkom – żadnym potęgom na skali międzynarodowej.

PKB Polski

Warto przy tej okazji przyjrzeć się PKB Polski. W drugim kwartale 2019 roku wyniosło ono 4,2 proc. Tym samym jest to jeden z najlepszych wyników w całej Unii Europejskiej. Szerzej pisaliśmy o tym tutaj.

Lepszą od Polski dynamiką PKB mogą się pochwalić jedynie Irlandia, Węgry, Malta czy Rumunia. Gorzej wypadają Niemcy (0,4 proc. rdr ) i np. Włochy, których gospodarka ma ostatnio ewidentne problemy.

Te dane z jednej strony mogą cieszyć polski rząd. Jest jednak też pewien problem. W naszym kraju rozwój jest po części napędzany przez programy socjalne, co ostatecznie – w przypadku załamania gospodarczego – może odbić się nam czkawką. Ponadto na sytuację gospodarczą w Polsce mogą mieć wkrótce negatywny wpływ problemy niemieckiego rynku.

PKB – czy warto go analizować?

Wielu ekonomistów uważa, że powinniśmy ignorować PKB. Może wskaźnik powinien zostać zreformowany? Kiedyś nie uwzględniano w nim np. wydatków na zbrojenia ani usług. Dziś uwzględnia się już nawet szarą strefę. Z kolei prac w domu – nie. Moglibyśmy pomyśleć o dalszym rozszerzeniu zasięgu tego wskaźnika. Może też próbować dodać do niego kwestie nieprzeliczalne na gotówkę?

Mimo wszystko PKB pozostaje do dziś jednym z najpowszechniejszych wskaźników w nowoczesnej ekonomii. Nim jednak wyciągnie się z niego zbyt daleko idące wnioski, warto dobrze poznać jego naturę i charakterystykę, by zbytnio nie nadinterpretować jego znaczenia.

„Ekonomia nie jest nauką ścisłą; nawet w ramach instrumentów jej pomiaru zawarta jest historia ideologicznych i politycznych sporów. Fetyszyzowanie jednego wskaźnika nie tylko nie odda nam całości obrazu, ale w skrajnych przypadkach może wprowadzać w błąd”

– sugerował jakiś czas temu na łamach „Newsweeka” Kamil Fejfer, analityk rynku pracy. Zdecydowanie trudno nie zgodzić się z jego tezą.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here