Wszystkich Świętych już z kilka dni. Nie jest żadną tajemnicą, że to święto stanowi prawdziwe żniwa dla producentów zniczy, hodowców kwiatów oraz oczywiście dla samych sprzedawców. Okazuje się bowiem, że wydatki Polaków w związku z wizytami na cmentarzach w minionych latach szacowano na ponad miliard złotych.
W tym roku jednak, ze względu na horrendalny wzrost cen, sytuacja wygląda nieco inaczej. Wzrost cen sprawił, że odwiedzających jest w tym tygodniu mniej niż w poprzednich latach, a ich zakupy są bardziej przemyślane i oszczędne. W efekcie handlarze nie ukrywają swojego rozczarowania dotychczasowymi wynikami sprzedażowymi, a odwiedzający otwarcie narzekają na ceny.
Ceny na cmentarzach szokują 
W tym roku branża produkująca znicze, wkłady oraz kwiaty boryka się z inflacją, wysokimi cenami energii oraz rosnącymi kosztami zatrudnienia i utrzymania pracowników. Wszystko przez rekordową w XXI wieku, przekraczającą już 17% w skali roku inflację i kryzys energetyczny.
To przekłada się na wzrost cen usług, towarów, półproduktów i surowców. Dla przykładu, rynkowe ceny szkła podskoczyły w minione 12 miesięcy aż o 60%. Z tego powodu, tegoroczne Wszystkich Świętych okaże się dla nas wyjątkowo kosztowne. O jak dużych podwyżkach tutaj mowa?
Sztuczne kwiaty i wiązanki podrożały średnio o 40%, znicze i wkłady minimum o 50%, a żywe kwiaty jeszcze bardziej. Oznacza to, że klienci, którzy w zeszłym roku zostawiali w sklepiku pod cmentarzem 60 złotych, to tym razem takie same zakupy będą stanowić dla nich wydatek rzędu około 100 PLN. Więcej na temat wzrostu cen w tej branży można przeczytać tutaj.
Jak radzą sobie Polacy?
Nasi rodacy nie ukrywają dziś swoich pretensji do przycmentarnych sprzedawców. Większość klientów – których ilość i tak jest dziś znacznie mniejsza niż w poprzednich latach – po wejściu do sklepiku, wpatruje się w ceny i zaczyna się zastanawiać, czy może sobie pozwolić na taki zakup, w myślach ocenia swoje finansowe możliwości.
Wiele osób posuwa się jednak o krok dalej i daje upust swojej frustracji, komentując drożyznę i oskarżając sprzedawców o chciwość.
Wielu odwiedzających cmentarze ma jednak świadomość, że ceny poszły o kilkadziesiąt procent w górę i specjalnie przygotowuje się do takiej wizyty. Tutaj mamy przede wszystkim trzy rozwiązania.
Zakup zniczy z wyprzedzeniem, w dyskoncie
Pierwszym z nich było zrobienie zakupów najpóźniej do połowy października – i to nie w sklepiku przy cmentarzu, a w dyskoncie. Mowa tu oczywiście przede wszystkim o zniczach. Natomiast osoby, które decydują się na zakupy u handlarzy przycmentarnych, stawiają na minimalizm. Zamiast pięciu zniczy na grób, nabywają po prostu jeden, nieco większy i bardziej okazały.
Ponowne wykorzystanie zniczy 
Drugim sposobem, który na dodatek trzeba uznać za ekologiczny, jest ponowne wykorzystanie zniczy. Jeśli nabyte przez nas w ubiegłym roku produkty są wykonane z grubego szkła i nie uległy uszkodzeniu przez minione 12 miesięcy, wystarczy kupić same wkłady, a znicze umyć i użyć ponownie.
Co więcej, na większości polskich cmentarzy znajdziemy regały, na których każdy może pozostawić używane znicze, a zainteresowani ponownym ich wykorzystaniem mogą je wziąć za darmo.
Znicze na baterie
Trzecim rozwiązaniem, cieszącym się w tym roku wyjątkową popularnością, jest kupowanie zniczy na baterie. Świecą one około 45 dni, czyli znacznie dłużej niż tradycyjne, a ich cena jest nawet minimalnie niższa. Co więcej, nie trzeba kupować do nich wkładów, lecz jedynie wymienić baterie, co pozwala na dużą oszczędność.
W przyszłym roku będzie jeszcze drożej?
Na koniec warto zwrócić uwagę na jeszcze jedną kwestię. Otóż, produkcja zniczy, wkładów czy kwiatów to nie jest działalność, którą rozpoczyna się dwa miesiące przed Dniem Wszystkich Świętych.
Rusza ona już na początku roku. W efekcie, wielu producentów zrobiło zapasy komponentów jeszcze przed drastycznym wzrostem cen szkła, parafiny czy plastiku. Oznacza to, że nie wszystkie podwyżki są już w cenach, a za rok wydatki na cmentarzach prawdopodobnie okażą się jeszcze bardziej szokujące.


