Milionerzy w popkulturze

288

Jaki wizerunek milionera każdy z was ma w swoim umyśle? Bogatego japiszona, który szasta kasą na lewo i prawo, wciąga nosem koks, jeździ czerwonym Ferrari i wolny czas spędza w barze ze stripteasem? A może skąpego starca, który najchętniej oszczędzałby na wszystkim, na czym tylko się da? Lub jeszcze inaczej – niepozornie ubranego geeka, który swój majątek traktuje jako miły dodatek do swojego celu – zbudowania wielkiej platformy cyfrowej, która rejestruje każdy krok swoich userów? Wielki wpływ na to, jak postrzegamy milionerów miała i ma popkultura. Dziś zajmiemy się tą właśnie kwestią. Czy książki i filmy nie zakrzywiają nam przypadkiem obrazu osoby zamożnej?

najbogatsi polacyJuż kiedyś wspominaliśmy o słynnej książce „Sekrety amerykańskich milionerów” Williama D. Danko i Thomasa J. Stanley’a. Obaj panowie przebadali nawyki amerykańskich milionerów. Okazało się, że ci są zazwyczaj dość skromnymi osobami, które ubierają średniej jakości ubrania, jeżdżą dobrymi, ale też ze średniej półki samochodami i mieszkają we wcale nie nazbyt wystawnym domu.

Skąd więc bierze się przekonanie, że najzamożniejsi ubierają tylko szpanerskie ciuchy, jeżdżą najnowszym modelem BMW i mieszkają w wielkich rezydencjach? Odpowiedź jest prosta. To wina mediów i popkultury.

Dickens nie lubił bogatych?

Chyba trudno nie zacząć od słynnej „Opowieści wigilijnej”, którą Charles Dickens opublikował po raz pierwszy w dobie rewolucji przemysłowej w latach 40. XIX w.

Bohaterem opowieści jest Ebenezer Scrooge – postać niezbyt sympatyczna, choć bogata. Mimo majątku ten przedsiębiorca nie lubi wydawać pieniędzy, mało płaci swojemu pracownikowi, sam też żyje bardzo oszczędnie.

Dickens chciał chyba pokazać współczesnym (i niestety potomnym), że pieniądze szczęścia nie dają, ale dają je dopiero zakupy. Cynik pomyślałby nawet, że książka powstała chyba na zamówienie kapitalistów, którzy chcieli wmówić społeczeństwu, że oszczędności najlepiej od razu… wydać.

Sam Scrooge przechodzi zresztą swoistą „resocjalizacją”. Trzy mityczne duchy świąt pokazują mu, że szczęście daje dopiero dzielenie się pieniędzmi, a nie ich gromadzenie.

Kąpiel w monetach

W naszym artykule nie mogło zabraknąć najbogatszego kaczora w Kaczogrodzie, ale i w Disneylandzie. Tu postać milionera jest pokazana już znacznie cieplej. Może z powodu faktu, że Walt Disney ponoć sam nie lubił wydawać pieniędzy…

Kaczor Sknerus – bo o nim mowa – szczycił się tym, że zarobił swój majątek dzięki ciężkiej pracy. Na pamiątkę pierwszej wypłaty zachował nawet swoją słynną monetę z tejże.

To postać inna niż bohater „Opowieści…” Dickensa. Sknerus jest – jak wskazuje jego imię – sknerą, ale w jego wypadku ma to racjonalne podłoże. Poza tym nie jest przedstawiony jak Scrooge jako postać samotna przez swoje bogactwo. Ba! Niemal stale przeżywa fascynujące przygody wraz ze swoimi siostrzeńcami i Kaczorem Donaldem.

Sknerus żyje też dość wystawnie – ma wielki dom, służbę i dość osobliwy fetysz, którym są… kąpiele w monetach.

Co ciekawe, w 2002 r. amerykański magazyn Forbes oszacował nawet jego… majątek. Miał on ponoć wynosić 8,2 miliarda dolarów amerykańskich.

W jednym z odcinków serialu o jego przygodach, dzieci mogą zrozumieć naturę inflacji.

Dynastia

Jeśli ktoś urodził się jeszcze w latach 80., musi pamiętać „Dynastię”, która była wyświetlana przez telewizję publiczną w Polsce na początku lat 90.

Serial-tasiemiec o rodzie Carringtonów pokazał Polakom, jak wyglądają ludzie bogaci w USA. I tu żyjący dotąd w realiach PRL nasi rodacy doznali szoku. W porządku, Blake Carrington ze swoją piękną żoną mieszkali w okazałym domostwie ze służbą, jeździli samochodami, o których fani Fiatów 125p nie mogli nawet pomarzyć, ale… no właśnie, tak samo jak my wszyscy mieli swoje problemy osobiste. Serial był więc dość przełomowy pod tym kątem, patrząc na realia USA z perspektywy ówczesnych Polaków.

 

Wilk z Wall Street

Wejdźmy w część dozwoloną od lat 18. Jordan Belfort to już postać autentyczna i na bazie jego losów powstał słynny film Martina Scorsese z Leonardem DiCaprio w roli głównej.

Tym razem mamy już jazdę bez trzymanki i pokazanie ciemnej strony bogactwa. To już nie lata 80 i 90., a tym samym propagowanie wolnego rynku i myślenia „ciężką pracą ludzie się bogacą”. Oj nie. Protagonista, którego tylko chyba jakimś cudem i dzięki wielkiemu zmysłowi artystycznemu reżysera potrafimy polubić, próbuje początkowo zarabiać pieniądze legalnie. Niestety. Krach na Wall Street uzmysławia mu, że droga na szczyt to ostra wspinaczka, którą wygrywają – niczym w dżungli – najsilniejsi.

Wilk z Wall StreetWraz ze swoimi socjopatycznymi współpracownikami zakłada więc firmę, która handluje akcjami. A dokładniej: manipuluje klientami, żongluje przepisami i kruczkami prawnymi, a na końcu dopiero sprzedaje nie zawsze warte swojej ceny papiery wartościowe naiwnym inwestorom.

W tle – by personelowi nigdy się nie nudziło – Wilk urządza imprezy z prostytutkami i karłami w roli głównej. W tym świecie dla kasy robi się wszytko. Jesteś atrakcyjną sekretarką, szef proponuje ci wygolenie głowy na łyso za nagrodę w postaci dolarów? Robisz to! Pieniądze możesz w końcu wydać na… wszystko.

W świecie „Wilka…” postać milionera jest już zgoła inna, niż miało to miejsce w „Dynastii”. Krach z 2008 r. pokazał, że wolny rynek nie zawsze działa jak powinien. Ten brak zaufania widać w obrazie Scorsese aż nazbyt wyraźnie. Belfort mieszka w gigantycznym domu, jeździ luksusowy samochodem, ma swój helikopter (oczywiście i jednym i drugiem steruje po alkoholu i narkotykach), daje upust swojemu popędowi w objęciach prostytutek i wreszcie oszukuje państwo, jak tylko jest w stanie.

Warto jednak pamiętać, że „Wilk z Wall Street” to film pokazujący pewną patologię i wynaturzenie, a nie standard, jaki panuje w świecie najbogatszych.

50 twarzy milionera

We współczesnej popkulturze mamy jeszcze jedną wersję milionera. To obrzydliwie bogaty romantyk. Kasa w sumie go nie obchodzi, bierze się na jego koncie chyba znikąd (albo odziedziczył ją po rodzicach). W jego życiu liczy się tylko miłość. Jest też zabójczo przystojny. A i świetny w łóżku. Czasami ma tylko dziwne fetysze w postaci pejczy, skórzanych masek i dybów, które trzyma w sekretnym pokoju, ale zakochana w nim kobieta potrafi mu to wybaczyć.

Ten typ – choć raczej nie występuje w przyrodzie – jest podejrzanie popularny w filmach pokroju „50 twarzy Greya” czy TVN-owskich komediach romantycznych. Takie produkcje nie mają oczywiście wiele wspólnego z realnym światem, ale wspaniale pokazują, jakie wymagania stawia dziś popkultura przed najzamożniejszymi…

Czy warto wierzyć filmom?

Odpowiedź na to pytanie jest chyba jasne! Nie! Polecamy za to jeszcze raz lekturę wspomnianej już na wstępie książki o nawykach najzamożniejszych. Pamiętajcie, że większość milionerów to zwykli ludzie, którzy doszli do swoich majątków latami ciężkiej pracy, a nie poprzez oszustwa. Zrozumienie tego mechanizmu pomoże wam w pomnożeniu i waszych oszczędności.

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments