Ostatnie lata przyniosły rekordowe temperatury na całym świecie. Globalne ocieplenie oczywiście istotnie odciska swoje piętno na całym rolnictwie – w tym również na winiarstwie.
Jak się jednak okazuje, kwestia związku zmian klimatycznych z produkcją tego uwielbianego na całym świecie trunku jest wyjątkowo interesująca. Jak się bowiem okazuje, coraz wyższe temperatury nie tylko wpływają bowiem na efektywność upraw, ale również na sam smak win. W jaki sposób? Przekonamy się poniżej:
Uprawa winorośli a zmiany klimatyczne 
Przede wszystkim należy wiedzieć, że w swoim cyklu wegetacji winorośl potrzebuje do rozwoju trzech podstawowych składników:
- Słońca
- Wody
- Stabilizacji pogody.
Globalne ocieplenie ma gigantyczny wpływ na wszystkie te czynniki. Po pierwsze, temperatury w okresie letnim w wielu regionach winiarskich wzrastają do niespotykanych dotychczas poziomów. Po drugie, opady śniegu zimą i deszczu wiosną są niewielkie, co wywołuje coraz większe braki wody. Po trzecie, rosnąca niestabilność pogody przejawia się w dużych wahaniach temperatury i ciśnienia, co prowadzi choćby do dewastujących winnice burz gradowych i gwałtownych wichur.
Dramatyczna sytuacja upraw winorośli na południu Europy
W efekcie, panujące w Europie w zeszłoroczne wakacje fale upałów i susza negatywnie odbiły się na uprawach we Włoszech. Tamtejsi winiarze, ze względu na wysokie temperatury musieli rozpocząć winobranie kilka tygodni wcześniej niż zwykle. Trwające długo upały i susze spowodowały, że według szacunków krajowa produkcja wina spadła w minionym roku o 10%.
A mówimy tutaj przecież o liderze światowej produkcji wina. Co więcej, poważne problemy z uprawami winorośli mieli również plantatorzy w Hiszpanii, Portugalii i Francji.
Wiosenne przymrozki kolejnym poważnym problemem 
Co więcej, nie można zapominać, że uprawom winorośli szkodzą nie tylko upały, ale również zbyt niska temperatura i przymrozki. A w praktyce, choć zimy i wiosny stają się cieplejsze, to jednak nie brakuje nocy, kiedy przymrozek obecny jest jeszcze we wczesnowiosennych miesiącach.
Natomiast globalne ocieplenie sprawia, że uprawy zaczynają rozwijać się wcześniej niż zwykle. Okazuje się, że pączkowanie przesunęło się nawet o dwa tygodnie bliżej zimy w porównaniu z latami osiemdziesiątymi.
Kiedy więc po ciepłych zimowych dniach przyjdzie wiosenny przymrozek, ma on dla rozwijających się owoców niezwykle destrukcyjny wpływ. Soki, które znajdują się już w pniach roślin, zamarzają i rozsadzają pnie. W efekcie takie sytuacje mogą ostatecznie zmniejszyć zbiory nawet o 20%.
Winnice z Europy Środkowej zyskują na ociepleniu klimatu?
Co ciekawe, zmiany klimatu w kontekście upraw winorośli nie wpływają negatywnie na wszystkie regiony winiarskie. Z przesunięcia się dogodnego terenu dla winnic w Europie korzystają winiarze z takich krajów jak Austria, Niemcy, Czechy czy Polska.
Na zachodzie naszego kraju, w okolicach Zielonej Góry, szczególnie widoczny jest dziś renesans winiarstwa.
Globalne ocieplenie zmienia smak wina
Choć dla niektórych może to wydawać się bardzo zaskakujące, wzrost temperatur wpływa również na smak wina. Okazuje się bowiem, że do jego produkcji kluczem jest równowaga w zakresie występowania cukru, kwasu i związków, które nie są niezbędne dla zachodzenia podstawowego metabolizmu roślin. 
Cukier gromadzi się w owocach za sprawą fotosyntezy, natomiast kwasy ulegają rozkładowi w miarę dojrzewania winogron. Wspomniane związki gromadzą się natomiast przez cały cykl rozwoju owoców. Na przykład antocyjany nadają czerwonym winogronom kolor i chronią rośliny przed promieniowaniem ultrafioletowym, podczas gdy taniny odpowiadają za gorycz i cierpki, wysuszający posmak w ustach, chroniąc liście i pędy przed szkodnikami.
Więcej alkoholu, mniej kwasowości
Zmiany klimatu sprawiają jednak, że stosunek trzech wymienionych elementów może się zmieniać. Na przykład fermentacja słodszych owoców zwiększa zawartość alkoholu w winie. Zależność tutaj jest prosta – więcej słońca, więcej cukru, więcej procentów.
W efekcie trunki te stają się coraz słodsze, a jednocześnie mniej kwasowe. Dla przykładu, jeszcze kilkadziesiąt lat temu zawartość alkoholu w czołowych winach z Bordeaux rzadko przekraczała 12%. Dziś natomiast standardem dla trunków z tego regionu stało się już 14%.
Oczywiście zawartość cukru oraz kwasowość dałoby się “naprawić” zbierając winogrona wcześniej, lecz nie rozwiązuje to innego problemu – obniżonej zawartości związków wpływających na aromat wina. Te potrzebują przecież czasu, by się nagromadzić.
Nowe odmiany zastąpią nasze ulubione? 
W konsekwencji, branża winiarska musi się dziś dostosowywać do zmian klimatu. W konsekwencji, powstają nowe odmiany, winogrona zbierane są wcześniej, zmieniają się metody ich ochrony.
W efekcie, w przyszłości wina z regionów, które znamy, raczej nie zabraknie, ale poszukiwany przez wielu smakoszy charakterystyczny, cierpki, wytrawny smak może stać się tylko wspomnieniem.



