Jak ciepłownie poradzą sobie w kolejnym sezonie grzewczym?

157

Wojna na Ukrainie błyskawicznie przełożyła się na rynek energetyczny całej Unii Europejskiej. Embargo na węgiel z Rosji zacznie obowiązywać za parę miesięcy, a na ropę naftową prawdopodobnie wraz z końcem 2022 roku. Ponadto, Kreml sam podjął decyzję o odcięciu dostaw gazu do Polski czy Bułgarii. Jak nasze ciepłownie poradzą sobie w takiej sytuacji? Czy Polska jest przygotowana na kolejny sezon grzewczy bez dostaw rosyjskiego gazu czy węgla? Przeanalizujemy to zagadnienie poniżej:

Zużycie gazu w Polsce i dotychczasowy import z Rosji Znak "uwaga gaz" w Rosji

Według danych Eurostatu za 2021 rok w Polsce zużyliśmy 23,4 miliarda metrów sześciennych gazu ziemnego. Z kolei samym Gazociągiem Jamalskim bezpośrednio do Polski sprowadzono w ubiegłym roku około 9,9 miliarda metrów sześciennych tego paliwa. Łączna suma importu gazu z kierunku wschodniego była jednak wyraźnie większa, lecz trudna do oszacowania, ponieważ spora część tego paliwa trafia przez Polskę do Niemiec.

Nie podsumowano jeszcze I kwartału 2022 roku, ale przez styczeń i luty z Rosji sprowadziliśmy prawie 1,2 miliarda metra sześciennego gazu. Zakładając, że marzec 2022 był taki sam jak ten w 2021 roku, import można szacować na 1 miliard metrów sześciennych. Przesył był jednak o wiele niższy, więc można założyć, że z Rosji po I kwartale do Polski trafiło więc maksymalnie 2 miliardy metrów sześciennych gazu.

Przechodząc do sedna: jeśli potrzebujemy 23,4 miliarda metrów sześciennych gazu rocznie, to w tym roku trzeba znaleźć brakujące 8 miliardów metrów sześciennych. Oczywiście, jeżeli spełni się scenariusz, że od Rosjan nic nie sprowadzimy w najbliższych miesiącach, który dziś jest bardzo prawdopodobny.

Alternatywne źródła dostaw zapewnią nam gaz

Warto zaznaczyć, że w 2022 roku Polska ma kontraktować więcej LNG i w ostatnich latach postawiła na dywersyfikację źródeł dostaw gazu. Nasz kraj poczynił więc kroki, by zintegrować system gazociągów z innymi państwami Unii Europejskiej. W dodatku według stanu na koniec kwietnia polskie magazyny, zdolne do przechowywania 3,2 miliarda metrów sześciennych gazu, są wypełnione w 76%.

Co więcej, ta dywersyfikacja źródeł cały czas się poprawia. Na finiszu jest obecnie połączenie międzysystemowe ze Słowacją o rocznej przepustowości wynoszącej 5,7 miliarda metrów sześciennych. W maju otwarty zostanie także kolejny interkonektor, tym razem z Litwą. Pozwoli to na sprowadzanie gazu, do 2 miliardów metrów sześciennych rocznie, za pośrednictwem pływającego terminala FSRU w Kłajpedzie. Terminal gazowy

Z kolei w październiku 2022 roku uruchomiony zostanie Baltic Pipe, czyli gazociąg łączący Morze Północne, prowadzący przez Danię do Polski. Na początku jego przepustowość wyniesie 2 miliardy metrów sześciennych gazu rocznie, ale już w 2023 roku osiągnie pełną funkcjonalność, czyli 10 miliardów metrów sześciennych tego paliwa rocznie, z czego około 8 miliardów ma przypaść Polsce. Reszta ma trafić między innymi do Czech.

PGNiG uspokaja

W efekcie spółka Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo oraz operator gazowego systemu przesyłowego Gaz-System w ostatnich dniach tonują nastroje i zgodnie podkreślają: gazu w sezonie grzewczym 2022-2023 nie zabraknie.

Czy rzeczywiście nie ma się czego obawiać?

Nie należy jednak jeszcze popadać w hurraoptymizm. Trzeba zwrócić uwagę, że większość opisanych powyżej rozwiązań osiągnie swoją pełną przepustowość dopiero w 2023 roku. Nie mamy dziś natomiast szczegółowych informacji o tym, jak zabezpieczone zostaną dostawy jesienią i zimą 2022 roku.

Na niekorzyść Polski gra również ogólna sytuacja geopolityczna. Gazu poza Rosją szuka praktycznie cała Europa, więc o kontrakty nie będzie łatwo. Co da nam gazowa infrastruktura o wystarczającej przepustowości, gdy będzie brakowało paliwa, które może nią płynąć? Nie można wykluczyć, że przed jesienią może zrobić się na chwilę nerwowo.

Nie można jednak zaprzeczyć, że długofalowa strategia energetyczna jawi się tutaj w jasnych barwach. Dane mówią jasno – w przyszłym roku rzeczywiście nasz kraj będzie zdolny do tego, żeby odejść od rosyjskiego gazu, ale także i węgla oraz ropy. Jest to niewątpliwy sukces, o którym kolejne polskie rządy marzyły już od dekad. Pozostaje tylko pytanie co z pierwszą połową kolejnego sezonu grzewczego?

Co z jesienią i zimą 2022? E

Niewykluczone, że gaz po prostu będzie musiał być na bieżąco dokupowany z rynku – między innymi od krajów, które wciąż będą importować ten surowiec z Rosji. A jego cena rynkowa – dużo wyższa od tej, na której bazują długoterminowe kontrakty – drastycznie wpłynie na wydatki ponoszone przez nas na ogrzewanie.

Warto dodać, że zabezpieczenie dostaw gazu nie jest tutaj jedynym problemem. W końcu mniejsze ciepłownie na wschodzie naszego kraju nadal zasilane są węglem. A ten surowiec importowany z Rosji zdecydowanie był najtańszy. Objęcie go embargiem nie tylko sprawi, że jego ceny – które już w ostatnim sezonie grzewczym były rekordowe – wystrzelą w górę, ale mogą pojawić się problemy z jego deficytem, o ile rząd szybko nie zabezpieczy alternatywnych źródeł dostaw. Więcej na ten temat pisaliśmy tutaj.

Podsumowując, trzeba się zatem nastawić, że najbliższą jesienią i zimą czekają nas kolejne podwyżki kosztów ogrzewania. I to niestety drastyczne. Dopiero od 2023, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, sytuacja powinna się uspokoić.

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments