Emisja pieniądza – jak powstają waluty?

253

Choć każdy z nas ma niemal codziennie kontakt z pieniędzmi, nie wszyscy wiedzą, skąd się one biorą. W tym właśnie artykule postaramy się wam przybliżyć ten temat.

Czym jest emisja pieniądza?

Czym jest emisja pieniądza? To nic innego jak proces wprowadzania do obiegu rynkowego  pieniądza gotówkowego, ale także zasilania banków w fundusze poprzez tzw. operacje otwartego rynku. W obecnym systemie finansowym niemal na całym świecie proces emitowania pieniędzy leży po stronie banku centralnego danego kraju. Mimo tego coraz częściej – zwłaszcza w środowisku kryptowalut – powraca temat związany z oddolną, zdecentralizowaną emisją walut cyfrowych. Na razie jest to jednak pieśń przyszłości.

Emisja pieniądza w historii

Jak zapewne wiecie (jeśli oczywiście czytacie regularnie nasz portal) pieniądze – a konkretnie waluty – nie były emitowane od początku przez banki centralne, bowiem te zaczęły powstawać w znanej nam formie dopiero w XVII w. w Europie.

Tak jak większość różnych zjawisk, także emisja pieniądza ma swoje korzenie nie w jakimś odgórnie narzuconym pomyśle, a w oddolnej inicjatywie. Początkowo monety bili bogaci, znani przedsiębiorcy. Znany jest też przypadek antycznego króla Gygesa, który jako pierwszy emitował swoją monety. Z czasem – gdy te ostatnie okazały się wspaniałym, rewolucyjnym wynalazkiem – idea przeszła w ręce władz. Te jednak wtedy jeszcze dalekie były od samego pomysłu zakładania banku centralnego. Mimo wszytko produkcję monet przejęli rządzący, którzy mieli pod swoją kontrolą państwowe kopalnie złota.

rzym emisja pieniądzaJak jednak wypuszczano pieniądze w obieg? Spójrzmy na przykład Imperium Rzymskiego. Tam władze republiki – a później cesarstwa – do wprowadzania do obiegu monet używały… wojska. Tak, legionistom wypłacano bowiem żołd, a ci – jak to rasowi żołnierze – szybko wydawali go w karczmach czy w innych przybytkach. I tak pieniądze trafiały na rynek.

Podobnie system ten funkcjonował w średniowieczu. Gorzej, że z czasem rządzący zauważyli, że mając kontrolę nad emisją, mogą wpływać na jakość monet. Dzięki temu zarzucali rynek nierzadko słabej jakości pieniądzem i to o takiej wartości, która odpowiadała im, a nie ich poddanym. Co prawda zdarzały się przypadki ekstremalne, gdy np. polski książę-senior Mieszko Stary wyemitował tak słabej jakości monety, że stracił tron, ale najczęściej poddani ulegali finansowym kaprysom rządzących.

Ogóle deprecjacja monet była stałym elementem polityki monetarnej w średniowieczu. Przykład? W 1200 r. francuski liwr był warty 98 g srebra, ale już cztery stulecia później jedynie 11 g. Saraceński dinar w Hiszpanii w VII w. zawierał 65 g złota, zaś w XII w. 60 g. Jednak, gdy tylko władzę na tym obszarze przejęli królowie chrześcijańscy już sto lat później w monecie znajdowano tylko 14 g kruszcu.

Później ktoś wpadł w końcu na pomysł, by założyć banki centralne. Te zaś zaczęły wprowadzać na rynek banknoty. Początkowo działo się to jednak poprzez skup metali szlachetnych (tj. złota czy srebra) lub kredytowanie rządów i banków komercyjnych. W rezultacie wartość nominalna gotówki była najczęściej równa zgromadzonemu w skarbie złotu.

Przeskoczmy teraz niemal o epoki i zauważmy, że dziś – po odejściu od zasady dot. powiązania złota z kursem dolara – waluty mają naturę fiducjarną, więc są praktycznie „puste” i oparte tylko na wierze w nich społeczeństwa. Gdy ta zniknie, na rynku pojawia się trawiąca wartość pieniędzy inflacja i następnie hiperinflacja.

Jak emitować pieniądze?

pieniądzeTym samym płynnie przechodzimy do ważnej kwestii. Jak bowiem należy emitować pieniądze? Temat nie jest tak prosty, jak może się wydawać, a polityka monetarna to obszar pełen niespodzianek i wręcz pułapek.

Ogólnie w teorii najczęściej funkcjonuje teza mówiąca o tym, że całkowita wartość nominalna pieniędzy w obiegu powinna równać się całkowitej wartości obrotu towarów i usług, które są dostępne na rynku w danym okresie (czyli – mówiąc bardziej naukowo – sumie wartości wszystkich dokonanych transakcji okresu), dzielonej przez obrót jednostki monetarnej generowany w tym okresie (oznaczający szybkość obiegu pieniądza). Jak to jednak bywa, istnieje wiele szkół emisji pieniądza.

Austriacka teoria pieniądza

Ta teoria zakłada, że zmiany ilości pieniądza w gospodarce oddziałują nie tylko na poziom, ale również na strukturę cen. „Austriacy” są wielkimi fanami wolnego rynku, ale zarazem wrogami wszelkiego interwencjonizmu. Uważają, że rządy mają w swoim interesie nadmierne emitowanie pieniędzy (np. z powodu zbyt dużego rozbudowania polityki socjalnej, która przysparza im popularności wśród obywateli i wyborców). Jak walczyć z taką, ich zdaniem, patologią? Wyeliminować monopol na emisję pieniądza przez państwo lub/i powrócić do waluty złotej. Niektórzy fani Bitcoina uważają, że ich myślenie o walucie jest zbieżna ze szkołą austriacką (oceńcie sami, czy to prawda, czytając więcej o kryptowalutach tutaj).

Bank czasu

Bank czasu to nieformalna instytucja samopomocowa, która opiera się na bezgotówkowej wymianie usług pomiędzy jej członkami. Uczestnicy takiego systemu deklarują, wchodząc do niego, jakie usługi mogą świadczyć na rzecz innych, a osoby koordynujące jego działalność kierują taką pomoc do zgłaszających zapotrzebowanie. Świadczone usługi są odnotowywane (jednostką rozliczeniową jest… godzina). „Zarobione” godziny można wydać na potrzebną w danej chwili inną usługę.

Kredyt społeczny

To równie zaskakujący model. W nim emisja pieniądza nie zależy od banku, ale od każdego poszczególnego podmiotu, który zobowiązywał się wykonać coś użytecznego.

Nominalistyczna teoria pieniądza

Można uznać, że to ta teoria stworzyła waluty typu fiat (fiducjarne). Powstała na przełomie feudalizmu i kapitalizmu. Według jej twórców pieniądz jest tylko nazwą nadaną jednostce rachunkowej przez władzę państwową. Innymi słowy, jeśli dany włada uzna, że od dziś płacimy kamykami, stają się one walutą. Tym samym teoria ta podważa zasadność teorii kruszcowej, według której tylko metale szlachetne mogą być pieniędzmi.

Pieniądz pracy

To wizja, która zakiełkowała w głowach tzw. socjalistów utopijnych. Jej głównym twórcą jest Robert Owen. Teoria jest oparta na założeniu, że bank centralny za pośrednictwem swoich filii będzie potwierdzać ilość pracy wydatkowanej na wytworzenie danego towaru. W dalszym etapie tego procesu emitowałby dowody tego potwierdzenia, które miałyby mieć formę tzw. bonów pracy. Te z kolei służyłyby jako przekazy na ekwiwalent we wszystkich innych towarach złożonych w magazynach bankowych. Jej celem było w teorii usunięcie niesprawiedliwości społecznej.

Jak dziś emituje się pieniądz?

Przyjrzyjmy się temu procesowi na przykładzie nam najbliższym – Polski. Narodowy Bank Polski – jako bank centralny – ma obecnie wyłączne prawo emitowania prawnych środków płatniczych na obszarze Rzeczypospolitej. Ponadto może emitować też monety kolekcjonerskie, które jednak nie są używane w powszechnym obiegu.

Z kolei banki komercyjne mają możliwość emisji pieniądza głównie poprzez udzielenie kredytów swoim klientom. Zatem możliwością zwiększenia nominalnej wartości pieniądza bezgotówkowego w obiegu jest zwiększenie zadłużenia w bankach, zaś spłata rat kapitałowych oznacza wycofanie na trwałe pieniądza. Dziś więc emisja pieniądza jest oparta na kredycie.

Po co nam ta wiedza?

Po raz kolejny w naszym cyklu wypada zadać sobie to pytanie: po co nam ta wiedza? Cóż, jeśli chcemy być dobrymi inwestorami, musimy rozumieć, jak działa rynek i jak „rodzą się ” pieniądze. Jeśli – w wyniku naszej analizy polityki monetarnej państwa – uznamy, że danej walucie grozi wyższa inflacja, możemy w ramach ochrony naszego kapitału „przeskoczyć” na inną walutę. Dziś, obserwując rosnącą inflację w Polsce, dla niektórych dobrym pomysłem może okazać się pozbycie się nadmiaru polskich złotych i zakupienie za nich np. dolarów czy euro.

Polityka monetarna banku centralnego powinna opierać się na takiej emisji pieniądza, by ten zachowywał swoją stałą wartość. W praktyce jest to szalenie trudne, co jednak napędza popyt na inwestycje w branże, które pozwalają nie tyle zachować wartość pieniądza, co jeszcze ją zwiększyć poprzez zarobek. Stąd uznaje się dziś, że nawet inflacja na poziomie 2 – 3 proc. nie jest zła na gospodarki.

Zalecamy więc wam śledzić poczynania Narodowego Banku Polski i innych banków centralnych, które odpowiadają za waluty, którymi się interesujecie i w które chcecie zainwestować.

Życzymy miłych analiz. Pamiętajcie, że codziennie znajdziecie na Portfelu Polaka artykuły, które pomogą wam w podejmowaniu ważnych decyzji inwestycyjnych.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o