Najdziwniejsze podatki wprowadzone przez rządy. Część 2

299

Powracamy do naszej opowieści o najdziwniejszych podatkach, jakie wprowadziły rządy. Część pierwszą znajdziecie w tym miejscu.

Podatek od wygranego meczu

Ktoś złośliwy powie, że polityk to ktoś taki, kto najchętniej nakładałby podatki na cokolwiek. Niektórzy twierdzą nawet, że już najdziwniejszym podatkiem jest dochodowy, bowiem oznacza obciążenie osób, które pracują. Co jednak powiecie o daninie, którą nałożono by na drużyny sportowe, które wygrywają mecze?

podatkiKażdy kto ma dziś min. ok. 30. lat pamięta o Chicago Bulls. W latach 90. drużyna była wręcz kultowa. Do tego posiadała na pokładzie chyba najsłynniejszego koszykarza wszech czasów – Michaela Jordana. W historycznym meczy Byki wygrały z LA Lakers. I zaczęło się. Władze Kalifornii postanowiły nałożyć na nią podatek! O zgrozo, Bullsi wygrywali potem i inne mecze w wyniku czego skarbiec stanu w ciągu 2 lat zasiliła kwota aż 102 milionów dolarów. Wtedy władze wpadły na pomysł, by nałożyć podatek również na inne dyscypliny sportowe.

Podatek od narkotyków

najdziwniejsze podatkiTo nie koniec dziwnych pomysłów z USA. W stanie Utah istnieje podatek od marihuany. To chyba jednak pułapka na osoby, które chcą być uczciwe i płacą podatki. Dlaczego? „Marysia” jest bowiem w tym stanie nielegalna. Za posiadanie jednej uncji marihuany należy zapłacić 50 dolarów podatku. Nikt jednak nie płaci tej daniny, ponieważ wtedy szybko zostałby aresztowany za posiadanie narkotyków.

W stanie Tennessee także opodatkowano inne środki psychoaktywne które są nielegalne. Co ciekawe, sami dealerzy mogą zapłacić daninę anonimowo. Żeby było jeszcze dziwniej, potem, jeśli wpadną w ręce policji, fakt, że płacili podatek, zwiększa przychylność sądu.

Podatek od cienia

Z czego słynie Italia? Ze słońca! Może dlatego na początku lat 90. Wenecjanie wprowadzili podatek od cienia. Spokojnie, jeśli tak się złożyło, że sam rzucasz cień, nic ci nie grozi. Chodzi o sytuację, w której cień budynku, parasola, markizy, itp. pada na teren należący do gminy. Żeby było tak lekko, podatek płaci się też w dni pochmurne.

Podatek do grillowania

To nie koniec. W belgijskim regionie Walonia za rozpalenie grilla płaci się… 20 euro podatku. Żeby łatwiej ścigać grillujących, władze wykorzystują monitoring z powietrza przy użyciu kamer termowizyjnych.

Skąd jednak tak dziwny pomysł? Chodzi o walkę z globalnym ociepleniem. Pomysł poparli nawet belgijscy ekolodzy. Ponoć podczas grillowania do atmosfery dostaje się od 50 do 100 g gazów cieplarnianych.

Podatek od jedzenia kiełbasy

Skoro już przy jedzeniu kiełbasek jesteśmy warto wspomnieć o podatku od wcinania kiełbasek Curry-Wurst. To, że ktoś wpadł na pomysł, by opodatkować koneserów takich smakołyków (założymy się, że ślinka cieknie wam już przy okazji czytania tego akapitu!), to jeszcze jednak nic. Do 2012 roku wysokość daniny zależała bowiem od… pozycji przyjętej podczas konsumpcji. Jedzenie kiełbaski na stojąco kosztowała podatnika tylko 7 proc. Jeśli jednak ktoś cenił komfort i takie fanaberie jak siedzenie w czasie posiłku, podatek rósł do 19 proc. Od 2012 r. stawkę ujednolicono do 7 proc. Krótko mówiąc, czy się stoi, czy się leży zawsze 7 proc. państwu się należy.

Podatek od uprawiania seksu (z klientem)

najdziwniejsze podatkiW Bonn i w Kolonii przedstawicielki najstarszego zawodu świata płacą podatki. I nie, nie chodzi nam o opiekunki do dzieci…

W Bonn ustawiono nawet na ulicach specjalne automaty, w których panie do towarzystwa mogą płacić podatek od usług seksualnych.

W podobnym kierunku podążyła w 2004 r. Kolonia. Warto jednak dodać, że ten rynek jest dość mądrze uregulowany w Niemczech. Prostytutka może być np. zatrudniona na podstawie umowy o pracę albo otworzyć swoją działalność.

Podatek od podatku

Jest i Polska. O co nam chodzi z tym dziwnym „podatkiem od podatku”. Już tłumaczymy. Zauważcie, że część produktów jest u nas obciążona akcyzą (to papierosy, alkohol, paliwo, prąd). Potem jednak ponownie płacimy od nich podatek, ale jest to już VAT. Jak inaczej to więc nazwać?

Podatek od brody

Smutny hipster za czasów Piotra I

Mamy dziś modę na noszenie brody. Nie chcemy tu niczego podpowiadać rządowi, ale może warto zainteresować się historią Anglii? Otóż w XVI-wiecznej Brytanii za czasów króla Henryka VII (swoją szosą też brodacza) wprowadzono podatek od brody. Wysokość nie zależała od długości zarostu, a tylko od od statusu majątkowego właściciela zarostu. Historycy są zgodni: taka decyzja miała tylko jeden cel, tj. łatanie budżetu państwa.

Po drugiej stronie kontynentu Rosjanie nadali daninie już głębszy sens. Car Piotr I chciał wyplenić w jego kraju modę na noszenie brody. Ogólnie za czasów swojego panowania robił wszystko, by wprowadzić do niego więcej nowoczesności, a tego typu zarost kojarzył mu się z zaściankowością. Dlatego wpadł na pomysł, że opodatkuje brodatych bojarów-hipsterów, zaś ci przez swoje skąpstwo zaczną masowo golić się niczym David Beckcham.

Podatek od moczu

Spokojnie, ten podatek nie dotyczył wszystkich sikających. Wprowadził go rzymski cesarz Wespazjan. Płaciły go zaś tylko te osoby, które kupowały mocz. Używano go do czyszczenia i wybielania tóg. I serio, wierzcie nam, nie chcecie ciągnąć tego tematu.

CDN.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o