Konfederacja – analizujemy program wyborczy

491

Kontynuujemy analizy programów poszczególnych komitetów wyborczych. Dziś na tapetę bierzemy Konfederację.

Czy uda się dostać do Sejmu?

Konfederacja, która zrzesza ruchy i partie wolnościowe oraz narodowe, walczy o wejście do Sejmu. Patrząc na sondaże zadanie jest trudne do wykonania, ale możliwe. Ta prawicowa siła balansuje bowiem na granicy progu wyborczego. Czy uda się jej go przekroczyć? Czy jej program jest jej zaletą czy wadą? Szczególnie, że jego istnienie bagatelizuje sam jej lider – ekscentryczny Janusz Korwin-Mikke…

Postaramy się odpowiedzieć na wszystkie te pytania.

Konfederacja: Polska rajem dla liberałów

Konfederacja walczy o głosy przedsiębiorców oraz osób o wręcz skrajnie liberalnych poglądach. Widać to nawet po pobieżnej lekturze jej programu.

Oczkiem w głowie polityków z tej strony sceny politycznej jest gospodarka. W programie podkreślają, że Polska mogłaby już dawno być bogatym krajem. Jest tylko jedno „ale”. „Niestety kolejne rządy rzucają im kłody pod nogi zabierając w daninach publicznych większość owoców ich pracy oraz krępują inicjatywę biurokratycznym gorsetem” – dowiadujemy się z dokumentu dostępnego tutaj.

Konfederacja wylicza, ile dziś państwo pobiera od nas podatków w postaci VAT-u, akcyzy czy PIT-u. Rozwiązanie tego problemu? Cały system podatkowy należy uprościć, zaś daniny obniżyć. PIT ma wynieść 0 proc., ZUS ma stać się „dobrowolny”.

W kwestii tego pierwszego (PIT-u) należałoby jednak odpowiedzieć na pytanie, skąd brać pieniądze na część wydatków budżetowych. Z jednej strony można założyć, że mogłoby to sprowokować wzrost popytu (a tym samym płatności VAT-u), bowiem ludzie więcej zarabiając, zaczną więcej konsumować. Konfederacja ma jednak inny pomysł. Dość mało popularny dla części wyborców.

„Dla osiągnięcia tych celów niezbędne będzie ograniczanie wydatków, co też będziemy czynić, redukując liczbę zbędnych urzędów i rządowych agencji, blokując korupcję i marnotrawstwo publicznych pieniędzy na zbędne działania i projekty, a także likwidując partykularne ulgi i przywileje podatkowe”

– w tym punkcie brakuje jednak konkretów. Nie podano, które to urzędy należy zlikwidować i nie wyliczono, jakie da to oszczędności. Choć postulat z pozoru wydaje się słuszny, przy jego głębszej analizie (która jest nierealna przy takiej ogólnikowości) mogłoby się okazać, że jest to niemożliwe do praktycznego wdrożenia.

Warto dodać, że przez ten punkt politycy tej opcji niepotrzebnie tracą głosy pracowników sektora publicznego. Ogólnie zdecydowanie przydałoby się tutaj więcej konkretów i liczb.

„Obecne emerytury są wypłacane bezpośrednio ze składek osób obecnie pracujących, dlatego należy skończyć z fikcją iż „oszczędzamy w ZUS” i powinny być one finansowane bezpośrednio z pieniędzy trafiających do budżetu”

– dowiadujemy się dalej.

Polacy mieliby móc oszczędzać pieniądze samodzielnie – bez ZUS-u.

„Dzięki reformie podatkowej zmniejszymy klin podatkowy i spowodujemy wzrost
płac. Zamiast sztucznie pompować płacę minimalną przestaniemy Polakom zabierać ich własne pieniądze” – podkreślają politycy tej opcji, co przypomina liberalne pomysły KO.

Czeka nas też obniżka akcyzy:

„Ponadto, obniżymy daniny nałożone na benzynę, aby przy obecnych realiach rynkowych przeciętne ceny detaliczne na stacjach wynosiły ok. 3 zł.”

To przełożyć ma się na „radykalne obniżenie kosztów transportu”, co „da naszej gospodarce nową energię, a w połączeniu z obniżeniem obciążeń nałożonych na pracę i działalność
gospodarczą pozwoli na budowanie stabilnego wzrostu gospodarczego i opartego na silnych fundamentach dobrobytu.”

„Wprowadzimy pełną jawność wydatków publicznych już w momencie ich
dokonywania, a nie w połowie kolejnego roku, gdy obecnie publikowane są
budżetowe sprawozdania”

– czytamy dalej w programie.

Reforma oświaty

Niedawno Polska żyła owocami ostatniej reformy oświaty. Konfederacja chce kolejnych zmian, ale zdecydowanie bardziej radykalnych. Chce przygotować emisję bonu edukacyjnego, umożliwiającego „każdemu rodzicowi opłacenie nauki jego dziecka”.

„To zaowocuje wzrostem zróżnicowania i konkurencji szkół. Dzięki wprowadzeniu bonu pieniądze trafią do tych szkół, które kształcą zgodnie z oczekiwaniami rodziców i tym samym przyciągają uczniów. Bony spowodują powstanie zdrowej konkurencji na rynku usług edukacyjnych, dzięki czemu wzrośnie jakość kształcenia, a szkoły szybciej dostosują się do rzeczywistości, gdyż te, które pozostaną skostniałymi skansenami, nie będą wybierane.”

To pomysł zaczerpnięty np. z Chile, gdzie dobrze się sprawdził. Należy go raczej uznać za dobry, choć jak zwykle największą sztuką byłaby faktyczna realizacja.

„Ponadto uwolnimy zawód nauczyciela. Wzrost zarobków dobrych pedagogów nie może być odgórnie ograniczany. Warunki pracy powinna określać umowa pomiędzy stronami i konkurencja pomiędzy szkołami, a nie relikty ustrojowe w rodzaju Karty Nauczyciela czy rejonizacji uczniów”

– dodaje Konfederacja.

Czy Konfederacja ma dobry program?

konfederacjaProgram Konfederacji jest niestety zaskakująco krótki. Pozostałe jego części dot. innych kwestii, już nie gospodarczych.

Co może być rozczarowujące, to brak wyliczeń i liczb, co musi wręcz dziwić, bowiem ugrupowanie stara się uderzać do przedsiębiorców. Oczywiście wszystkie jej pomysły gospodarcze ucieszą liberałów, ale całość jest pozbawiona konkretów – choćby prostego bilansu, jaki zaprezentowała Lewica.

Całość przypomina znane od lat przemyślenia Janusza Korwin-Mikkego. Szkoda, że nie przyłożono się do ich prezentacji z większą dbałością o szczegóły.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o