Faktyczna cena koronawirusa dla gospodarki

1018

Koronawirus przeraził Polaków. Masowo szturmowali oni w ostatnich dniach sklepy, by kupić ryż, makaron, papier toaletowy i konserwy. Podobne zjawisko zachodziło i w innych krajach, w których pojawiały się pierwsze przypadki zachorowań. Warto jednak zastanowić się nad tym, jakie skutki dla gospodarki będzie miała panika związana z chorobą w dłuższej perspektywie.

Inflacja

Pierwsza sprawa to inflacja, a dokładnie jej duży skok, który dziś jest już pewny. Ceny mocno podskoczyły już w lutym, ale dane z marca zapewne zwalą ekonomistów z nóg. Będzie to efektem szturmów Polaków na sklepy. Zwiększona cyrkulacja pieniądza na rynku niemal na pewno doprowadzi do wzrostu inflacji. Do ilu procent? Dziś trudno to analizować, ponieważ nie jest pewne, ile jeszcze panika jeszcze zakupowa potrwa.

Politycy rządzący mówią już dziś wprost o tym, że kwarantanną objęte zostanie w kraju nawet 100 tys. osób. Takie newsy nie uspokajają. Nie jest też jasne, czy na tydzień i parę dni dzieci powrócą do szkół. Jeśli nie, run na sklepy zapewne się powtórzy.

Mało tego, dziś jest już także niemal pewne, że Rada Polityki Pieniężnej obniży stopy proc. A to oznacza jedno – ceny wzrosną. Więcej o tym przeczytacie tutaj.

Firmy

To nie koniec problemów. W takich warunkach firmy zaczną obawiać się o przyszłość? Marzyłeś o podwyżce? Przez parę miesięcy raczej o niej zapomnij. Spójrzmy zresztą na parę branż.

Branża gastronomiczna. Od wczoraj restauracje mogą sprzedawać jedzenie tylko na dowóz lub na wynos. Mowa o ok. 70 tys. lokali gastronomicznych w Polsce!

Galerie handlowe, które mają więcej niż 2 tys. metrów kwadratowych, są dziś właściwie nieczynne. Działają w nich tylko sklepy spożywcze, apteki i punkty usługowe. Ten szok może w pewnym sensie zmienić nawyki Polaków, którzy przez ostatnie lata uwielbiali spędzać wolny czas w centrach handlowych.

Branża transportowa, co oczywiste, dostanie łupnia ze względu na zamknięte granice.

Turystyka? Tu nie trzeba już niczego dodawać. Polskie biura podróży organizowały rocznie wakacje dla 8 mln osób. Teraz popyt na ich usługi musi spaść i to nie tylko przez zamknięte granice, ale też lęk przed podróżowaniem w niektóre regiony świata. Kiedy sytuacja się unormuje, mniejszy popyt może się jednak na tym rynku utrzymać. Głównie z powodu potencjalnie mniejszych zarobków lub nawet wzrostu bezrobocia (o tym za chwilę).

Branża rozrywkowa? Przez kilka najbliższych tygodni znika. Zespoły muzyczne odwołują koncerty, kluby wszystkie wydarzenia. Muzycy nie zarabiają, podobnie jak właściciele dyskotek.

Kryzys?

Podsumujmy więc obecną sytuację. Jeśli do miesiąca uda się nam zażegnać zagrożenie, czekają nas gorsze chwile, ale też nie należy spodziewać się wielkiej tragedii. Gorzej jeśli liczba zachorowań w kraju nadal będzie dynamicznej rosnąć. Wtedy możemy spodziewać się masowych upadków firm. To przełoży się na skok bezrobocia, spadki dochodów oraz osobiste bankructwa. W tle może zaś dojść do wzrostu inflacji z powodów, o których już wspomnieliśmy.

To jednak kwestia samej Polski. Nie jest jednak jasne, jak wszystko potoczy się na całym świecie. W wariancie najbardziej optymistycznym, wszystko wróci do „normy” do paru miesięcy. Nie oznacza to powrotu do tak dobrej koniunktury, jaką mieliśmy jeszcze niedawno. Nie, z pewnością czekają nas gorsze chwile. Możemy spodziewać się wysokiej inflacji, gdy banki centralne rozpoczną dodruk waluty, by ratować gospodarki poszczególnych państw.

Warto będzie kupić złoto, srebro, a może nawet kryptowaluty, które – gdy tylko sprawa się w miarę się uspokoi, ale osłabią się waluty fiat – będą miały szansę na swoje odrodzenie.

Dziś nawet te aktywa straciły na cenie, ale jak twierdzi prof. Krzysztof Piech:

„Inwestorzy nie sprzedają złota bo chcą. Zlikwidowane zostały ich pozycje, które były zabezpieczeniem bardziej ryzykownych kontraktów. Złoto będzie zyskiwało na wartości po uspokojeniu się sytuacji. Bitcoin – też.”

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments