30-krotność ZUS. Co to jest i co oznacza jej zniesienie?

230

Kwestia 30-krotności składek ZUS stała się obecnie tematem numer jeden w naszym kraju. Co ciekawe, dotychczas wiele osób nie wiedziało z pewnością, że przepisy dotykające tej sprawy w ogóle istnieją. O co dokładnie chodzi i dlaczego obecny rząd w ogóle chce zmieniać od dawna obowiązujące zasady? W tym tekście postaramy się odpowiedzieć wam na te właśnie pytania.

30-krotność ZUS – na czym polega?

Zacznijmy jednak od rzeczy zasadniczej. Na czym bowiem polega owa 30-krotność i dlaczego została wprowadzona?

By zrozumieć ten temat, trzeba wiedzieć, jak działa obecny system emerytalny. Choć „działa” może wkrótce uchodzić za nadużycie, bowiem nasz polski ZUS nie ma się najlepiej. Obecne i przyszłe jego problemy mają genezę w samej idei emerytur społecznych. Najprościej mówiąc pomysł polega na banalnej zasadzie: obecne, młode pokolenie pracuje m.in. po to, by z części jego zarobków można było finansować emerytury seniorów. Po paru dekadach, gdy owi dzisiejsi młodzi ludzie przejdą w stan spoczynku, kolejna generacja będzie pracowała na ich świadczenia. Wręcz genialne w swojej prostocie, prawda?

Problem polega jednak na tym, że wyżej wymieniony system powstał jeszcze w XIX w. w Prusach za czasów Bismarcka. Żelazny kanclerz miał wielkie i chyba wrażliwe serca dla swoich obywateli i skonstruował taki mechanizm finansowy, by zadbać o nich na starość. Tyle, że od tego czasu minęło ponad 150 lat i ludzie zaczęli żyć dłużej w wyniku rozwoju medycyny. Do tego dziś spada dzietność. Młodzi ludzie – w wyniku naturalnych przemian kulturowych – nie decydują się na tak liczne potomstwo, jak poprzednie pokolenia (albo nie chcą mieć dzieci wręcz wcale). Efekt? Coraz mniej osób pracuje na coraz większą liczbę seniorów na emeryturach. Nie trudno sobie wyobrazić dalsze konsekwencje.

euro

W tym momencie dochodzimy do limitu 30-krotności. Dziś w naszym kraju, jeśli ktoś zarobi w skali roku więcej niż 30-krotność prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce, powyżej tej sumy nie musi płacić składek na ZUS. Przykładowo w 2019 r. ten limit wynosi 11 912 zł brutto miesięcznie (142,9 tys. zł rocznie).

Założenie jest proste. Prawodawcy uznali, że powyżej tej kwoty osoba zarabia już na tyle dużo, że może samodzielnie odkładać środki na starość. Nie ma sensu, by „odkładała na ZUS”, bowiem – mówiąc kolokwialnie – poradzi sobie sama.

Jest jednak i drugie wyjaśnienie tego pomysłu. Otóż takie rozwiązanie skutkuje tym, że ZUS nie będzie musiał w przyszłości wypłacać bardzo wysokich emerytur najbogatszym Polakom. Tych zaś jest dziś ok. 370 tys., co przekłada się na 2 proc. zarabiających. Gdyby ci wpłacali środki na ZUS, ich przyszłe świadczenia emerytalne wynosiłyby dziesiątki tysięcy złotych. Dostają oni więc standardowe emerytury wynikające ze składek płaconych poniżej limitu 30-krotności przeciętnego wynagrodzenia. Nie obciążają budżetu ZUS dodatkowymi wymaganiami.

Ponadto brak wypłacania tak wysokich emerytur najbogatszym nie prowadzi też do powstawania wielkiego rozstrzału pomiędzy najzamożniejszymi emerytami a tymi, którym w życiu powiodło się trochę gorzej.

I komu to przeszkadzało?

No właśnie, i komu to przeszkadzało? – zapyta teraz ktoś. Okazuje się bowiem, że Zjednoczona Prawica chce zmienić stan obecny i zlikwidować limit 30-krotności. Jakie będą tego konsekwencje?

Instytut Emerytalny obliczył niedawno, jak duże obciążenia czekają przedsiębiorców, jeśli PiS zrealizuje swój plan i ile mniej na rękę dostanie sam pracownik. Dziś w Polsce osób, których dotyczy limit 30-krotności, jest mniej więcej 350-370 tys. Najczęściej to osoby pracujące w branżach takich jak IT czy szeroko pojęte usługi dla biznesu.

karuzela vatowska

Instytut Emerytalny prognozuje, że pensja pracownika, który zarabia dziś 20 tys. zł brutto na miesiąc przez rok zmniejszy się o blisko 10 tys. zł. To jednak dopiero początek problemów. Pracodawca tak hojnie dotąd opłacający pracownika od września 2020 roku, zamiast dopłacać do wynagrodzenia pracownika 844 zł, będzie zobowiązany przekazywać do ZUS dodatkowo 4096 zł. W praktyce więc pracownik zarabiający 20 tys. zł będzie kosztował rocznie pracodawcę o 22 780,33 zł więcej, ale sam otrzyma jednocześnie o 9 328,61 zł niższe wynagrodzenie. Trudno określić do sloganem „win-win”.

Głos w sprawie zabrał też Związek Liderów Sektora Usług Biznesowych (ABSL). Ten wskazuje na jeszcze inny negatywny skutek likwidacji obecnego limitu 30-krotności. Po łapach oberwiemy właściwie wszyscy – łącznie z rządem – jako kraj. Nowe przepisy mogą doprowadzić do obniżenia konkurencyjności Polski i polskiego rynku pracy. Jeśli już dziś na tym drugim widać problem z niską liczbą fachowców, kwestia ta stanie się jeszcze bardziej paląca. Można bowiem założyć, że część fachowców po prostu wyemigruje lub zacznie pracować dla zagranicznych firm. Branża IT na prawdę to umożliwia. W konsekwencji nastąpi też utrata wysokiej jakości i wartości inwestycji w naszym kraju.

Czy nowe przepisy wejdą w życie?

Może nie wszystko jest jednak stracone? Po pierwsze, pomysłowi sprzeciwia się Porozumienie. Partia Jarosława Gowina, która jest częścią Zjednoczonej Prawicy, kreuje się na obrońcę przedsiębiorców w Polsce. Jej lider otwarcie mówi, że propozycja likwidacji 30-krotności jest złym pomysłem i wymienia powody, które są zbieżna z podanymi przez nas powyżej groźbami ekspertów.

lewicaGdy jednak wielu w związku z „buntem” Gowina odetchnęło z ulgą, odbyły się kolejne wybory do Sejmu. W parlamencie zasiedli posłowie Lewicy (SLD, Razem i Wiosna). Ponoć triumwirat Włodzimierza Czarzastego, Adriana Zandberga i Roberta Biedronia bierze pod uwagę to, by poprzeć pomysł PiS, ale na pewnym określonych warunkach. Miano by wprowadzić do ustawy zapisy dot. minimalnej i maksymalnej emerytury. O pomyśle pisaliśmy już tutaj. Zgodnie z ustaleniami naszej redakcji, Lewica nie poprze na pewno projektu PiS w obecnej formie. Jest jednak otwarta na dyskusje i jego modyfikacje, które polegałyby na dodaniu wspomnianych paragrafów.

„Zmiana ustawy dotknie przede wszystkim firmy IT, które są towarem eksportowym na naszym rynku, obniży rentowność polskich firm, ograniczy atrakcyjność inwestycyjną polskiego rynku. Dla przykładu firma Asseco Poland, największy producent oprogramowania w Polsce szacuje, że wzrost kosztów pracowniczych w wyniku zasilenia składek może wynieść ponad 10 mln zł. Pod apelem o wycofanie się z propozycji zmian podpisało się 55 organizacji pracodawców, w tym Związek Zawodowy „Solidarność”. Może to skutkować przenoszeniem firm za granicę, ponieważ koszty będą zbyt wysokie do prowadzenia działalności w naszym kraju”

– ostrzega z kolei posłanka Mirosława Nykiel (PO), która przesłała swoją interpelację w tej sprawie do premiera Mateusza Morawieckiego.

30 krotny ZUS. Co nas czeka?

Ostatecznie o tym, czy opisane powyżej nowe przepisy wejdą w życie, przekonamy się zapewne wkrótce. Ich skutki mogą być jednak w dłuższej perspektywie opłakane dla Polski. Można niestety także odnieść wrażenie, że obecnemu rządowi bardziej chodzi o doraźne korzyści i uzyskanie dodatkowych pieniędzy, a mniej na długoterminowe myślenie.

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments