W niedzielę we Francji wybierano 572 z 577 posłów w Zgromadzeniu Narodowym (pięć mandatów zostało obsadzonych w pierwszej turze). Wyniki okazały się fatalne dla obozu prezydenta Macrona.
Wybory we Francji: klęska Macrona
Centroprawicowa koalicja skupiona wokół prezydenta Manuela Macrona potrzebowała do większości w Zgromadzeniu Narodowym aż 289 miejsc. Według sondażu Ipsons / Sopra Steria opublikowanego przez RFI i France 24 o godz. 20:00 czasu polskiego, koalicja wygrała wybory, zdobywając jednak tylko 224 mandaty. Oznacza to wielką klęskę Macrona. Zwłaszcza jeśli chodzi o jego polityczną przyszłość.
Warto dodać, że lewicowy blok Nupes kierowany przez Jean-Luca Melenchona będzie miał w parlamencie 149 posłów, a Zjednoczenie Narodowe Marine Le Pen – 89.
Sondaż został opracowany na podstawie wyników cząstkowych. Według aktualizacji z godz. 22:00, koalicja Macrona może liczyć na 234 mandaty, obóz lewicy na 141, a partia Le Pen – na 90.
Inne badania także pokazują klęskę Macrona. Wyniki trzech innych sondaży (Ifop, OpinionWay i Elabe) sugerują, że obóz rządzący może zapomnieć już o większości.
Powyższe ma kluczowe znaczenie, bowiem bez większości bezwzględnej nie będzie możliwa realizacja reform, jakie zapowiedzieli Macron i jego ludzie.
Była minister sprawiedliwości Rachida Dati (Republikanie) nazwała wyniki „gorzką porażką” Macrona i oceniła, że powinien zostać mianowany nowy premier.
– To arogancja Emmanuela Macrona, jego pogarda dla Francuzów (…) uczyniły go prezydentem mniejszości – tak sondażowe wyniki skomentował z kolei europoseł Jordan Bardella z partii Marine Le Pen
Ta ostatnia świętuje zaś wielki sukces. Wcześniej miała tylko 8 deputowanych. Marine Le Pen uzyskała mandat, otrzymując w swym okręgu w departamencie Pas-de-Calais ponad 60 proc. głosów.
Gabriel Attal z obozu Macrona powiedział telewizji TF1, że „nikt nie wygrał”. Z kolei rzeczniczka francuskiego rządu Olivia Grégoire oceniła, że wyniki są rozczarowujące, ale zaznaczyła, że koalicja pozostanie największą frakcją w parlamencie.

