Runmageddon a koronawirus: „Cierpi cała branża eventowa” Jarosław Bieniecki [VIDEO]

176

Koronawirus uderzył teraz mocno też w branżę imprez masowych. Jak do aktualnej sytuacji związanej z pandemią wirusa w Wuhan przystosował się Runmageddon? Czy najbardziej znana seria biegów przełajowych w Polsce powróci do nas latem? Rozmawialiśmy na ten temat z Jarosławem Bienieckim, prezesem Runmageddonu.

Biegi w ekstremalnych warunkach stały się w Polsce hitem. Adrenalina, ruch, przeszkody i… błoto. Wszystkie te czynniki porwały polskich fanów sportu. Niestety epidemia koronawirusa uniemożliwia organizowanie tego typu eventów. O obecnej sytuacji na rynku mówił nam Jarosław Bieniecki, szef Runmageddonu.

Runmageddon w czasie kryzysu

Racja naszego istnienia zanikła – mówi Bieniecki o obecnej sytuacji. Dodaje, że wszystkie najbliższe eventy, z kwietnia i maja, zostały już odłożone na inne daty. Najbliższe wydarzenie ma odbyć się 31 maja, choć – jak sam uważa szef Runmageddonu – wątpi, czy się odbędzie.

Tarcza Antykryzysowa

Co jest zaskakujące, Runmaggedon nie może skorzystać z Tarczy Antykryzysowej. Dlaczego? Więcej na ten temat dowiecie się z video.

Runmageddon to popularna forma zawodów biegowych, które polegają na jak najszybszym przebiegnięciu wyznaczonego dystansu i pokonaniu trudnych przeszkód stojących na trasie.

Od zwykłego wyścigu biegowego runmageddon różni się tym, że trasa, jaką przygotowują jego organizatorzy, usiana jest licznymi przeszkodami, których nie da się ominąć. Nie ominie cię więc czołganie w błocie, skakanie, wspinanie po linie rozwieszonej nad wodą, przedzieranie się przez gęsty dym, wdrapywanie się po ogromnych kostkach lodu i inne tego typu przyjemności.

Jak dodają twócy portalu wformie24.pl:

„Organizatorzy runmageddonu dokładają wszelkich starań, aby pokonywanie ustawionych przeszkód dostarczało iście piekielnych wrażeń. I od pierwszej edycji rzeczywiście im się to udaje, ponieważ zdecydowana większość zawodników wpadała na metę biegu wyczerpana, ale szczęśliwa. Pytani o najbardziej hardkorową przeszkodę na trasie, bez wahania wskazywali na „Tę Jedyną”, czyli 60-metrową linę rozwieszoną poziomo nad stawem. Aby przeprawić się na drugi brzeg nie wpadając do zimnej wody należało zademonstrować dużą sprawność i siłę rąk oraz nóg.”

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments