Prokuratura generalna Brazylii skierowała wniosek do Trybunału Obrachunkowego. Chodzi o przejęcie dóbr byłego prezydenta kraju Jaira Bolsonaro. Wszystko ma związek ze szturmem zwolenników tego polityka na najważniejsze państwowe instytucje w stolicy kraju.
Bolsonaro straci swój majątek?
Przypomnijmy, że Bolsonaro przegrał niewielką liczbą głosów październikowe wybory prezydenckie z Luizem Inacio Lulą da Silvą. Teraz pojawia się jednak podejrzenie, że to on stał za wspomnianymi we wstępnie atakami.
W swoim wniosku prokuratura wezwała Trybunał Obrachunkowy do przejęcia dóbr nie tylko byłego prezydenta, ale też byłego gubernatora stanu federalnego Ibaneisa Rochy oraz byłego sekretarza ds. bezpieczeństwa tego stanu Andersona Torresa. Ta dwójka straciła już też swoje stanowiska w związku z zamieszkami w stolicy. Powód? Niedopełnienie obowiązków.
Prokuratura twierdzi, że zajęcie dóbr ma pozwolić na pokrycie szkód.
Jak podała agencja Associated Press, protestujący domagali się interwencji wojskowej w celu ponownego oddania władzy Bolsonaro. Nie zgadzają się z demokratycznymi wynikami wyborów.
Sam Bolsonaro oficjalnie odciął się od protestów, pisząc w social mediach, że “pokojowe manifestacje, w formie zgodnej z prawem, stanowią część demokracji. Jednak wtargnięcia do budynków publicznych, jakie miały miejsce dzisiaj, a także były praktykowane przez lewicę w 2013 i 2017 roku, wymykają się tej regule”.
Były prezydent wyjechał też na Florydę na 48 godzin przed końcem swojej kadencji. Niektórzy sądzą, że obawia się tego, że będzie szykanowany przez ludzi Luli.
Lula reprezentował w wyborach lewicę i oparł swoją kampanię na hasłach dot. walki z nierównościami społecznymi i wolnym rozwoju gospodarczym kraju.
Szturm 9 tys. osób
Jeśli wierzyć komunikatowi policji, we wspomnianym szturmie na urzędy państwowe wzięło udział ponad 9 tys. osób. Aż 1,5 tys. zostało zatrzymanych. W areszcie przebywa blisko 600.
Trybunał Obrachunkowy może teraz zgodnie z prawem nakazać pokrycie wartości szkód i nałożyć karę zakazu pełnienia funkcji publicznej do 8 lat. Dla Bolsonaro oznaczałoby to w praktyce koniec kariery politycznej (nie mógłby kandydować w wyborach przez 8 lat) i utratę jego majątku.

