Analizujemy program wyborczy PiS

963

Dziś w Polsce trwa kampania wyborcza. Politycy zalepiają nasze ulice plakatami, wszędzie widać ich banery i billboardy. W tym natłoku obrazu gubi się najważniejsze: treść. Dlatego też w naszym mini-cyklu postanowiliśmy dla was przeanalizować programy głównych partii w Polsce.

Program wyborczy – czym jest?

Program wyborczy jest zbiorem „celów i zamierzeń partii i ruchów społecznych, organów władzy i administracji państwowej oraz jednostek i grup społecznych, które chcą zdobyć władzę lub uzyskać na nią wpływ.” Niestety już w założeniu nie zawiera danych szczegółowych dot. np. daty realizacji. Jak pokazuje praktyka, najczęściej nie jest podparty też żadnymi dokładnymi wyliczeniami. Czy więc stanowi tylko zestaw pobożnych życzeń, którymi politycy starają się nas nakłonić do zagłosowania właśnie na nich? Odpowiedzią na to może być bliższe przyjrzenie się programom wyborczym poszczególnych partii politycznych.

Programy wyborcze polskich partii

W naszej analizie uwzględnimy propozycje wyborcze tych ugrupowań i koalicji, które mają dziś największe szanse na wejście do Sejmu kolejnej kadencji. Ze względu na charakter naszego portalu interesowały nas głównie kwestie gospodarcze. Zaczynamy oczywiście od Prawa i Sprawiedliwości (PiS). W kolejnych dniach prześledzimy pomysły opozycji.

Prawo i Sprawiedliwość

PiS rządzi Polską od 2015 r. Posiada swojego prezydenta i większość w parlamencie. To pozwala na tak komfortową sytuację w kwestii realizacji programu, jakiej nie miał żaden poprzedni gabinet. Czy ugrupowanie z tego korzysta? W dużej mierze tak, ale ze skutkami, które nie są zbyt dobre dla gospodarki. O tym jednak za chwilę.

Polska partia socjalistyczna?

Program partii obecnie rządzącej (i będącej też liderem sondaży) został zatytułowany „Polski model państwa dobrobytu”. Jest on dostępny na stronie PiS pod tym linkiem.

pis program wyborczyUgrupowanie Jarosława Kaczyńskiego stoi za ostatnimi programami socjalnymi w Polsce, które są sukcesywnie rozbudowane. Dodatek 500 plus, który obowiązywał dopiero „od drugiego dziecka”, dziś otrzymują już rodzice posiadający tylko jedną pociechę. Także emeryci, którzy mogli ucieszyć się z jednorazowej 13. emerytury, są dziś zapewniani przez czołowych działaczy PiS, że „13-tka” stanie się stały elementem ich budżetu.

W dobie rosnącej inflacji tego typu propozycje – jak te powyższe – należy uznać za niebezpieczne. Dalsze zwiększanie obiegu pieniądza na rynku raczej pogłębi proces wzrostu cen, a nie go wyhamuje. Potencjalnie pomogłoby podniesienie stóp procentowych lub ukrócenie programów socjalnych, ale na to się nie zanosi.

Tymczasem ponad 80 proc. Polaków odczuwa w swoich portfelach skutki rosnących z dnia na dzień cen żywności. To wyniki ankiety Instytutu Badań Pollster dla „Super Expressu”. Takie zjawisko – swoistego odczuwania inflacji – może tylko pogłębić proces rosnących cen produktów (zwłaszcza jedzenia) i usług.

Jak na razie PiS ignoruje powyższe. Sama partia dała się też poznać jako ugrupowanie o socjalistycznym zacięciu, które obiecuje co prawda sporo w kwestii wspierania firm i gospodarki, ale niewiele jednak z tego wychodzi…

Inwestycje

W programie PiS czytamy o pomysłach dot. inwestycji:

„W kolejnych czterech latach nie zamierzamy zwalniać tempa reform – nie tylko będziemy kontynuować dobrą zmianę w polskiej gospodarce czyniąc ją jeszcze bardziej nowoczesną, silną i konkurencyjną ale również wprowadzimy nowe rozwiązania uwalniające potencjał tkwiący w gospodarce i przedsiębiorstwach. Przeznaczymy miliard złotych na strategiczne inwestycje! (…) Ponad miliard złotych (1,123 mld zł) dodatkowych środków zostanie przeznaczony na bezpośrednie wsparcie inwestorów.”

Partia chce też wzmocnić małe i średnie firmy poprzez zmniejszanie ich obciążeń. „Naszym celem jest powiązanie płaconej przez nich składki [ZUS] z osiąganym dochodem, z zachowaniem odpowiedzialności i troski o obecne i przyszłe ich świadczenia – tłumaczy PiS i składa kolejne obietnice – Doprowadzimy do zmniejszenia ponoszonych przez mniejszych przedsiębiorców obciążeń składkowych. Pozostali przedsiębiorcy będą rozliczali składki ZUS na obecnych, ryczałtowych zasadach – zmiany nie będą się wiązały z jakimkolwiek podwyższeniem obciążeń składkowych dla żadnego przedsiębiorcy.”

Do tego pojawia się kolejna obietnica:

„Czterokrotnie podniesiemy limit, do którego polskie firmy mogą ryczałtowo rozliczać PIT. Granica podniesiona zostanie z 250 tys. EUR do 1 mln EUR rocznych przychodów. Podniesienie limitu sprawi, że z rozwiązania skorzysta 150 tys. polskich firm – wiele z nich zapłaci dzięki temu niższy podatek, a wszystkie skorzystają na prostocie rozwiązania.”

Warto pochwalić partię rządzącą za podanie konkretnych liczb. W tym punkcie przydałoby się jednak dokładne wyliczenie, skąd PiS chce wziąć owe „miliard złotych na strategiczne inwestycje” skoro jednocześnie planuje podnieść limit dot. rozliczania PIT z 250 tys. euro do 1 mln euro. Tak samo dość populistycznie brzmią zapewnienie, które dotykają systemu składkowego ZUS – zwłaszcza jeśli zestawi się je z obietnicami np. 13-stki dla emerytów. Trudno jest po prostu pogodzić rozbudowaną politykę socjalną z liberalnym podejściem do podatków.

Reforma podatków

W kwestii podatków PiS chce się – jak samo przyznaje – jawić jako partia, które na dobre wprowadzi nasz kraj w XXI w. Z tego powodu chce przeprowadzić „wielkie porządkowanie prawa podatkowego”.

„Wprowadzona zostanie nowa ordynacja podatkowa, a w perspektywie kolejnych lat nowe ustawy o podatkach dochodowych: krótka i zrozumiała o opodatkowaniu rent i wynagrodzeń; nowoczesna uproszczona podatkowa regulacja o działalności gospodarczej oraz zachęcająca do inwestycji ustawa o zyskach kapitałowych”

– czytamy w programie.

Kolejna część jawi się niczym zapowiedź raju dla osób przedsiębiorczych:

„Zniesiemy opłaty skarbowe w celu eliminacji obciążeń administracyjnych w sektorze prywatnym i publicznym. Podejmiemy działania zmierzające do dalszej redukcji czynności administracyjnych wymagających żmudnych procedur i dodatkowych opłat. Będziemy upowszechniać profile zaufane i darmowe procedury chmurowe w administracji publicznej. Poprawi się również sytuacja mniejszych przedsiębiorców. Obniżona od 2019 roku stawka CIT do 9% obejmie większą liczbę podatników.
Limit przychodów dla małego podatnika zostanie podniesiony z 1,2 do 2 mln euro.”

Tu ponownie pojawia się problem, który został już opisany powyżej. Obietnice zmniejszania podatków i obciążeń kłócą się z rozwijaną nawet bardziej w ostatnich latach polityką socjalną.

Czwarta rewolucja przemysłowa w Polsce

PiS – chcąc chyba umocnić wizerunek partii nowoczesnej, za jaką się uważa – obiecuje, że wprowadzi Polsce w czwartą rewolucję przemysłową.

„Dlatego też proponujemy budowę Cyfrowej Platformy Edukacyjnej (CPE) oferującej wysokiej jakości wiedzę, w tym obowiązkowe programy edukacyjne. Światowym wzorem takiego rozwiązania są platformy edukacyjne edX i Coursera utworzone przez czołowe światowe uniwersytety. Model ten powinien być naśladowany i doskonalony m.in. poprzez udostępnienie na CPE narzędzi informatycznych dla nauczycieli”

– czytamy w programie.

Polska ma stać się jednym z centrów nowoczesnych technologii:

„W perspektywie długoterminowej kluczem do przyszłości Polski i całego regionu będzie sukces w generowaniu i przyciąganiu inwestycji w najbardziej innowacyjnych i zaawansowanych technologicznie obszarach, takich jak sztuczna inteligencja, Internet Rzeczy, Big Data, cybertechnologia czy robotyka. Kraje i regiony, które mają specyficzne cechy kulturowe i posiadają wymagane cechy rynku pracy, mogą stać się wiodącymi ośrodkami w tych sektorach. Jest to szansa dla Europy Środkowej, w tym Polski, na przyciągnięcie globalnych inwestorów i stworzenie własnych innowacyjnych rozwiązań.”

Pojawiają się konkretne cele liczbowe (nie wiem czym podparte):

„Doprowadzimy do stworzenia w Polsce do 2025 roku ponad 700 firm działających w obszarze sztucznej inteligencji oraz inwestycji w wysokości ok. 9,5 mld zł.”

PiS chce też „większego zaangażowania państwa” w obszar venture capital i podpiera się tym, że takowe funkcjonuje dziś w USA czy Europie. Mamy kolejne liczby i daty:

„Do 2023 roku za pośrednictwem Polskiego Funduszu Rozwoju zamierzamy zainwestować w innowacyjne spółki na różnych etapach rozwoju ponad 2,5 mld zł środków publicznych, a po uwzględnieniu środków prywatnych – ponad 4 mld zł.

Dalej PiS podkreśla swoją nadrzędną filozofię, związaną z ogólnym wzrostem znaczenia państwa:

Odejdziemy od roli państwa jedynie jako dysponenta środków na badania i rozwój oraz przejdziemy do roli inteligentnego klienta, który poprzez zamawianie rozwiązań dla określonych potrzeb, czyli faktycznie nieistniejących jeszcze produktów, tworzy rynek dla nowych rozwiązań technologicznych. W tym celu wprowadzamy zmiany w systemie, a także będziemy rozwijać GovTech – nowy model pozyskiwania technologii, w którym sektor publiczny zyskuje nie tylko większy wybór wykonawców (przeciętnie 50 zgłaszających się do konkursów „govtech” wobec 2-3 firm w klasycznym przetargu), ale także wsparcie zewnętrznych ekspertów na każdym etapie procesu zamówienia – od pomysłu do wdrożenia.”

Po raz kolejny wypadałoby zapytać, skąd rząd weźmie na te ambitne plany pieniądze. Ponadto ingerencja władz w rynek nowoczesnych rozwiązań jest kontrowersyjnym pomysłem i kojarzy się z planami rodem z II Rzeczypospolitej czy PRL, gdy politycy starali się zbudować potęgę przemysłową Polski poprzez inwestowanie pieniędzy publicznych w wielkie ośrodki przemysłowe. Tu mowa o czymś podobnym, ale dostosowanym do potrzeb cyfrowego świata.

Ponadto niepokoi pomysł „nowego modelu pozyskiwania technologii”. Sama idea może rodzić obawy – możliwe, że nieuzasadnione – że tego typu centralnie zbudowany system będzie podlegał naciskom politycznym. To ostatnie dotyczy np. faworyzowania podmiotów czy konkretnych osób na rynku, które byłyby przychylne władzy, ale niekoniecznie kompetentne. Przykładem na to, że tak może się to skończyć, jest historia wspomnianej II RP i PRL.

Reindustrializacja

„Będziemy kontynuować inteligentną reindustrializację polskiej gospodarki, w której ważnym elementem jest transformacja cyfrowa, automatyzacja i robotyzacja procesów przemysłowych”

– czytamy dalej.

PiS chce gospodarki opartej na „wykorzystaniu technologii cyfrowych (Big Data, chmura obliczeniowa, Internet Rzeczy)”. Dodaje, że „konieczna jest zmiana tradycyjnych modeli nauczania – trzeba umożliwić ciągłą aktualizację wiedzy i dostosowanie jej do potrzeb rynku pracy.”

„Innowacyjne podejście powinno też charakteryzować administrację. Będziemy kontynuować rozwój e-usług oraz sztucznej inteligencji i blockchain, rozwijać usługi mobilne, dostosowując je do oczekiwań obywateli”

– dodają autorzy programu.

To wszytko dobre kierunki, ale istnieje obawa, że skończy się na pomysłach, a może i złośliwych memach. W tej ostatniej kwestii wystarczy przypomnieć słynną obietnicę premiera Mateusza Morawieckiego, która dot. elektrycznych samochodów.

Jarosław Kaczyński płaca minimalna

W temacie technologii blockchain władza (konkretnie KNF) jak na razie doprowadziła do tego, że firmy zajmujące się tą tematyką raczej szukają szczęścia poza granicami. Największa polska giełda kryptowalut (które są najpopularniejszym owocem tej nowej technologii), BitBay, „przeprowadziła” się już w 2018 r. na Maltę. Zespół zajmujący się projektem zdigitalizowanej złotówki, dPLN został pozbawiony funduszy na rozwój. To tylko dwa, pierwsze z brzegu przykłady na to, że obecne władze jak na razie nie wspierały blockchaina i innych nowych technologii. Czy od 2020 r. się to zmieni?

Wiarygodność obietnic

Czy więc Prawu i Sprawiedliwości można w to wszystko wierzyć? Jak na razie partia w czasie czterech lat swoich rządów mocniej stawiała na socjal, zaś mniej na rozwój technologii czy przedsiębiorczość. Właściciele firm mogą czuć się wręcz dociążani podnoszeniem minimalnego wynagrodzenia dla pracowników.

Najgorszym elementem programu partii jest brak konkretnych wyliczeń, które udowodniłby, że możliwe jest połączenie obietnic socjalnych z wolnorynkowymi.

Należy też pamiętać, że w ostatnich latach Polska korzystała z dobrej, ogólnoświatowej koniunktury. Dziś w Japonii mamy już recesję, spowolnienie gospodarcze widać w Niemczech, który to kraj jest przecież ważnym partnerem handlowym naszego kraju. W tle giełdy coraz bardziej rozgrzewa wojna handlowa pomiędzy Chinami i USA. Z Unii Europejskiej wychodzi Wielka Brytania.

Gorsze wyniki na rynku muszą odbić się na budżecie państwa. Tymczasem PiS prezentuje program gospodarczy, który byłby na prawdę interesujący, ale cztery lata temu. Czy więc w rezultacie lata 2015 – 2019 nie przejdą do historii w podobny sposób jak okres 1971 – 1976, czyli pierwsza połowa „dekady Edwarda Gierka”, gdy dobrą koniunkturę wykreowano dzięki zagranicznym kredytom, które następnie „przejedzono”?

Podsumowując: obecny program PiS wyznacza dobre kierunki, ale nie odpowiada na zbyt wiele pytań, by uznać go za możliwy do pełnej realizacji. Wiarygodność partii znacznie podważają też dotychczasowej jej rządy.

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments