Problemy rynku farmaceutycznego – czy Polacy zostaną bez leków?

Udostępnij

Polskie apteki zmagają się z coraz większym brakiem leków. Choć resort zdrowia zapewnia, że problemy dotyczą tylko pojedynczych preparatów określonych firm, to aptekarze i lekarze alarmują, że sytuacja jest poważna.

Ci drudzy wprost mówią o kolejnych pacjentach, którzy wracają do gabinetów z prośbą o wdrożenie innego leczenia, gdyż chodzą od apteki do apteki i nie mogą dostać przepisanych wcześniej medykamentów.

Mówimy tu o naprawdę istotnym problemie, ponieważ na liście braków znajdują się preparaty niezbędne w leczeniu cukrzycy obu typów, leki przeciwhormonalne i przeciwpadaczkowe, a także spora grupa antybiotyków.

Kryzys na rynku farmaceutycznym apteka

Pod koniec września prezes Naczelnej Izby Lekarskiej Elżbieta Piotrowska-Rutkowska wystosowała list do Ministerstwa Zdrowia, w którym wskazała na coraz większy problem z dostępnością produktów leczniczych zarejestrowanych na terenie Rzeczpospolitej Polskiej i apelowała o podjęcie działań zmierzających do wyeliminowania problemu.

Prezes Piotrowska-Rutkowska podkreśliła, że Państwowa Inspekcja Farmaceutyczna ma narzędzia, które pozwala na bieżące śledzenie sytuacji w aptekach i przewidywanie trudności z zaopatrzeniem. To Zintegrowany System Monitorowania Obrotu Produktami Leczniczymi, do którego dostęp mają apteki i hurtownie.

Prezes Naczelnej Izby Lekarskiej zaapelowała również o wdrożenie kanału informacyjnego pomiędzy lekarzem a farmaceutą pozwalającego na zamianę produktu leczniczego w przypadku jego braku.

Dziś bowiem pacjenci są zmuszeni wędrować od apteki do apteki, a następnie wracają do gabinetów z informacją, że nie są w stanie uzyskać przepisanych leków. Natomiast aptekarzom z powodu skrajnie niskich marż, które od kilkunastu lat nie uległy zmianie, zagraża bankructwo. Z kolei polscy producenci chętnie zwiększyliby produkcję leków w kraju, ale potrzebują do tego pomocy od państwa.

Jakich leków brakuje?

Lista leków, których obecnie brakuje lub są trudno dostępne w aptekach, jest spora. Znajdują się na niej preparaty potrzebne do leczenia chorób przewlekłych, antybiotyki i środki przeciwbólowe.

Zacznijmy od tego, od pewnego czasu w aptekach brakuje leków na bazie fenoksymetylopenicyliny, amoksycyliny i sultamicyliny – a sezon infekcyjny już się przecież rozpoczął, więc są one niezbędne.

Ta pierwsza jest składnikiem między innymi leku Ospen, stosowanego w leczeniu zapaleniu gardła, stanu zapalnego zatok, ostrego zapalenia ucha środkowego, anginy, bakteryjnym zapaleniu oskrzeli i płuc, ropnym zapaleniu skóry. złe leki

Amoksycylina jest substancją czynną Augmentinu, Amoksiklavu, Amylanu i Duomoxu. Leki te przepisuje się przy ostrym zapaleniu zatok, ucha środkowego, płuc, oskrzeli czy dróg moczowych.

Sultamicylinę z kolei można znaleźć w Unasynie, leku stosowanego w zakażeniach górnych i dolnych dróg oddechowych, moczowych, skóry i tkanek miękkich.

Coraz trudniej znaleźć w aptekach leki stosowane w cukrzycy typu II – Ozempic i Victoza. Brakuje także insulin niezbędnych przy cukrzycy typu I. Na listę braków trafiły także leki stosowane w terapii hormonalnej (Activelle), przeciwpadaczkowe (Tegretol), przeciwmigrenowe (Zolmiles), przeciwbólowe stosowane w terapiach onkologicznych (OxyContin i Accordeon) czy Osteogenon stosowany w osteoporozie.

Dlaczego leków nie ma w aptekach?

Niewystarczająca podaż

Według ekspertów w przypadku antybiotyków przyczyna leży w niedoszacowaniu zapotrzebowania przez producentów i co za tym idzie – niewystarczającą podaż. Natomiast jeśli chodzi o pozostałe preparaty, trudno znaleźć wspólny powód.

Jednak w przypadku niektórych leków na cukrzycę, przyczyną może być fakt, że są one stosowane off-label – czyli poza zarejestrowanymi wskazaniami. Mowa tu o ich zażywaniu przy innej chorobie niż ta. Okazuje się bowiem, że preparaty na cukrzycę są w naszym kraju powszechnie stosowane do zwalczania otyłości.

Niedobór substancji czynnych

To jednak nie wszystko. Należy również zwrócić uwagę, że pod względem dostępności leków Unia Europejska jest uzależniona od Azji. Już bowiem 20 lat temu większość europejskich wytwórców leków zrezygnowała z produkcji niezbędnych substancji czynnych u siebie i zaczęła kupować je w Azji, gdyż były tam o wiele tańsze, a zarazem równie dobrej jakości.

Natomiast kilka lat temu Chiny zaczęły ograniczać produkcję substancji czynnych w związku z ochroną środowiska. W efekcie, prowadzone są obecnie starania, aby przywrócić w Europie produkcję substancji czynnych do produkcji leków – przynajmniej tych niezbędnych do ratowania życia i zdrowia.

Inflacja Zwitek banknotów euro i suplementy diety

Kolejnym problemem jest oczywiście inflacja. Rosną ceny surowców do wytwarzania leków, koszty energii, transportu. W górę poszybowały również koszty pracownicze i ubezpieczenia. To wszystko powoduje, że producenci leków rezygnują z produkcji niektórych leków.

Apteki zagrożone bankructwem

Większość leków – tak, jak wszystkie inne produkty – konsekwentnie drożeje. Z jednym wyjątkiem – ceny leków refundowanych po części przez państwo pozostają na niezmienionym poziomie. To podstawowe leki, których potrzebują chorzy. Zdaniem rządu i większości ekspertów nie powinny one zdrożeć.

Rynek leków refundowanych jest w Polsce regulowany przez Ministra Zdrowia. Pod koniec ubiegłego roku odbyły się negocjacje przedstawicieli Ministerstwa Zdrowia z producentami leków i ustalone ceny, tak zwane urzędowe – takie same we wszystkich aptekach – będą obowiązywać przez najbliższe trzy lata.

Farmaceuci natomiast coraz głośniej skarżą się, że obsługa pacjentów realizujących receptę na leki refundowane stała się dla aptek kompletnie nieopłacalna. Apteka w ogóle na tym nie zarabia, gdyż marże na tych lekach nie przekraczają 2% i pozostają na tym samym poziomie od 11 lat. W efekcie coraz większa liczba aptek jest zagrożona bankructwem.

Co zrobi rząd?

Według nieoficjalnych informacji w Ministerstwie Zdrowia trwają prace w zakresie stworzenia przepisów prawa dotyczących reglamentacji produktów leczniczych na polskim rynku, stosowanych nie tylko w czasie epidemii i w chorobach zakaźnych.

Przepisy te mają ograniczyć maksymalną ilość produktów leczniczych, środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego lub wyrobów medycznych, możliwą do wydawania pacjentowi w określonym czasie lub w określonym wskazaniu.

Ponadto, resort zdrowia zaproponował nowe rozwiązanie. W trybie dwutygodniowym Ministerstwo Zdrowia ma przekazywać do Naczelnej Izby Lekarskiej i Naczelnej Izby Aptekarskiej oraz hurtowni farmaceutycznych informacje w zakresie możliwej ograniczonej dostępności do poszczególnych leków.

Prace nad nową ustawą refundacyjną Koszyk z lekami porusza się po banknotach

Co więcej, trwają również prace nad nową ustawą refundacyjną. Zgodnie z nią, opłata ryczałtowa za lek refundowany wzrosnąć ma z 3,20 do 6,80 PLN. W praktyce, tak jak dotychczas, poza opłatą ryczałtową pacjent dopłaci jeszcze różnicę między ceną leku, który kupuje, a ceną najtańszego leku z tej grupy na poziomie której ustalono limit.

Najczęściej ta dopłata sięga kilkudziesięciu złotych. Czy nowa ustawa okaże się korzystna dla pacjentów, aptekarzy i przemysłu? Ministerstwo Zdrowia obiecuje, że tak. W rzeczywistości przekonamy się jednak o tym za kilka miesięcy, już w 2023 roku.

Jakub Bandura
Jakub Bandura
Redaktor portalu PortfelPolaka.pl. Wiedzę z zakresu rynków finansowych i inwestowania zgłębiał na studiach ekonomicznych. Trader rynku OTC i Forex preferujący handel krótkoterminowy. Entuzjasta statystyki oraz analizy technicznej instrumentów finansowych.

Najnowsze

Zobacz również