Wprowadzone przez świat zachodni „nuklearne” sankcje na Rosję sprawiły, że w ciągu jednego dnia ziścił się najgorszy ze scenariuszy, przed którym zaledwie trzy tygodnie temu ostrzegali nawet rosyjscy ekonomiści. Odcięcie rosyjskich banków od systemu SWIFT oraz zamrożenie zagranicznych rezerw rosyjskiego banku centralnego sprawiło, iż rosyjska gospodarka wkracza w fazę prawdziwego załamania, którego skutków może nie być w stanie odrobić nawet przez kolejnych kilkanaście lat. Skutki obecnego konfliktu geopolitycznego odczujemy jednak również my i nasza gospodarka.
Rosyjska agresja podbije inflację
Przez wzgląd, iż import gazu z kierunku wschodniego w Polsce stanowi 67 proc., Rosja jest największym dostawcą węgla w Europie, największym na świecie producentem pszenicy, niklu rafinowanego, palladu i diamentów, trzecim co do wielkości producentem złota, a także odpowiada za ponad 25 proc. dostaw ropy do Unii Europejskiej oraz jest znaczącym eksporterem stali, tytanu i platyny, można oczekiwać, że nagły wzrost cen tych surowców w naturalny sposób przyczyni się do dalszego wzrostu i tak już wysokiej inflacji.
Tendencje te widoczne są już teraz. Dla przykładu, cena ropy naftowej wzrosła powyżej 110 dolarów za baryłkę, co jest najwyższym pułapem od czerwca 2014 r. W ocenie ekonomistów ING dalszy wzrost może wywindować cenę czarnego złota nawet do 150 dolarów za baryłkę, a jak powszechnie wiadomo, wzrost cen tego surowca przyczynia się do wzrostu cen niemal wszystkich dóbr i usług konsumpcyjnych.
– Podobnie jest z pozostałymi głównymi surowcami energetycznymi. Notowania gazu ziemnego są co prawda niższe niż w czasie szczytu z października ubiegłego roku, ale biorąc pod uwagę fakt, że jednym z jego głównych eksporterów jest Rosja, należy się liczyć z mocnym wzrostem cen tego paliwa – dostrzega Tomasz Rzeski, Country Sales Manager Oddziału Inbank w Polsce dodając, iż do rekordowo wysokiego poziomu zmierzają również notowania węgla, które od czasu wybuchu rosyjsko-ukraińskiej wojny poszły w górę o dwie trzecie.
Stopy proc. NBP wzrosną do 5,50 proc.
Biorąc powyższe pod uwagę, dalsze nasilenie się presji inflacyjnych wydaje się nieuchronne. To też sprawia, że ekonomiści Goldman Sachs wyraźnie podwyższyli swoje prognozy dot. dalszego wzrostu inflacji i obniżyli oczekiwani wzrostu gospodarczego Polski.
Przez wzgląd, iż wzrost inflacji uderza w lokalną walutę, czego skutki obserwujemy już od kilku dni (polski złoty wyraźnie traci na wartości, w efekcie czego drożeją zagraniczne waluty jak euro, dolar, funt czy frank), eksperci podnieśli także swoje szacunki dot. stopy proc. NBP. W ich ocenie, Rada Polityki Pieniężnej podniesie stopę referencyjną aż do 5,50 proc., a nie jak sądzono dotychczas – do 5,0 proc. Dla przypomnienia, obecnie stopa ta wynosi 2,75 proc., co oznacza, że jej wzrost do zakładanego poziomu przyczyni się do dalszego, jeszcze wyraźniejszego wzrostu rat kredytowych.

