Emmanuel Macron i Marine Le Pen tak samo jak w 2017 roku powalczą o prezydenturę Francji w drugiej turze. Które z nich ma większe szanse?
Macron i Le Pen walczą o władzę
Już w niedzielę 24 kwietnia Francuzi wybiorą prezydenta. Zostanie nim ponownie Macron albo liderka narodowców, Le Pen.
Z badania przeprowadzonego dla Les Echos oraz Radio Classique wynika, że zdecydowanym faworytem jest Emmanuel Macron. Może liczyć na aż 55 proc. głosów. Marine Le Pen popiera tylko 45 proc. osób.
Powyższe pokazuje jednak, że Le Pen rośnie w siłę. 5 lat temu w II turze Macron dostał 66,1 proc. głosów, z kolei Le Pen poniosła sromotną porażkę. Zagłosowało na nią tylko 33,9 proc. wyborców.
Warto zwrócić uwagę na to, że z sondażu wynika, że 26 proc. respondentów zadeklarowało, że nie ma zamiaru wziąć udziału w głosowaniu. Gdyby Le Pen w ostatniej chwili przekonała tych ludzi do siebie, mogłaby jednak wygrać wybory.
Z powodu powyższego kandydaci proszą o poparcie innych polityków. Obecnego prezydenta może poprzeć np. większość wyborców Partii Zielonych i centroprawicy, a na Le Pen może zagłosować większość wyborów Erica Zemmoura. Elektorat Jean-Luc Mélenchona podzieli się zapewne mniej więcej po równo – część wyborców zasili obóz Macrona, część Le Pen.
Wyniki I tury
Po przeliczeniu głosów ze wszystkich komisji wyborczych, największe poparcie w I turze niedzielnych wyborów prezydenckich we Francji zdobył Emmanuel Macron. Ubiegający się o reelekcję prezydent dostał jednak tylko 27,84 proc. głosów. Drugie miejsce z wynikiem 23,15 proc. zajęła właśnie Marine Le Pen. To zbyt mała różnica, by Macron i jego ludzie spali dziś spokojnie.
Niewiele mniejszym poparcie niż Le Pen – 21,95 proc. – może pochwalić się lewicowy Jean-Luc Mélenchon. Stanął na podium jako mu trzeci. Żaden z pozostałych dziewięciu kandydatów nie uzyskał poparcia wyższego niż 10 proc.
Ewentualny sukces Le Pen wstrząsnąłby europejską polityką. Ona sama jest eurosceptyczką. Jest też oskarżana o bycie prorosyjską, co jednak w kontekście polityki francuskiej jest dziwnym argumentem, bowiem polityka Paryża od wielu dekad jest przychylna Rosji.

