Prokuratura posiada „niepotwierdzoną informację”, że nie żyje właściciel firmy handlującej bronią, który w 2020 r. miał dostarczyć Polsce respiratory.
Andrzej I. nie żyje?
W 2020 r. po wybuchu pandemii COVID-19 firma Andrzej I. miała dostarczyć do Polski aż 1241 respiratorów. Dostarczyła jedynie 200.
Sprawa szybko stała się polityczna. Ministerstwu Zdrowia zarzucano, że to niezbyt rzetelnie zweryfikowało firmę I., przez co budżet państwa stracił ponad 100 mln zł. Pikanterii dodawał fakt, że spółka I. wcześniej handlowała bronią.
Teraz pojawiły się sugestie, że I. nie żyje.
– Dysponujemy niepotwierdzoną informacją o śmierci Andrzeja I. Z tego względu podjęto działania służące urzędowemu stwierdzeniu tej okoliczności – przekazał w rozmowie z tvn24.pl Karol Blajerski, rzecznik Prokuratury Regionalnej w Lublinie. To ta jednostka w marcu tego roku wystawiła za Andrzejem I. list gończy.
– Fakt śmierci potwierdziliśmy swoimi kanałami, bezpośrednio w Albanii oraz za pośrednictwem Europolu – przekazał z kolei informator tvn24.pl z Komendy Głównej Policji. Policjant nie ma wątpliwości, że informacje o śmierci przedsiębiorcy są prawdziwe. – Dlatego wystąpiliśmy już formalnie do prokuratury o odwołanie poszukiwań – dodał.
Tvn24.pl krytykuje polskie służby, że poszukiwania Andrzeja I. nie były intensywne. – Zespoły poszukiwań celowych nie otrzymały poleceń, by sprawę traktować priorytetowo. Po prawdzie to nie szukał go nikt – przyznają rozmówcy portalu.
Reakcja opozycji
Posłowie opozycji nie odpuszczają. Dariusz Joński i Michał Szczerba z KO są zdania, że zgon nie kończy sprawy.
– Przyjmujemy informacje Komendanta Głównego Policji do wiadomości, ale chcemy też powiedzieć, że to, co ustaliliśmy, kończy wszystkie spekulacje odnośnie statusu „handlarza bronią”, ale nie kończy afery – powiedział Szczerba. – Dzisiaj jest więcej pytań niż odpowiedzi. Chcemy tę sprawę wyjaśnić do końca – dodał.
W podobnym tonie mówi Joński.
– Przypomnijmy, za zgodą premiera Morawieckiego, co się okazało w opublikowanych mailach Dworczyka, to właśnie premier Morawiecki pisał „ok”, żeby kupować u „handlarza bronią”. Więc miał pełną wiedzę – mówił mediom poseł KO. Podkreślił, że sprawa musi zostać rzetelnie i szczegółowo wyjaśniona.

