Nadużycia i miliardowe straty elektrowni w Ostrołęce – kto jest winny?

Udostępnij

To miała być ultranowoczesna i największa elektrownia węglowa w Europie. Projekt pogrzebany został jednak w 2020 roku, a całą inwestycję prześwietliła Najwyższa Izba Kontroli. Zdaniem kontrolerów podstawową przyczyną niepowodzenia tego projektu miał być brak źródeł finansowania. Ostatecznie, po siedmiu latach rządów Prawa i Sprawiedliwości bilans strat związanych z projektem węglowym Ostrołęka C sięga już 1,35 miliarda złotych. Na inwestycji miały się dorobić w największym stopniu osoby związane z PiS.

W efekcie, lider partii Nowoczesna Adam Szłapka w środę 1 czerwca złożył w tej sprawie doniesienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa. W jego ocenie mogli dopuścić się go nawet premier Mateusz Morawiecki, wicepremier Jacek Sasin, prezes Orlenu Daniel Obajtek, były minister energii Krzysztof Tchórzewski czy szef MSWiA Mariusz Kamiński.

Upadek Elektrowni Ostrołęka C – o co chodzi? polska węgiel

Porzucenie projektu przez rząd PO i jego „wskrzeszenie” przez PiS

Prace nad projektem nowego bloku węglowego w Elektrowni Ostrołęka Energa zaczęły się jeszcze w 2009 roku. We wrześniu 2012 spółka jednak je wstrzymała, nie mogąc pozyskać finansowania z rynku. Energa uznała, że dopiero udział partnera strategicznego umożliwi budowę. Jesienią 2016 roku połowę udziałów w projekcie kupiła jednak Enea.

Wiosną 2018 konsorcjum GE Power i Alstom wygrało natomiast przetarg na budowę 1000 MW bloku na węgiel kamienny za nieco ponad 6 miliardów złotych. Polecenie rozpoczęcia prac budowlanych wydano z końcem 2018 roku.

Gigantyczna luka finansowa

Jednak, jak wynika z dokumentów pokontrolnych Najwyższej Izby Kontroli, luka finansowa w momencie rozpoczęcia prac budowlanych wynosiła ponad 4 miliardy złotych. W efekcie wiosną 2020 roku budowę zawieszono, a z wydatkowanych na powyższą inwestycję środków finansowych o łącznej wysokości 1,56 miliarda złotych, bezpowrotnie została utracona kwota rzędu 1,35 miliarda PLN.

Rozbiórka i przekształcenie bloku na elektrownię gazową

W czerwcu 2020 Enea i Energa podjęły natomiast decyzję o kontynuowaniu inwestycji, ale po konwersji technologii na wykorzystującą spalanie gazu ziemnego do produkcji energii elektrycznej. Podpisano także trójstronne porozumienie z PKN Orlen – od końca kwietnia 2020 roku większościowym właścicielem spółki Energa, która określała dalsze kierunku udziału wszystkich stron w projekcie.

W grudniu 2020 roku Enea podjęła decyzję, że nie weźmie udziału w budowie elektrowni gazowej. Również w grudniu 2020 została zawarta nowa umowa inwestycyjna pomiędzy nowymi sponsorami projektu – Energą, Orlenem oraz PGNiG. W styczniu 2021 ubiegłego roku powołano nową spółkę celową CCGT Ostrołęka Sp. z o.o do realizacji elektrowni gazowej – z łącznym 51% udziałem spółek Energa i PKN Orlen oraz 49% udziałem PGNiG.

W kwietniu 2021 roku Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wydał zgodę na utworzenie spółki CCGT Ostrołęka. Miesiąc wcześniej ruszyła rozbiórka wybudowanych wcześniej elementów bloku węglowego elektrowni.

Zarówno politycy PiS, jak i przedstawiciele zaangażowanej w budowę bloku C spółki Energa konieczność rozbiórki tłumaczyli przymusem dostosowania się do „zmieniającej się polityki klimatycznej Unii Europejskiej. W zeszłym roku wicepremier Jacek Sasin przekonywał, że blok jest „pomnikiem zmieniającej się bardzo szybko i w sposób niemożliwy do przewidzenia polityki klimatycznej Unii Europejskiej”.

Czołowi politycy PiS winni?

Z dokumentów zaprezentowanych przez Najwyższą Izbę Kontroli wyłania się obraz niegospodarności, niekompetencji i świadomego wręcz sabotowania procesu budowy, co finalnie doprowadziło do tak ogromnych strat.

Z tego powodu lider partii Nowoczesna Adam Szłapka zwrócił się do prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry z pismem, w którym informuje go o możliwości popełnienia przestępstwa przez premiera Mateusza Morawieckiego, wicepremiera, ministra aktywów państwowych Jacka Sasina, byłego ministra energii Krzysztofa Tchórzewskiego oraz prezesa PKN Orlen Daniela Obajtka.

Zdaniem posła wspomniane osoby nie dopełniły obowiązku oraz mogły wyrządzić znaczną szkodę majątkową. Zawiadomienie to dotyczy również ministra-koordynatora służb specjalnych Mariusza Kamińskiego.

Adam Szłapka wskazuje, że reaktywacja projektu budowy elektrowni nastąpiła po wygranych wyborach przez PiS w 2015 roku, a wspierali go czołowi politycy tego ugrupowania. Sam ubiegający się wówczas o urząd prezydenta RP Andrzej Duda nazwał porzucenie tej inwestycji przez rząd Platformy Obywatelskiej ze względu na niemożność pozyskania finansowania – „zbrodnią”.

Polityczna obsada stanowisk odpowiedzialnych za projekt

Poseł w swoim piśmie do prokuratury zaznacza także, że równocześnie byliśmy świadkami politycznej obsady stanowisk spółek odpowiedzialnych za projekt, wśród których znalazły się osoby z zarzutami korupcyjnymi, które wzbogaciły się na budowie elektrowni węglowej.

Pierwszym prezesem spółki ENERGA Elektrownia Ostrołęka został Edward S. który później został zatrzymany za zarzuty korupcyjne. Wcześniej zajmował się on importem rosyjskiego węgla. Następcą jego był były prezydent Ostrołęki, który przegrał wybory. Oczywiście on także należał do PiS.

Minister Tchórzewski największym winowajcą?

Polityk przekonuje również, że kontrolerzy NIK w dokumentach pokontrolnych wprost wskazują na ówczesnego ministra energii Krzysztofa Tchórzewskiego, jako jednego z głównych odpowiedzialnych za fiasko budowy elektrowni Ostrołęka C. Z zeznań jednego z członków zarządu Energa SA wynika bowiem, że od samego początku „Skarb Państwa przymuszał do realizacji tego projektu”, a minister Tchórzewski „wiedział, że jest problem z domknięciem finansowania projektu. PKN Orlen

Przemiana bloku węglowego na gazowy miała charakter polityczny?

Mało tego – charakter polityczny miała mieć też decyzja przemiany bloku z węglowego na gazowy. NIK wskazał bowiem, że kluczowe dla tej decyzji było przejęcie w grudniu 2019 roku Energa SA przez PKN Orlen. Doprowadziło to najpierw do zawieszenia prac, a następnie do porzucenia koncepcji budowy elektrowni węglowej.

Tutaj – w ocenie Adama Szłapki – pojawia się odpowiedzialność Daniela Obajtka (jako prezesa Orlenu) oraz Jacka Sasina (jako nadzorującego spółki państwowe). Obaj musieli zdawać sobie bowiem w pełni sprawę ze strat, jakie zostaną poniesione po wycofaniu się z budowy zakładu w Ostrołęce z technologii węglowej. Co więcej, zmiana założeń inwestycji na tak zaawansowanym etapie realizacji stworzyła poważne ryzyka związane z udziałem rynku mocy, gdyż elektrownia węglowa Ostrołęka C miała już od 2023 roku dostarczać energię na rynek.

Trudno zrozumieć działania rządu

Najważniejszym pytaniem w tej bezprecedensowej historii pozostaje jednak nie to, kto i ile dorobił się na przerwanej nagle inwestycji, lecz dlaczego rząd, który sam mógł sfinansować całą budowę elektrowni w Ostrołęce, mając – wbrew głoszonej przez polityków PiS narracji – wszelkie zgody z Komisji Europejskiej, nagle zdecydował o upadku projektu, który z założenia miał gwarantować bezpieczeństwo energetyczne Polski, co w kontekście obecnych problemów, wojny na Ukrainie i gigantycznych wzrostów cen energii nabiera zupełnie nowego znaczenia.

Oświadczenie spółki Energa

Energa w opublikowanym kilka tygodni temu oświadczeniu przekonywała, że budowa bloku gazowo-parowego w Ostrołęce przyczyni się do poprawy bezpieczeństwa energetycznego kraju oraz utrzymania ciągłości dostaw energii dla północno-wschodnich regionów Polski. Grupa Energa

Co więcej, zmiana technologii do produkcji energii elektrycznej z węgla na gaz ziemny, według przeprowadzonych przez spółkę analiz, umożliwia osiągnięcie rentowności. Mało tego, budowa elektrowni gazowo-parowej to inwestycja o połowę tańsza, niż blok węglowy.

Co na to rząd?

O sprawę elektrowni podczas czwartkowej konferencji prasowej pytany był rzecznik rządu Piotr Müller. Najpierw przypomniał on, że projekt elektrowni zostaje w tej chwili przebudowywany, właśnie po to by zapewnić dodatkowe źródła energii dla Polski.

Następnie dodał, że “wszelkie służby działają tam, gdzie trzeba” i prowadzone są postępowania, o których jest mowa publicznie. Nie może więc być w żadnym miejscu zgody na nadużycia. Ale czy do nich doszło, badają właściwe służby.

Jakub Bandura
Jakub Bandura
Redaktor portalu PortfelPolaka.pl. Wiedzę z zakresu rynków finansowych i inwestowania zgłębiał na studiach ekonomicznych. Trader rynku OTC i Forex preferujący handel krótkoterminowy. Entuzjasta statystyki oraz analizy technicznej instrumentów finansowych.

Najnowsze

Zobacz również