– Na ten moment nie przewidujemy waloryzacji świadczenia 500+, wspieramy rodziny przez nowe programy – powiedziała dziś szefowa MRiPS Marlena Maląg.
Maląg: 500+ nie zamieni się w 700+
Minister rodziny i polityki społecznej była w Radiu Zet pytana o podwyższenie 500+.
– Polityka prorodzinna to przede wszystkim jest odpowiedź na potrzeby rodziców, musi być systemowa i kompleksowa. (…) W tym trudnym czasie, w którym przyszło nam żyć – po pandemii, z toczącą się wojną na Ukrainie, jeśli spojrzymy na rodzaje wsparcia, na które rodzice mogą liczyć przez 18 lat, wychowując dziecko (…), to jest to kwota 120 tys. zł. W roku 2015 było to zero – odparła. – Dzisiaj musimy podejmować działania, które powodują wyjście z pułapki niskiej dzietności. Dlatego wprowadzamy dodatkowe wsparcia dla rodziców. (…) Na ten moment nie przewidujemy waloryzacji (świadczenia 500+ – PAP). Zresztą budżet państwa jest już znany. Ale cały czas wspieramy rodziny, również poprzez nowe programy – dodała.
Do tego została pytana o ewentualną podwyżkę świadczenia „Dobry start”. Te jest wypłacane na każde dziecko, które się uczy. Wynosi 300 zł.
– Program wyprawka szkolna obowiązuje od 2018 roku. (…) Musimy jasno powiedzieć: nie było takich programów wcześniej. (…) Na ten moment wyprawka jest na tym poziomie, ponieważ inne programy wsparcia w związku z sytuacją geopolityczną są dla rodziców przygotowane – tłumaczyła Maląg.
Dowiedzieliśmy się, że wniogski w ramach „Dobrego startu” złożono dla ponad 4 mln 100 tys. dzieci. Z tego ponad 3 mln 600 tys. wypłat zostało już zrealizowanych.
Walka o wyborców poprzez social
Warto dodać, że 500+ to flagowy program PiS. Partia doszła do władzy w 2015 r. głównie temu, że obiecywała wiele zmian w polityce socjalnej. Jak się okazało, nie były to czcze obietnice.
PiS rozpoczął tym zmianę w polskiej polityce. Dziś partie walczą ze sobą na obietnice socjalne. Donald Tusk, lider PO, w czasie niedawnego objazdu po kraju obiecał już nie tylko to, że, jeżeli dojdzie do władzy, nie zlikwiduje socjalu, jaki wprowadził PiS, ale do tego sugerował eksperymentowanie z krótszym tygodniem pracy. Ten miałby trwać tylko 4 dni.

