Los rynku filmowego jest przesądzony? Nie do końca…

223

Z uśmiechem na twarzy wygodnie rozsiadamy się w fotelu. Światło gaśnie. I choć nie możemy się doczekać, aż w końcu skończy się irytujący, długi blok reklamowy, późniejszy start filmu w pełni nam to wynagradza. Kto nie kocha tego uczucia! Wielki ekran, imponujące efekty specjalne, wielkie widowisko, znani aktorzy, na których uwielbmy patrzeć… Problem polega na tym, że obecnie rozpoczynający się kryzys gospodarczy może sprawić, że świat kina, jaki znamy, prawdopodobnie zniknie. Czy jednak na pewno?

Początek końca?

Już na początku marca amerykańscy analitycy wyliczyli, że z powodu kryzysu koronawirusa straty rynku filmowego wyniosły 5 miliardów dolarów. Przez pandemię trzeba było przenieść datę premiery super-produkcji Disney’a „Mulan”. Film miał trafić głównie na rynek w Chinach, ale akurat w czasie, gdy widzowie mieli go zobaczyć, wybuchał pandemia. Wirus z Wuhan powalił nawet takiego twardziela jak agent 007. Na nowy film o Jamesie Bondzie poczekamy do jesieni.

Przeniesiono wiele innych premier i wstrzymano prace na planach nowych produkcji. W Wenecji miano kręcić sceny do nowej części „Mission: Impossible”. Z oczywistych powodów musiano rozplanować wszystko na nowo.

Wszystko to w czasie, gdy wydawało się, że tzw. super-produkcje to filmy niemal skazane na sukces. Warto przypomnieć, że przecież nie tak dawno wszyscy tłumnie wypełnialiśmy sale kinowe, by obejrzeć ostatnią część „Star Wars” czy „Avengersów”. Czy koronawirus zmieni rynek filmowy?

Co dalej z filmami?

disneyTeoretycznie nawet jeśli koronawirus minie, czeka nas kryzys gospodarczy. Kultura to część naszego życia codziennego, z której najprościej zrezygnować. Potrafimy nie pójść do kina na nowy film ze świata Marvela, ale nie możemy odmówić sobie obiadu. Tak wskazywałaby logika. Tyle że sprawa nie jest taka oczywista.

Proszę pamiętać, że jedną z funkcji kina jest funkcja eskapistyczna. Ucieczka od rzeczywistości jest formą radzenia sobie z kryzysem, a kiedy kryzys się skończy, może stać się sposobem spędzania wolnego czasu. Tak na przykład stało się w 2010 roku po katastrofie w Smoleńsku – mówiła niedawno Polskiemu Radiu kulturoznawca dr Anna Wróblewska.

To, co mówi ekspertka, ma podparcie w historii. Słynna wytwórnia filmowa Metro-Goldwyn-Mayer (MGM) w czasie Wielkiego Kryzysu lat 30. XX w. paradoksalnie umocniła swoją pozycję na rynku. Jej szefostwo rozumiało, że ludzie pragną w ciężkich czasach rozrywki. Wszytko by uciec od trudów dnia codziennego, a może znaleźć inspirację do przetrwania najgorszego.

W efekcie spółka stała się jedyną hollywoodzką wytwórnią, która w mrocznych czasach kryzysu nie przestała wypłacać dywidendy swoim inwestorom. By pojąć o jakim fenomenie mówimy, warto przypomnieć, że słynny gangster Dillinger opuścił swoją kryjówkę, by… zobaczyć film z Clarkiem Gable’em, produkcję MGM.

Koniec wielkich produkcji?

Pomiędzy sytuacją z lat 30. a naszą rzeczywistością jest jednak jeden ważny szczegół. Wtedy nie istniał streaming. Dziś filmy możemy oglądać na ekranie komputera i coraz częściej to robimy.

Czy więc to Netfliks będzie nowym MGM? Firma już pokazała, że nie boi się realizować super-produkcji, czego dowodem jest „Irlandczyk”, film Martina Scorsese, którego nie chciały sfinansować „zwykłe” wytwórnie.

Tyle że to nadal kina generują większe zyski dla firm. Ponoć aż o 2 mln dolarów spada średnio dochód filmu, jeśli ten trafia o zaledwie 10 dni wcześniej na platformy VOD. Wynika to z analiz Stowarzyszenia Amerykańskich Właścicieli Kin (pamiętajmy jednak, że organizacji zależy na tym, by kina nie upadły). Według raportu, produkcje generują średnio aż 67 proc. zysków ze sprzedaży biletów. Reszta to już obieg domowy.

Nikt więc nie wyłoży już tak wielkich pieniędzy na takie filmy jak „Avengers: Endgame”, jeśli będzie wiedział, że sprzeda sporo mniej biletów, niż mógł liczyć np. w 2019 r.

Już teraz mocne ciosy od koronawirusa otrzymali twórcy „Niewidzialnego człowieka” czy – patrząc na polski rynek – „Sali samobójców. Hejter”, „Bad Boy’a” lub „365 dni”. Te filmy musiały trafić na portale internetowe o wiele wcześniej, niż planowano.

Upadki kin studyjnych

kina, kinoMocno oberwą zapewne kina studyjne, które koncentrują się na ambitnych produkcjach, na które przychodzi mniej widzów, i są uzależnione od władz samorządowych.

Kina to nadal najważniejsze miejsce dla eksploatacji filmów i ich rentowności. Tymczasem część z nich, zwłaszcza tych prywatnych, czeka bardzo niepewna przyszłość – dodała w rozmowie z radiem Wróblewska.

Nowy start?

Z drugiej strony obecny kryzys może dać rynkowi nowego kopa. Może na znaczeniu zyska kino ambitniejsze, które mniej kosztuje w produkcji, zaś oberwą tylko infantylne super-produkcje?

Prawdopodobnie wkrótce na całym świecie zaczną powstawać kina samochodowe, które my, Polacy, znamy głównie z amerykańskich filmów.

Możliwe też, że twórcy zaczną realizować swoje produkcje inaczej. By zrekompensować np. brak wielkiego ekranu, zaczną tak kręcić filmy, by te można było obejrzeć za pomocą okularów do wirtualnej rzeczywistości. Dziś z takich możliwości korzysta głównie rynek filmów dla dorosłych, ale zapewne nikt z fanów „Gwiezdnych wojen” nie miałby pretensji, gdyby ktoś umożliwiłby mu obejrzenie przygód Luke’a Skywalkera w taki nowoczesny sposób.

Kryzys to dla rynku filmów zagrożenie, ale też wielka szansa. Wygrają ci, którzy z niej skorzystają…

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments