Jaosław Kaczyński nie chce euro w Polsce. – Euro to waluta dla bardzo silnej gospodarki, dlatego nie możemy podjąć decyzji o jego przyjęciu – stwierdził prezes PiS.
Euro nie dla Polaków
W niedzielę 20 listopada prezes PiS pojawił się w Kędzierzynie-Koźlu. Wszedł na temat wprowadzenia w Polsce euro.
– Wymogiem stawianym przez Niemców w różnych nieoficjalnych rozmowach, ja w tych rozmowach uczestniczyłem, jest przyjęcie euro. Przyjęcie euro to jest doprowadzenie do sytuacji, w której ten długi okres – dziś zachwiany przez inflację – wzbogacania się Polaków, a co najmniej dużej części Polaków, zostanie zatrzymany i pewnie w jakiejś mierze przynajmniej, na jakiś czas cofnięty – mówił Kaczyński.
Dodał, że przyjęcie euro „to jest taki zabieg, którego w tej chwili dokonać nie możemy”. Zasugerował, że póki naszym krajem rządzi jego partia, decyzja o wprowadzeniu euro będzie zwlekana.
– Nawet gdyby to rozważać w jakimś bliższym okresie, to tylko wtedy, jeżeli (…) polska gospodarcza na tyle się umocni, że światowe rynki zaczną naszą walutę wyceniać wiele wyżej, bo siła waluty jest w jakiejś mierze efektem siły gospodarki – tłumaczył dalej lider PiS.
Potem porównał naszą sytuację do niemieckiej. – Wtedy, gdyby Polska miałaby na głowę PKB w wysokości takiej, jak Niemcy (…) to wtedy ta wymiana na euro mogłaby być z punktu widzenia naszej gospodarki opłacalna – ocenił.
Przyznał, że wprowadzenie euro opłaciło się Niemcom, Holandii i „może po części Austrii”. Inne kraje straciły na tej decyzji. – Doskonałym przykładem jest Grecja, są Włochy, ale nawet Finlandia, która swojego czasu wyprzedziła w rozwoju gospodarczym Szwecję i stała się wyżej rozwiniętym krajem niż Szwecja, a po wprowadzeniu euro, Szwecja, która zachowała swoją walutę, wyszła przed Finlandię – powiedział Kaczyński.
– Po prostu (euro – przyp. PAP) to jest waluta dla bardzo silnej gospodarki. My takiej gospodarki w tej chwili nie mamy – chociaż szybko idziemy do przodu – i w związku z tym w żadnym wypadku nie możemy takiej decyzji podejmować, a powtarzam: Niemcy stawiają to, jako warunek sine qua non tego, by realizować ich plany, a to, że (Donald – przyp. red.) Tusk i jego kamaryla jest do tego gotowa, co do tego nie ma najmniejszej wątpliwości – ocenił prezes PiS.

