Po Finlandii i Szwecji teraz Japonia chce wstąpić do NATO lub jeszcze bliżej współpracować w Sojuszem. Dla Rosji oznacza to jedną, wielką porażkę.
Japonia w NATO?
Premier Japonii Fumio Kishida rozważa przyjazd na szczyt przywódców Sojuszu Północnoatlantyckiego. Ten ma mieć miejsce pod koniec czerwca w Madrycie. Jak podała agencja Reutera, celem tej wizyty ma być większa koordynacja polityki bezpieczeństwa jego kraju z zachodnimi sojusznikami. Innymi słowy, kolejny kraj chce bliższej współpracy z NATO. Zapewne w obawie przed Rosją.
W przypadku Japonii może chodzić o konkretny konflikt terytorialny. Kraj Kwitnącej Wiśni od wielu lat spiera się z Federacją Rosyjską o Wyspy Kurylskie. W maju podczas wizyty prezydenta USA Joego Bidena w Japonii rosyjskie i chińskie samoloty wojskowe prowokacyjnie prowadziły ćwiczenia w pobliżu właśnie tego sojusznika Amerykanów w regionie.
Wszystko to doprowadziło to tego, że parę tygodni temu japoński premier zapowiedział, że chce radykalnego zwiększenia wydatków na obronę. Te mają sięgać aż 2 proc. PKB.
Japonia boi się sojuszu Chin, Rosji i Korei Północnej. Jeśli rząd zgodzi się na pomysł premiera, Japonia miałaby trzeci największy (po Stanach Zjednoczonych i Chinach) budżet obronny na świecie.
Klęska Rosji
Rosja atakując Ukrainę chciała podporządkować sobie ten kraj i osłabić wpływy USA w Europie. Tyle że – jak już widać – poniosła na tym polu pełną klęskę. Ukraina nadal się broni, o zajęciu całego kraju nie ma już nawet nowy. Moskwa oderwie od niego tylko niektóre regiony.
Do tego polityką Rosji zagrożone poczuły się niektóre państwa, które dotąd były neutralne. Przykładem są Szwecja i Finlandia, które chcą teraz dołączyć do NATO. Jeśli do tego grona dodamy Japonię, widzimy skalę klęski Putina.
Rosja de facto jeszcze bardziej zaczyna być okrążana przez państwa NATO – zachodzi więc proces, któremu chciano na Kremlu przeciwdziałać. Jak to wszystko się skończy? Możliwe, że nawet aksamitną rewolucją pałacową i upadkiem Putina – wymienieniem go na innego polityka.

