Choć nie każdy zdaje sobie z tego sprawę, jeszcze niewiele ponad 10 lat temu Eda Sheerana można było usłyszeć… przede wszystkim na ulicach Londynu. W 2008 roku jako nastolatek przeniósł się do stolicy Anglii, by spełnić sen o byciu artystą. Początek jego przygody z muzyką był wyjątkowo trudny – nie miał domu, sypiał w metrze i zarabiał na chleb, jako uliczny grajek.
Dziś natomiast ma na swoim koncie ponad 150 milionów sprzedanych płyt i gra w zasadzie jedynie na największych stadionach świata, które bez problemu wyprzedaje, choć bilety na jego koncerty kosztują krocie. Jego majątek szacuje się natomiast na kwotę od 160 do 200 milionów dolarów. A dopiero w ubiegłym roku Sheeran skończył 30 lat.
W Polsce, w największych miastach lub w popularnych lokalizacjach turystycznych, ulicznych grajków zdecydowanie nie brakuje – jeśli oczywiście mamy do czynienia z przyjazną pogodą. Z reguły zakładamy, że jest to dla nich zajęcie dodatkowe lub po prostu hobby. Okazuje się jednak, że dla większości z tych ludzi to nie zabawa, tylko praca na pełny etat.
Skoro ta sezonowa branża ulicznych artystów jest tak liczna, to czy rzeczywiście można w ten sposób zarobić dobre pieniądze? Jaką kwotę średnio uliczni grajkowie w Polsce są w stanie znaleźć w swoim kapeluszu lub futerale od gitary po kilku godzinach gry w przyjemny, letni dzień? Czy ten zawód jest w jakiś sposób uregulowany prawnie w naszym kraju? Przekonamy się poniżej:
Zarobki ulicznych grajków 
Warto zaznaczyć, że większość ulicznych artystów nie lubi się przyznawać do tego, ile wynoszą ich przeciętne dzienne zarobki. Kilku doświadczonych grajków, którzy kilka miesięcy w roku zarabiają w ten sposób na ulicach Warszawy przyznało jednak ile wynosi typowy dochód uzyskany przez nich w ten sposób. Kwoty zawierają się zazwyczaj w przedziale od 150 do 200 złotych za 5 godzin gry.
Nie jest to jakieś bardzo niskie wynagrodzenie, prawda? Zakładając, że w ciepłe miesiące, gdy pogoda dopisuje, można występować przez 25 dni w miesiącu, pensja rzędu 4 czy nawet 5 tysięcy złotych jest jak najbardziej realna do uzyskania.
Zajęcie nie dla każdego
Z całą pewnością takie zajęcie jednak nie sprzyja stabilizacji życiowej i nie może być odpowiednie tylko dla niewielu z nas. Jednak artystyczne dusze, które nie posiadają znajomości w branży muzycznej, a chcą zarabiać na życie realizując swoją pasję, którą może być gra na instrumencie i śpiew, z całą pewnością ubarwiają naszą codzienność i wizerunek wielkich miast, tak więc możliwość osiągania przez nich dochodu wyraźnie przekraczającego minimalne wynagrodzenie, jest bardzo pozytywnym zjawiskiem.
Co w przypadku bezgotówkowej rewolucji?
Przeszkodę może stanowić natomiast fakt, że coraz więcej Polek i Polaków przestaje korzystać z gotówki. Skoro nie mamy monet i banknotów w portfelu, to jak możemy wesprzeć finansowo ulicznych grajków za ich występ? W tej branży także przydają się nowe technologie. W zasadzie nic nie stoi na przeszkodzie, aby taki artysta uliczny miał baner prezentujący numer telefonu, na który można mu wysłać przelew BLIK. Albo kod QR przekierowujący do jego profilu na platformie crowdfundingu cyklicznego dla artystów, takiej jak Patronite.
Przejdźmy teraz do kolejnej kluczowej kwestii, czyli regulacji prawnych związanych z występami na ulicach:
Jak legalnie zostać ulicznym grajkiem? 
Kwestie podatkowe
Sprawa jest dosyć skomplikowana. W końcu, zawód ten, jak każdy inny, podlega opodatkowaniu. Jeśli dochód ma mieć charakter stały, to artysta powinien założyć działalność gospodarczą. Jeśli dochód jest okazjonalny będzie podlegać kryterium działalności wykonywanej osobiście. Należałoby więc do dwudziestego dnia każdego miesiąca obliczyć dochód (uwzględniając 20% kosztów uzyskania przychodów) oraz odprowadzić zaliczkę na podatek dochodowy w wysokości 18%.
Zakaz gry z dodatkowym nagłośnieniem
Jak natomiast wygląda kwestia posiadania zezwolenia na występowanie na ulicy? Okazuje się, że w zależności od miasta, przepisy potrafią znacząco się różnić. Faktem jednak jest, że niemal na terenie całego kraju zabroniona jest gra z dodatkowym nagłośnieniem. Prawo ochrony środowiska, a konkretnie jego art. 156. wskazuje bowiem, że: “Zabrania się używania instalacji lub urządzeń nagłaśniających na publicznie dostępnych terenach miast, terenach zabudowanych oraz na terenach przeznaczonych na cele rekreacyjno-wypoczynkowe.”
Powyższego przepisu nie stosuje się do okazjonalnych uroczystości oraz uroczystości i imprez związanych z kultem religijnym, imprez sportowych, handlowych, rozrywkowych i innych legalnych zgromadzeń, a także podawania do publicznej wiadomości informacji i komunikatów służących bezpieczeństwu publicznemu. W innym przypadku trzeba liczyć się z mandatem w wysokości od 20 do nawet 500 złotych.
W Katowicach nie potrzeba zezwolenia
Jeśli chodzi o grę na instrumentach bez żadnego dodatkowego nagłośnienia – co jest jak najbardziej wykonalne – to w Katowicach nie potrzeba żadnego zezwolenia.
Bezpłatne pozwolenie we Wrocławiu
We Wrocławiu natomiast wnioski o pozwolenia należy składać w Wydziale Kultury Urzędu Miejskiego Wrocławia. Tam przepisy jasno określają, na których ulicach można prowadzić prezentacje artystyczne. Udostępnienie przestrzeni jest jednak bezpłatne.
W Gdańsku trzeba płacić za każdy dzień 
Z inną sytuacją mamy do czynienia w Gdańsku, gdzie za metr kwadratowy pasa drogowego należy zapłacić pięć złotych. Opłata jest równa iloczynowi ceny za metr kwadratowy pasa drogowego, zajętą powierzchnię i liczbę dni, w trakcie których pas jest zajęty. Jeśli artysta nie ma zezwolenia, musi zapłacić dziesięciokrotność kwoty. Do wniosku trzeba ponadto załączyć plan sytuacyjny w skali 1:1000 lub 1:500. Wnioski składa się do Zarządu Dróg i Zieleni w Gdańsku.
Ocena wartości artystycznej w Krakowie
W Krakowie natomiast tym zagadnieniem zajmuje się specjalny, liczący 12 osób zespół zadaniowy ds. weryfikacji artystów ulicznych w Parku Kulturowym. To on ocenia wartość artystyczną i przygotowanie kandydatów, a następnie podejmuje decyzję kto może, a kto nie może grać na ulicach starówki. Wyżej wspomniany zespół zadaniowy przyznaje, że rocznie otrzymuje on około 20-25 zgłoszeń. Rzadko zdarza się, aby ktoś nie uzyskał pozwolenia – w zasadzie musiałby przyjść na takie przesłuchanie kompletnie nieprzygotowany.



