Handel w Polsce łapie zadyszkę: rosną długi i liczba bankructw

1641

Dziennik Gazeta Prawna przeanalizował raport biura informacji gospodarczej BIG InfoMonitor, którego tematem była kondycja i nastroje w handlu. Okazuje się, że zaczyna być nieciekawie. Zaległości, jakie zgłaszali wierzyciele sklepów i hurtowni, w ubiegłym roku rosły szybciej niż w innych branżach.

Okazuje się, że mimo pozornie nadal dobrej koniunktury, w tle rosną długi i liczba bankructw. Nastroje w środowisku przedsiębiorców są coraz gorsze. W przeważającej większości boją się oni, że rok 2020 będzie gorszy. Łączna wartość długów hurtowni, sklepów detalicznych i sprzedawców samochodów wzrosła na koniec III kwartału ub. r. do 7,4 mld zł. Skok zaległości wyniósł ok. 22 proc. w ciągu roku.

Hurtownie z nożem na gardle

InfoMonitor zauważa, że problemy mają zwłaszcza hurtownie

„W sumie ponad 25 tys. takich firm – 8,4 proc. wszystkich działających na rynku – ma dług w wysokości 4,13 mld zł. Sklepy detaliczne są winne 2,26 mld zł, a dług rozkłada się na 36,3 tys. firm”

– pisze DGP. Prawie połowa firm handlowych ma w segregatorach faktury, które są opóźnione w kwestii zapłaty o minimum dwa miesiące, zaś 36 proc. czeka na zapłaty wystawionych przez siebie dokumentów od min. 3 miesięcy.

Skąd te problemy?

Przedsiębiorcy narzekają na rosnące koszty płacy, ponadto coraz bardziej boją się kolejnych danin, jakie chcą od nich rządzący. Lęk budzi np. podatek cukrowy, ale też dodatkowe opłaty za tzw. małpki, wyższa akcyza i ewentualne nowe pomysły władzy. Krótko mówiąc: przedsiębiorcy nie mogli w pełni skorzystać z dobrej koniunktury, zaś teraz – gdy wiele wskazuje, że nadchodzi spowolnienie – mają się czego obawiać.

Czy Nowak może wzruszyć ramionami na te dane?

No właśnie, czy ten dane powinny martwić przeciętnego Polaka? W końcu los naszego szefa rzadko spędza nam sen z powiek, prawda? Na wypłaty zawsze musi się znaleźć!

To bardzo złe myślenie! Pamiętajcie, że wasz szef to też człowiek, który także pracuje nie dla idei, ale dla zysków Jeśli tych ostatnich zacznie mu brakować lub zaczną pojawiać się długi, przedsiębiorca zakończy swoją działalność. Przy okazji oczywiście zwalniając Nowaków i Kowalskich.

„Bez problemu znajdę w takiej sytuacji nową pracę” – pomyśli teraz ktoś beztrosko podchodzący do życia. To prawda, ale tylko częściowo. Jeśli liczba upadających firm zacznie rosnąć, „szefowie” nie będzie zatrudniać nowych ludzi, może w ogóle wycofają się z rynku lub przeniosą swoje biznesy do krajów ościennych np. Czech. W globalnej skali doprowadzi to do skoku bezrobocia i ogólnego załamania gospodarczego w Polsce.

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments