W praktycznie każdym podręczniku lub artykule na temat makroekonomii dowiadujemy się, że rezultatem podniesienia stóp procentowych jest spadek aktywności gospodarczej. Pieniądze stają się droższe, ponieważ wzrosły odsetki od ich pożyczenia. Niedobór gotówki hamuje koła kapitalizmu, a schłodzenie gospodarki przekłada się na bessę na giełdzie. To są podstawowe założenia teorii ekonomii. Przewidywanie krachu na rynkach finansowych przychodzi obecnie bardzo łatwo, ponieważ teoria ekonomii jasno wyjaśnia, dlaczego do niego dojdzie i w przeszłości rzeczywiście tak było.
Ponadto, negatywne wiadomości wzbudzają emocje i przyciągają uwagę. Dodanie słowa „krach” lub „katastrofa” do nagłówka artykułu czyni z niego przykładowy „clickbait”. Na rynku od dawna działa wielu proroków apokalipsy, którzy rok co rok regularnie wieszczą koniec świata. A jeśli nie w tym roku, to na pewno w następnym. Niespełnione prognozy bowiem automatycznie zwiększają prawdopodobieństwo, że pewnego dnia się sprawdzą. Prorok apokalipsy będzie wtedy cieszył się swoimi pięcioma minutami sławy, a następnie przez całe swoje medialne życie będzie podkreślał, że raz miał rację. W dzisiejszych czasach w Internecie aż roi się od negatywnych prognoz, co jest raczej logiczne. Duża liczba inwestorów postanowiła nie podejmować ryzyka, wycofać się z rynków i poczekać, aż wysokie stopy procentowe spowodują korektę na rynku. Która jednak nie nadeszła. Po raz kolejny na giełdzie sprawdziła się zasada, że jeśli wszyscy są pewni, że coś się spełni, to tak się nie stanie. Rynki zaskoczyły wszystkich ekspertów i trzymają stały kurs. A dokładniej mówiąc, największe spółki giełdowe chronią rynki przed krachem. Większości firm nie powodzi się dobrze, ale indeksy pozostają na wysokich poziomach i to jest w tej sytuacji najważniejsze. Nie oznacza to jednak, że zmieniły się oczekiwania. Nadal mamy sporo specjalistów z obsesją na punkcie wielkiego krachu.
Harry Dent: w czerwcu nadejdzie bezprecedensowa apokalipsa
Harry Dent jest ekonomistą i założycielem firmy konsultingowej HS Dent Investment Management. Swoje prognozy opiera na super cyklach fal Elliota. Podobnie jak większość zwiastunów apokalipsy, na początku swojej kariery dokonał dwóch udanych prognoz, które na zawsze pozostawiły go w centrum uwagi mediów. W latach 80. przewidział długotrwałą straconą dekadę w Japonii. Z kolei na początku 1990 roku przewidział, że indeks Dow Jones wzrośnie do 10 000 punktów. Jednak następnie dokładność jego prognoz uległa znacznemu spadkowi – w 2000 roku przewidział, że indeks osiągnie 40 000 punktów, do czego nie doszło nawet w 2023 roku. Chociaż Harry Dent skorygował swoje prognozy, mimo to stracił trochę uznania.
Dziś przewiduje, że w połowie czerwca czeka nas poważna katastrofa. Prognozę tę ogłosił na początku maja. Fatalna data tuż-tuż, ale nie wygląda to jeszcze na katastrofę. Zdaniem Denta nie ma to być mały spadek rzędu kilkudziesięciu procent. Indeks NASDAQ powinien stracić 92% wartości, a wartość Bitcoina powinna spaść o 95%. Stoimy w obliczu ostatecznej fali, która zmiecie wszystko na swojej drodze. Indeks NASDAQ powinien wkrótce osiągnąć poziom 8 000 punktów, a inwestorzy zdadzą sobie sprawę, że znajdujemy się w największej bańce od dziesięcioleci. W rezultacie indeks pęknie niczym balonik. Powodem ma być kryzys kredytowy, czyli brak pieniędzy w obiegu. Banki przestaną udzielać pożyczek, a gospodarka, obecnie oparta w USA głównie na pożyczkach z kart kredytowych, załamie się.
Dr Doom oczekuje ogromną stagflację
Tym, którzy śledzą świat finansów od dłuższego czasu, nie trzeba przedstawiać Nouriela Roubiniego, znanego również jako dr Doom. Jego udana i trafna prognoza kryzysu z 2008 roku uczyniła go sławnym. Nie ochroniła go jednak przed dalszymi staraniami prognostycznymi. Zdaniem Robiniego, kolejny wielki kryzys miał nadejść w 2020 roku. Nie stało się tak. Zwolennik dra Dooma mógłby argumentować, że prognoza nie sprawdziła się w wyniku pandemii koronawirusa. Co zatem Roubini sądzi o 2023 roku?
Rok 2023 powinien być rokiem stagflacji. Co to oznacza? System Rezerwy Centralnej nie zdoła zwalczyć inflacji, która pozostanie na wysokim poziomie. Jednocześnie gospodarka będzie już tak zduszona wysokimi stopami procentowymi, że jej wzrost się zatrzyma. To właśnie spadek PKB uniemożliwi dalsze podwyżki stóp, które zahamowałyby inflację. Stagflacja to błędne koło, szczególnie dla banku centralnego. Może być trudna do rozwiązania i zwykle stanowi preludium do większych konfliktów lub kryzysów. I z tym właśnie mamy do czynienia w 2023 roku. Zdaniem Robiniego sytuacja jest jeszcze bardziej złożona, ponieważ oprócz stagflacji ludzkość musi radzić sobie z innymi problemami, takimi jak kryzys klimatyczny czy wzrost znaczenia sztucznej inteligencji, która z czasem zniszczy większość miejsc pracy, powodując „zbędność gatunku homo sapiens”. To właśnie w kontekście tego, co Roubini nazywa mega-zagrożeniami, krach na giełdzie wydaje się być jedynie niewielkim zmartwieniem. Roubini przewiduje również rychły koniec kryptowalut, w tym Bitcoina, które uważa za zmyślny schemat Ponziego.
Nic nie dzieje się z dnia na dzień
Czytając prognozy Denta lub Roubiniego, nietrudno się przestraszyć i naturalnie zacząć myśleć o tym, jak pozbyć się swoich akcji. Nie można to uznać za dobre rozwiązanie, gdyż przyczynimy się w ten sposób do dalszego rozprzestrzeniania się paniki. To prawda, że obaj prognostycy mają rację, iż zacieśnianie polityki pieniężnej prędzej czy później ma konsekwencje na rynek. I w rzeczywistości już na niego wpływa. Ceny akcji rosną tylko w przypadku kilku spółek, takich jak Apple, NVIDIA czy Tesla. Jeśli zaś chodzi o pozostałe 90% spółek notowanych na amerykańskich rynkach akcji, nie można powiedzieć, że 2023 rok był dla nich świetny. Dla nich kryzys jest już rzeczywistością.
Do spadków na rynku nie dochodzi jednak z dnia na dzień. Przed znaczącym krachem rynkowym zawsze jest okres, w którym rynki hamują, aby stłumić jakikolwiek trend wzrostowy. Dopiero potem spadają. Rynek to nie naleśnik, który co chwila obraca się z jednej strony na drugą. Jeśli rynki idą w górę dzięki akcjom wzrostowym, takim jak Apple czy NVIDIA, spadek nie nastąpi. Nie oznacza to jednak, że kryzys nie może nadejść. Korekta o 20% prawdopodobnie byłaby dziś dobra dla zdrowia rynku. A nawet jeśli spadek na rynku byłby jeszcze większy, przypomnijmy sobie, że jeśli jesteśmy inwestorami długoterminowymi, takimi jak Warren Buffett, to właśnie wielkie kryzysy i momenty paniki są świetnymi długoterminowymi okazjami inwestycyjnymi.

