Czy jest sens robienia zakupów na parę tygodni do przodu?

634

Sytuacja na rynku spożywczym w Polsce osiągnęła chyba apogeum szaleństwa. Polacy masowo wykupują towary – najczęściej takie, które mają długie daty spożycia. Powstaje jednak pytanie: czy to ma sens? Ponadto, jak wpłynie na inflację?

Wraz z pojawieniem się w naszym kraju pierwszych chorych na koronawirusa zapanował niepokój. Ten ostatni szybko zamienił się w panikę, gdy kilka dni temu rząd zadecydował o tym, by zamknąć szkoły, kina i teatry. Polacy masowo ruszyli do sklepów. Okazało się, że zaczęli wykupywać mydło w płynie, papier toaletowy (to chyba w szczególności ważne w okresie apokalipsy), konserwy, ryż, makarony i inne tego typu produkty.

Czy to wszystko ma jednak sens?

Przygotowania do końca świata

Spokojnie, nie zamierzam naśmiewać się z osób, które postanowiły się zabezpieczyć na gorsze czasy. Tyle że raczej na tym etapie to… nie ma sensu.

W ramach eksperymentu dziś rano udałem na zakupy do kilku okolicznych supermarketów (Biedronka, Tesco, Kaufland i jeden prywatny sklep spożywczy). Widząc panie rozkładającej towary na półkach w każdy z tych punktów handlowych, udało mi się porozmawiać z nimi na temat zatowarowania i składów magazynów.

Jak nie trudno to sobie wyobrazić (a jednak większość Polaków chyba ma z tym problem) sklepy są dobrze przygotowane na takie sytuacje, jakie obecnie widzimy. Część z nich posiada na zapleczu takie ilości produktów, że mogą obdzielić nimi kilka takich oddziałów szturmowych, które „atakują” je od kilku dni. Mało tego, każda z pań poinformowała mnie, że codziennie do sklepów docierają nowe dostawy.

Dlaczego więc widzimy słynne już puste półki? To proste. Polacy tak tłumnie stawiają się w sklepach, że personel nie daje rady wyciągać produktów z magazynów! Nie oznacza to jednak, że znikły one z rynku! 

Do tego – zgodnie ze słowami przedstawicieli rządu – władze rozmawiają już z krajowymi producentami żywności, by ci w razie potrzeby zwiększyli oni produkcję.

Tak! To chyba najważniejsze! Dużo produktów żywnościowych to produkty polskie. Nawet w razie odcięcia łańcuchów dostaw – co nam na razie nie grozi! – rynek krajowy zadba o nasze żołądki!

Po pierwsze: nie szkodzić!

Krótko mówiąc, nie grozi nam głód. Za rogiem czai się jednak inny przeciwnik, któremu nieświadomie pomagamy. To inflacja. Pamiętajmy, że ta rośnie wraz ze skokiem cyrkulacji pieniądza i popytem na produkty. Już teraz znajduje się ona coraz wyżej celu inflacyjnego NBP. Może więc warto trochę się pohamować, uspokoić i nie robić zapasów żywności tak, jakby groziła nam III wojna światowa?

Przede wszystkim pamiętajmy, że w czasie najlepiej zarażać ludzi… spokojem!

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o