Czy europejski przemysł ograniczy produkcję tej zimy?

Udostępnij

Kryzys energetyczny, który zaczyna już dotykać Europę, może bardzo boleśnie uderzyć w przemysł na całym kontynencie. Nawet w naszym kraju w ustawie o maksymalnych cenach energii znalazł się niepokojący komunikat, że w najbliższym czasie mogą nam grozić deficyty gazu.

W efekcie drastyczne podwyżki cen prądu i gazu zimą lub nawet brak tego drugiego surowca mogą wywołać katastrofalne skutki dla przedsiębiorców z wielu branż, ponieważ nagłe zatrzymanie produkcji w jednym sektorze może uruchomić lawinę problemów w kolejnych.

Przemysł przygotowuje się do ograniczenia produkcji Kryzys energetyczny

Zgodnie z obowiązującymi przepisami w Polsce, odbiorcy przemysłowi, w przeciwieństwie do odbiorców wrażliwych (domów dziecka, szpitali, domów pomocy społecznej, szkół, przedszkoli, żłobków), będą musieli dostosować się do ograniczeń, w tym nawet zaprzestania produkcji, co może zagrozić dalszemu funkcjonowaniu tych firm.

Precedens z sierpnia 2015 r.

Do takiej sytuacji doszło w sierpniu 2015 roku, gdy ze względu na falę upałów wprowadzono dwudziesty, czyli ostatni stopień zasilania. Część elektrowni przestała wówczas pracować na pełnych mocach i po raz pierwszy od niemal trzech dekad konieczne było ograniczenie dostaw prądu do największych przemysłowych odbiorców.

Stopnie zasilania to w praktyce kolejne poziomy ograniczeń w dostawach prądu oraz gazu. Wprowadzenie stopni zasilania to ostateczność, która jest czasami konieczna, aby odciążyć sieci energetyczne i uchronić je od niekontrolowanych wyłączeń, czyli blackoutów. Określa się je w skali liczbowej. 11. stopień ją otwiera, a 20. ją zamyka.

Skutki mogą okazać się tragiczne

Dziś niestety Europa zmaga się z sytuacją niespotykaną w poprzednich latach związaną z przerażającym kryzysem energetycznym, co sprawia, że przedsiębiorstwa na całym Starym Kontynencie muszą przygotować się na skrajnie pesymistyczny scenariusz ograniczenia produkcji.

Każda branża twierdzi natomiast dziś to samo – ograniczenie produkcji może się dla niej skończyć tragicznie. Racjonowanie lub nagłe przerwy w dostawach prądu czy gazu mogą mieć dla nich drastyczne skutki produkcyjno-finansowe. Co gorsza, wprowadzenie kolejnych stopni zasilania może wywołać niebezpieczną lawinę, w kontekście faktu, że gospodarka to system naczyń połączonych.

Które branże są najbardziej narażone na przerwy w dostawach gazu i prądu?

Branża spożywcza Puste półki w sklepie w USA

W pierwszej kolejności należy zwrócić uwagę na branżę spożywczą i przemysł przetwórczy. One nie mogą po prostu wstrzymać produkcji z powodu braku prądu lub gazu i wyłączyć swoich urządzeń, gdyż skutki będą katastrofalne – zwłaszcza dla branży mleczarskiej czy mięsnej.

Warto przypomnieć, że już latem pojawiło się takie poważne zagrożenie, gdy stanęła produkcja w należącej do PKN Orlen firmie Anwil, która jest producentem nawozów azotowych. W efekcie zabrakło wówczas dwutlenku węgla, który jest niezbędny dla branży spożywczej.

W efekcie, gdyby wielkie przedsiębiorstwa przestały produkować żywność w Europie, mielibyśmy do czynienia z pustymi półkami w sklepach. Na taki scenariusz dziś szykują się Niemcy, gdzie problemy z deficytem gazu są jeszcze większe.

Branża budowlana

W kryzysie przez przerwy w dostawach prądu znalazłaby się również branża budowlana. Przy produkcji materiałów budowlanych udział kosztów energii w ogólnym rozrachunku jest bardzo wysoki.

W konsekwencji, w razie ograniczeń budowlanej produkcji może dojść między innymi do kryzysu na rynku cementu. Wtedy całemu sektorowi grozi nie tylko przestój w produkcji, ale także widmo upadłości dla wielu firm.

Branża chemiczna

Rząd ostrzega również, że może zabraknąć wody amoniakalnej, która jest niezbędna do oczyszczania spalin. Jest ona też podstawowym produktem wytwarzanym przez zakłady chemiczne, które są uzależnione od dostaw gazu.

Co gorsza, gdy pojawi się niedobór gazu lub gdy jego cena znów wzrośnie do astronomicznych poziomów, największe zakłady chemiczne będą mogły ograniczyć lub wstrzymać produkcję, co boleśnie odbije się na innych branżach – w tym przede wszystkim spożywczej i farmaceutycznej. Taki scenariusz niestety może wywołać efekt domina w europejskiej gospodarce, w tym nawet zagrożenie bezpieczeństwa żywnościowego.

Branża motoryzacyjna

Kryzys gazowy boleśnie odbija się również na produkcji samochodów. Do niedawna prognozowano, że w ostatnim kwartale bieżącego roku i w 2023 roku co kwartał z europejskich fabryk będzie wyjeżdżało 4-4,5 miliona samochodów rocznie, co oznacza niewielki wzrost w stosunku do kwartałów roku 2022. Jednak wyzwania energetyczne mogą spowodować, że kwartalna produkcja spadnie do poziomu 2,75 miliona, czyli o ponad 1 milion samochodów. Przemysł motoryzacyjny

Dlaczego tak się stanie? Poddostawcy, chcąc ograniczyć zużycie energii mogą zmienić system pracy z tradycyjnego, jedno- czy dwuzmianowego na pracę 24 godziny przez 7 dni w tygodniu i przez 2 tygodnie miesięcznie. Z jednej strony pozwoli to zmniejszyć wydatki na prąd czy ogrzewanie, a z drugiej – uniemożliwi pracę w systemie dostaw just-in-time, czyli takim, gdy komponenty dostarczane są praktycznie wprost na taśmę montażową, a nie pochodzą z zapasów magazynowych.

Ponadto mogą się pojawić duże problemy ze strony zakładów energochłonnych, przez co w przypadku motoryzacji rozumieć należy huty stali, dostarczające blachy nadwozia. Ich koszt funkcjonowania może być na tyle duży, że one także będą zmuszone do ograniczenia lub nawet wstrzymania działalności.

Jakub Bandura
Jakub Bandura
Redaktor portalu PortfelPolaka.pl. Wiedzę z zakresu rynków finansowych i inwestowania zgłębiał na studiach ekonomicznych. Trader rynku OTC i Forex preferujący handel krótkoterminowy. Entuzjasta statystyki oraz analizy technicznej instrumentów finansowych.

Najnowsze

Zobacz również