Po napięciach między Unią Europejską a Rosją, w następstwie rosyjskiej agresji na Ukrainę w 2014 roku, Unia Europejska dążyła do zmniejszenia swojej zależności od importu rosyjskiego gazu ziemnego. Nie zmienia to jednak faktu, że Rosja nadal dostarcza 38% gazu zużywanego w Unii Europejskiej. W obliczu narastającej groźby kolejnej rosyjskiej inwazji na Ukrainę zarówno Komisja Europejska, jak i Stany Zjednoczone rozważają plany awaryjne na wypadek dalszej redukcji lub całkowitego wstrzymania dostaw rosyjskiego gazu do Unii Europejskiej.
Czy jednak dziś Europa poradziłaby sobie bez dostaw gazu ziemnego z Rosji? Czy z kolei w przyszłości taka niezależność wydaje się realna? Przekonamy się poniżej:
Sytuacja na europejskim rynku gazu obecnie 
Kryzys energetyczny i niskie zapełnienie magazynów z gazem
Na początku 2022 roku sytuacja na europejskim rynku gazu była naprawdę trudna. Sytuację uratowały jednak trzy główne czynniki. Po pierwsze, nastąpił silny wzrost importu skroplonego gazu ziemnego (LNG): 80 terawatogodzin (TWh) w ciągu pierwszych 24 dni stycznia 2022 roku, w porównaniu z 60 TWh w pierwsze 24 dni grudnia 2021 roku. Po drugie, tegoroczna zima jest łagodniejsza niż prognozowali meteorolodzy. Po trzecie Rosja, choć ograniczyła eksport do krajów Unii Europejskiej, kontynuowała dostawy w wysokości 1,74 miliarda metrów sześciennych na tydzień.
W rezultacie, w dniu 24 stycznia 2022 roku stany magazynowe były zapełnione w 42%. Co ważne, o tej samej porze w latach 2015-2020 zawsze ich zapełnienie wynosiło 56%. Jeżeli jednak nastąpi dalsza redukcja dostaw gazu z Rosji lub w najgorszym przypadku ich całkowite wstrzymanie w sytuacji wojny Rosji z Ukrainą, konieczne będzie dostosowanie po stronie popytu w celu zmniejszenia zależności od gazu, a nie tylko zastępowania rosyjskiego gazu importem z innych kierunków. Czy jednak dziś Europa poradziłaby sobie w takiej sytuacji?
Potencjalna sytuacja Europy bez rosyjskiego gazu w krótkiej perspektywie
Okazuje się, że w krótkiej perspektywie Unia Europejska jako całość prawdopodobnie byłaby w stanie przetrwać dramatyczne zakłócenia w imporcie rosyjskiego gazu, zwiększając alternatywny import, w tym import gazu skroplonego. Niektóre kraje mogą jednak poważnie odczuć zmniejszenie dostaw. Do awaryjnej sytuacji nie jest bowiem przystosowany europejski system gazociągów. Na przykład Hiszpania i Portugalia mają zdolność importu gazu skroplonego w wysokości 40 terawatogodzin miesięcznie, a zużywają tylko 30 TWh. Niestety, nadmiar ten nie może być przesłany do innych krajów, gdyż istniejące rurociągi pozwalają na maksymalny przesył 5 TWh miesięcznie.
Problemy Niemiec
To nie jedyny problem europejskiej infrastruktury gazociągowej. Gaz skroplony importują bowiem 23 kraje Starego Kontynentu. Co najważniejsze, nie ma wśród nich największej unijnej gospodarki – Niemiec. Za rządów kanclerz Angeli Merkel zaniedbano dywersyfikację źródeł dostaw gazu. Dlatego dziś nasi zachodni sąsiedzi nie dysponują ani jednym terminalem LNG. Z kolei, system rurociągów w Europie Środkowej i Wschodniej jest dostosowany do importu gazu ze Wschodu do odbiorców końcowych.
Duża zdolność produkcyjna terminali
Z drugiej strony, eksperci twierdzą, że terminali, w których gaz skroplony jest przywracany do postaci gazowej, mimo wszystko jest w Unii Europejskiej, Norwegii i Wielkiej Brytanii wystarczająco dużo, a także mają one dość pojemności, by zaopatrywać także Niemców. Istotne terminale, oprócz Norwegii i Wielkiej Brytanii, znajdują się również we Francji, Włoszech, Holandii, Belgii czy Polsce. Ich łączne zdolności produkcyjne to około 240 miliardów metrów sześciennych gazu rocznie. W 2020 roku Europa kupiła za granicą 326 miliardów metrów sześciennych gazu, z czego 115 miliardów stanowił gaz skroplony. Dla porównania eksport Gazpromu do Unii Europejskiej w ubiegłym roku wyniósł 146 miliardów metrów sześciennych. To wielkość o 40% mniejsza niż wynosi wyżej opisana przepustowość istniejących i pracujących gazociągów.
Ryzyko polityczne
Istnieje tutaj jednak również ryzyko polityczne. Otóż kraje, które znalazłyby się w lepszej sytuacji, mogłyby nie chcieć dzielić się ograniczonymi zasobami gazu z krajami znajdującymi się w sytuacji gorszej.
USA pomoże? 
Okazuje się jednak, że przy ewentualnej rosyjskiej inwazji na Ukrainie, istnieje jeszcze jedno kluczowe rozwiązanie. Otóż, Biały Dom prowadzi obecnie rozmowy z firmami i krajami dostarczającymi gaz skroplony i gaz rurociągowy na temat ewentualnego przekierowania dostaw do Europy w przypadku rosyjskiej inwazji na Ukrainę.
Amerykanie nie wskazują konkretnych krajów czy firm, z którymi prowadzono negocjacje, ale eksperci typują głównych graczy na rynku gazu skroplonego – amerykańskie firmy pracujące z gazem łupkowym czy największego eksportera LNG na świecie, czyli Katar. Z emirem Kataru prezydent USA spotkał się 31 stycznia w Waszyngtonie. W grę wchodzą również kraje Afryki, jak Algieria, Angola i Nigeria, oraz producenci LNG z Azji i Pacyfiku, jak Australia czy Malezja.
Brak odpowiednich zdolności produkcyjnych w Afryce i krajach arabskich
Amerykański plan ma niestety jeden słaby punkt. Są nim ograniczone możliwości produkcyjne firm spoza Rosji. Już dziś światowi producenci gazu skroplonego pracują na maksymalnych obrotach. Agencja Reuters twierdzi, że producenci poinformowali Biały Dom, iż światowe dostawy gazu są ograniczone i ewentualne nadwyżki nie zdołają zastąpić tak dużych ilości gazu z Rosji.
Co z amerykańskimi producentami?
Niewiadomą pozostają jednak amerykańscy producenci. W czasie boomu łupkowego ich produkcja strąciła Rosję z fotela gazowego lidera i tak pozostało do dziś. Od 2014 roku, kiedy Barack Obama odblokował eksport gazu, przybyło także w USA terminali. Gdyby cały amerykański gaz eksportowy – 70 miliardów metrów sześciennych skierowany został do Europy, to Stary Kontynent mógłby bez większych problemów poradzić sobie bez rosyjskiego surowca.
Czy niezależność Europy od rosyjskiego gazu w przyszłości jest możliwa do osiągnięcia?
Warto jeszcze przeanalizować tę sytuację pod innym kątem. Otóż, zmniejszenie importu gazu z Rosji oraz poprawa dostępu do alternatywnych źródeł energii przysłuży się nie tylko Europie, ale także klimatowi. Oznacza to bowiem dalsze inwestycje w magazynowanie gazu, przyspieszenie przechodzenia na energię odnawialną oraz zwiększenie wykorzystania energii atomowej. Poprzez większą koordynację wspólnej polityki w ramach UE, europejskie narody mogą stworzyć bardziej zrównoważony sektor energii oraz zapobiec temu, aby prezydent Rosji Władimir Putin mógł w przyszłości znów wykorzystywać energię jako broń służącą podziałowi Unii Europejskiej.
Konieczne szybsze przejście na odnawialne źródła energii
Europejskie rządy powinny zatem przyspieszyć przechodzenie na czyste źródła energii. Pogłębienie istniejących propozycji Unii Europejskiej, aby zwiększyć wykorzystanie bezemisyjnego wodoru mogłoby pomóc krajom oraz firmom przemysłowym odejść od gazu. Podobny efekt dałaby poprawa możliwości magazynowania energii pochodzącej ze źródeł odnawialnych.
Energia atomowa kluczem do niezależności 
Nie zmienia to jednak faktu, iż jak zauważyły kraje takie jak Francja, Holandia i Wielka Brytania, poprawa europejskiej niezależności energetycznej, nie wspominając już o celach klimatycznych, po prostu nie będzie w przyszłości możliwa bez istotnych inwestycji w energię atomową. Energia nuklearna jest dziś częścią planów Polski, aby dzięki niej wycofać się z węgla. Atom mógłby pomóc w tym także innym krajom. Przywódcy w takich krajach jak Niemcy, gdzie atom budzi sceptycyzm w społeczeństwie, powinni zatem robić więcej, aby rozwiać wątpliwości dotyczące ryzyka i kosztów energetycznych atomu, szczególnie, że dostępne stają się małe reaktory atomowe.
Z powyższego wynika, Europa co prawda nie złamie swojego uzależnienia do rosyjskiego gazu z dnia na dzień, ale w krótkim terminie może sobie z takim kryzysem poradzić. Natomiast, aby przetrwać w długoletniej perspektywie, niezbędne jest podjęcie działań o znacznie szerszym zakresie. W efekcie, jedynie poprzez przyjęcie skoordynowanej strategii dywersyfikacji źródeł energii, europejscy przywódcy mogą zmniejszyć zarówno podatność Europy na zakłócenia w dostawach gazu, jak i zdolność Władimira Putina do szantażowania Unii Europejskiej.



