Czas decyzji, czas zaskoczeń?

Udostępnij

Internetowy KantorJuż dziś poznamy decyzję Rady Polityki Pieniężnej. W Polsce nikt nie oczekuje zaskoczenia w ruchu na stopach, ale Australijczycy pokazali, że działania bankierów centralnych nie muszą być przewidywalne. Czy inwestorzy zaczną zwracać uwagę na coraz bardziej niepokojące dane makro, czy może już dyskontują przyszłe odbicie?

EUR/PLN na 2-letnich minimach

Z powodu długiego weekendu już dziś poznamy decyzję RPP odnośnie do stóp procentowych. Oczekiwania są jasne, Rada utrzyma koszt pieniądza na niezmienionym poziomie. Warto będzie jednak wczytać się w komunikat po posiedzeniu, a już szczególnie (jak zawsze) wsłuchać się w słowa prezesa NBP na jutrzejszej konferencji. Jeżeli sugestie o zbliżającym się początku cyklu obniżek będą coraz mocniejsze, to scenariusz ruchu na stopach przed końcem roku (a raczej już przed wyborami parlamentarnymi) stanie się realny. W teorii powinno to działać obciążająco na złotego, ale skoro rynek nie wyklucza jesienią ruchu w dół na stopach w USA, to PLN może w takim układzie nie odpuszczać. Co zresztą robi już od kilku miesięcy i to często wbrew przeciwnościom. Mimo wciąż względnej siły dolara na szerokim rynku (kurs EUR/USD utrzymuje się w pobliżu 1,07$), rodzima waluta osiąga świetne rezultaty. Kurs euro musnął 4,47 zł, ustanawiając tym samym dwuletnie minima. Co dalej z naszym orłem? Można założyć, że kluczowy będzie rynkowy sentyment, który w ostatnich dniach pchał kapitał w kierunku walut EM (Emerging Markets – rynki wschodzące) i parkietów giełdowych. Kluczowe dla nastrojów będą oczywiście przyszłotygodniowe posiedzenia FOMC i EBC. Natomiast warto z tyłu głowy mieć fakt, że złoty jeszcze nie napotkał korekty z prawdziwego zdarzenia dla swojej kilkumiesięcznej aprecjacji. Kiedy takowa rzeczywiście nadejdzie, to może być bolesna.

Australijczycy zaskakują

U nas władza monetarna nie zaskakuje decyzjami (chociaż potrafi zaskakiwać w każdy inny sposób) już od jakiegoś czasu, ale to nie znaczy, że wszyscy bankierzy centralni są tak przewidywalni. RBA (Reserve Bank of Australia) po raz drugi z rzędu podwyższył stopy procentowe o 25 pb przy rynkowych oczekiwaniach wobec braku ruchu. Tym samym główna stopa znalazła się na poziomie 4,1%, czyli najwyżej od 11 lat. Pokazuje to determinację tamtejszych decydentów we wprowadzeniu inflacji (sięgającej obecnie prawie 7% przy celu na 2-3%) na trwałą ścieżkę spadkową. Taka gra bankierów centralnych z rynkami ma swoje plusy, pozycja australijczyka w trakcie wtorkowej sesji gwałtownie się poprawiła, a kurs AUD/PLN zbliża się do 2,80 zł, czyli lokalnych maksimów sprzed 2 tygodni. Niestety zbyt dużo niespodzianek podkopuje zaufanie do władzy monetarnej i kapitał ostatecznie może zacząć się ewakuować z aktywa, którego perspektywy są coraz mniej klarowne.

Najgorsze już za nami, czy jeszcze przed?

Chociaż niektóre wskaźniki (np. usługowe PMI) starają się utrzymywać nas w nadziei na płytkie spowolnienie gospodarcze, to coraz więcej istotnych danych może wprowadzać pewien niepokój i powstrzymywać byki przed dalszym rajdem. Wczorajsze odczyty o niemieckiej wymianie handlowej wpisują się w mniej optymistyczny scenariusz. Co prawda wartość kwietniowego eksportu w ujęciu miesięcznym poszła w górę o 1,2% (oczekiwania -2,5%), ale za to wartość importu spadła o 1,7%, czyli zdecydowanie mocniej od konsensusu (-1%). Może to wskazywać, że największa unijna gospodarka ma jeszcze zapasy produktów, które może wysłać za granicę, ale zmniejsza produkcyjne zapotrzebowanie na najbliższe kwartały. Zgadzałoby się to ze słabymi przemysłowymi PMI, które sugerują negatywne perspektywy w nadchodzących miesiącach. Oczywiście bardzo rzadko na rynkach i w świecie mamy sytuacje zero-jedynkowe, dlatego dzisiejsze odczyty mogą wlać trochę więcej dobrej energii. Zamówienia w fabrykach za Odrą obniżyły się zaledwie o 0,4% (oczekiwania -2,2%, poprzednio -10,9%) miesiąc do miesiąca, a sprzedaż detaliczna w strefie euro spadła o 2,6%, gdy analitycy spodziewali się -3,1% (poprzednio było to -3,8% w ujęciu rocznym). Znamienne, że mówimy o spadkach w pozytywnym kontekście. To najlepiej pokazuje, w jakim miejscu znajduje się obecnie europejska i globalna gospodarka.

Adam Fuchs, analityk walutowy InternetowyKantor.pl

Najnowsze

Zobacz również