„Czarna śmierć”: koronawirus średniowiecza

1191

Koronawirus – jak wiele na to wskazuje – przewróci nasz świat do góry nogami. Okazał się tzw. czarnym łabędziem, czymś, co zaskoczyło wszystkich wkoło i zarazem zmieniło bieg historii. Warto jednak zaznaczyć, że nie jest to pierwszy taki przypadek w dziejach świata. Choć dziś nikt z nas nie może pamiętać „czarnej śmierci”, analiza historii XIV-wiecznej Europy prowadzi nas do zaskakujących wniosków: dżuma także zmieniła losy naszego świata, zaś politycy – co jest jeszcze bardziej makabryczno-zabawne – starali się walczyć z nią w podobny sposób, co ich dzisiejsi odpowiednicy.

Europa – wielki rozwój

By lepiej zrozumieć wpływ „czarnej śmierci”, czyli dżumy, na bieg historii, zauważmy, że Europa w stuleciach poprzedzających epidemię zaczęła wychodzić z zapaści, jaką zapoczątkował upadek Imperium Rzymskiego.

średniowiecze, rycerz, historia, dżumaWe wczesnym średniowieczu miasta na północy kontynentu opustoszały. Sytuacja w pozostałej części Europu wyglądała lepiej, ale i tak daleko było jej od dawnej świetności. Koniunktura zaczęła poprawiać się dopiero za sprawą rozwoju miast portowych i handlu, a także krucjat, które rozpoczęły się na dobrą sprawę w XII w.

Z czasem pod kątem gospodarki doszło do swoistego podziału produkcji. Przykładowo w XII w. tereny dzisiejszej Francji słynęły z produkcji wina, zaś Anglii wełny. Północ zapewniała zaś reszcie kontynentu solone ryby. W Wenecji czy Genui funkcjonowały już pierwsze prymitywny banki, konieczne z powodu różnorodności monet i walut.

W każdym razie w związku z rozwojem gospodarczym nastąpił rozkwit miast i przyrost ludności. Wszystko szło w dobrym kierunku…

Czarna śmierć atakuje

Z pewnością znacie takich ludzi. Tych, którzy twierdzą, że jak coś idzie zbyt długo dobrze, wcześniej czy później wszystko musi się… no właśnie, sami wiecie…

Ogólnie jako ludzie nie specjalnie lubimy czarnowidzów. Choćby w starożytności los posłańców, którzy przynosili wkurzające władcę wieści kończyli mniej więcej tak:

Dziś nie jest lepiej, choć czasy się zmieniły i potem owi „czarnowidze” – gdy ich straszne wizje się sprawdzą – sprzedają tony książek i inkasuje spore sumki za wykłady. Tylko temu, bo „przewidzieli kryzys”.

Do rzeczy jednak. Zapewne w XIV w. można było spotkać poprzedników Nouriela Roubiniego, którzy wieszczyli, że tuż za rogiem czai się zaraza, która zmiecie z powierzchni ziemi połowę mieszkańców Europy. Możliwe, że tak było…

W każdym razie w 1348 r. do „naszego” świata przywędrowała dżuma dymienicza, czyli tzw. „czarna śmierć”. Skąd? Tu mamy pierwszą zbieżność pomiędzy tym, co doświadczamy teraz. Otóż choroba miała swoje „korzenie” w Azji. W połowie XIV w. rozprzestrzeniła się wzdłuż szlaków handlowych. Dziś koronawirus zawdzięcza zapewne swój tour po świecie turystyce i biznesowi.

Dżuma spustoszyła całą Europę: od Sycylii po Norwegię, od Moskwy po Islandię. W części miast wymarła połowa mieszkańców. Liczba ludności na całym kontynencie spadła o 30 proc. Mało tego – TERAZ UWAGA, nie chcemy, byście nie mogli zasnąć przez najbliższe noce, więc zaznaczamy: teraz  INFORMACJA DLA LUDZI O MOCNYCH NERWACH – dżuma przekształciła się w chorobę endemiczną i powracała do Europy co 10-15 lat już do końca stulecia.

Historyk-amator powiedziałby wam w tej chwili, że dżuma doprowadziła do katastrofy gospodarczej w Europie. Jest to prawda, ale… też nie do końca. O co chodzi?

Dżuma przyspieszyła nieuniknione?

Możemy założyć, że z dżumą było jak z koronawirusem. Dziś wielu podkreśla, że to on rozpoczął obecny kryzys gospodarczy. Wnikliwy obserwator rynku wie jednak, że pierwsze symptomy tego, że czeka nas recesja były widoczne już wcześniej.

Podobnie mogło być z naszą antybohaterką tego artykułu. Pod koniec XIII w. ludność Europy i ogólny przyrost demograficzny zaczął spadać. Na początku kolejnego stulecia pojawiły się pierwsze powody kryzysu – nieurodzaje i klęski głodu. Wielkie głód dopadł w latach 1315-1317 północną część kontynentu i Ruś. Do tego zmienił się klimat. Zimy stały się dłuższe i wilgotniejsze. Anglia doświadczyła kryzysu związanego z upadkiem rynku winorośli, Norwegia problemów z dojrzewaniem zboża.

Efektem zmian klimatycznych i wszystkiego opisanego powyżej był skok cen. Z kolei nadal wysoki poziom ludności implikował niskie płace. To zaś przekładało się w bunty społeczne i niepokoje, co nie sprzyjało rozwojowi gospodarki.

Epidemia tylko zaogniła to wszystko. Wraz ze spadkiem liczby ludności w miastach (to tam najczęściej wybuchały ogniska zachorowań) obniżył się popyt na zboże i inne produkty żywnościowe. Z powodu braku rąk do pracy, płace z kolei wzrosły.

I teraz najlepsze: jak na to reagowali władcy? Wprowadzili płace kontrole płac. To doprowadziło do wybuchów buntu wśród pracowników najemnych. Te miały miejsce niemal w całej Europie! Nietrudno wyobrazić sobie ówczesnego Karola Marksa, który staje na podium i wzywa masy pracujące do nieposłuszeństwa. Te nie buntowały się jednak tylko z powodu kontroli płac, ale też dlatego, że ich warunki życia znaczenie się pogorszyły.

Kryzys to szansa?

koronawirus, epidemiaOkazało się, że kryzys doprowadził do pewnych zmian społecznych. Elita ustąpiła w części postulatów chłopom pańszczyźnianym, a poziom życia tych drugich wzrósł. Wynikało to jednak głównie ze spadku liczby osób, które mogą pracować.

Inaczej sprawy miały się tymczasem w Europie Wschodniej, w tym w Polsce, która wtedy była rządzona przez Kazimierza Wielkiego. Dżuma nie uderzyła w nasz kraj tak mocno, jak w zachodnich bliższych i dalszych sąsiadów. Uratowała nas słabsza gęstość zaludnienia. Z jednej strony więc okazaliśmy się „zieloną wyspą”, ale z drugiej sytuacja ta nie doprowadziła – jak w Europie Zachodniej – do zmiany położenia chłopów. Przynajmniej w tym okresie.

Czego uczy nas historia?

Teraz najważniejsze: czego uczy nas historia dżumy? Po pierwsze pokazuje, że pewne katastrofy naturalne (o ile tak można określić epidemię) nie prowadzą w prostej drodze do kryzysu. Są raczej dolaniem oliwy do ognia, w sytuacji, gdy ten już się lekko tli. Dziś choć politycy będą starali się wmówić wszystkim, że kryzys gospodarczy zapoczątkowała epidemia koronawirusa mijają się z prawdą. Ten i tak by nadszedł, ale wirus z Wuhan tylko dodatkowo go napędził. To samo tyczy się konfliktów politycznych i gospodarczych. Te istniały, nabierały na sile, zaś covid-19 jedynie je przyspieszył i zaognił.

Ponadto zauważcie, że interwencje polityków w średniowieczną gospodarkę doprowadziły do dalszych problemów, tym razem natury społecznej. Oczywiście dziś rynek wygląda zgoła inaczej niż w XIV w., ale powstaje pytanie, czy wszelkie pomysły rządów pokroju tarczy antykryzysowej faktycznie pomogą nam wyjść z recesji, czy też nie okażą się dodatkowym obciążeniem. To jednak temat na osobny artykuł.

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments