W ostatnim czasie powrócił temat bezwarunkowego dochodu podstawowego (UBI). Politycy uważają, że czas po pandemii to okres, gdy państwa powinny w tym kierunku przereformować swoją politykę socjalną. Prof. Krzysztof Piech zauważa, że pomysł, choć pozornie może wyglądać obiecująco, ma swoje ciemne strony.
Praca? A po co to?
Kto z nas nie chciałby mieć pasywnego dochodu!? Tylko mała część społeczeństwa może sobie na to pozwolić i to nierzadko po wielu latach ciężkiej pracy i inwestowania w różne aktywa np. nieruchomości. Bezwarunkowy dochód podstawowy to zaś idea, zgodnie z którą państwo wypłaca każdemu pewną kwotę pieniędzy i to niezależnie, czy dana osoba pracuje, czy też nie.
– To niespecjalnie dobrze będzie wypływało na zachęcanie ludzi do pracy – tłumaczu na łamach NaTemat.pl prof. Piech. – Wyobraźmy sobie człowieka, który nauczy się żyć bez pracy i uzna, że nie musi pracować, bo to minimum egzystencji mu wystarcza. Problem z takim podejściem nie polega tylko na tym, że utrwala się bezrobocie. Wpływa się także na postawy dzieci wychowywanych w rodzinach, w których obie osoby są bezrobotne.
Nie mówimy już dziś tylko o teorii. W np. w Hiszpanii, Niemczech, Danii, Wielkiej Brytanii, Belgii, USA, Japonii, Malezji, Irlandii, Włoszech czy Korei Płd. wprowadzono już elementy tego typu programów lub prowadzi się rozmowy dot. skierowania polityki socjalnej w tego typu rejony.
Tylko dla bogatych
Elon Musk zwolennikiem UBI?
Co może się wydać zaskakujące, zwolennikiem UBI w świecie przyszłości jest jednak miliarder i twórca Tesli Elon Musk. Już nie raz pokazał, że potrafi wybiegać swoimi wizjami mocno w przyszłość. Teraz wskazuje na problemy rynku pracy, których przezwyciężenie będzie wymagało właśnie zagwarantowania rzeszy członków społeczeństwa stałych i pewnych zarobków. Powód? Po prostu nie będą oni przydatni na rynku.
– Myślę, że w końcu będziemy musieli mieć dochód podstawowy. To będzie konieczność. Będzie coraz mniej zawodów i pracy, którą człowiek będzie w stanie wykonać lepiej niż maszyna. Chciałbym pokreślić, że to nie jest coś, o czym marzę. Po prostu wydaje mi się, że to w którymś momencie nastąpi. Automatyzacja zmieni wiele, niemal wszystko będzie bardzo tanie – prognozuje miliarder.
Jego słowa mają pewien sens. Historia pokazuje jednak coś innego. W czasie rewolucji przemysłowej ludzie protestowali przeciwko budowie pierwszym maszyn. W Wielkiej Brytanii na znaczeniu zyskał luddyzm, czyli ruch osób, które niszczyły maszyny. Zjawisko przybrało na sile do tego stopnia, że parlament brytyjski uchwalił w 1812 ustawę Frame-Breaking Act, według której niszczenie maszyn stało się przestępstwem zagrożonym karą śmierci. Ostatecznie okazało się jednak, że rynek wykształcił nowe zawody i świat wszedł w nową epokę dobrobytu zakończoną dopiero po 100 latach I wojną światową. Możliwe, że teraz będzie podobnie…

