Polski ekonomista krytykuje bezwarunkowy dochód podstawowy

271

W ostatnim czasie powrócił temat bezwarunkowego dochodu podstawowego (UBI). Politycy uważają, że czas po pandemii to okres, gdy państwa powinny w tym kierunku przereformować swoją politykę socjalną. Prof. Krzysztof Piech zauważa, że pomysł, choć pozornie może wyglądać obiecująco, ma swoje ciemne strony.

Praca? A po co to?

Kto z nas nie chciałby mieć pasywnego dochodu!? Tylko mała część społeczeństwa może sobie na to pozwolić i to nierzadko po wielu latach ciężkiej pracy i inwestowania w różne aktywa np. nieruchomości. Bezwarunkowy dochód podstawowy to zaś idea, zgodnie z którą państwo wypłaca każdemu pewną kwotę pieniędzy i to niezależnie, czy dana osoba pracuje, czy też nie.

To niespecjalnie dobrze będzie wypływało na zachęcanie ludzi do pracy – tłumaczu na łamach NaTemat.pl prof. Piech. – Wyobraźmy sobie człowieka, który nauczy się żyć bez pracy i uzna, że nie musi pracować, bo to minimum egzystencji mu wystarcza. Problem z takim podejściem nie polega tylko na tym, że utrwala się bezrobocie. Wpływa się także na postawy dzieci wychowywanych w rodzinach, w których obie osoby są bezrobotne. 

Nie mówimy już dziś tylko o teorii. W np. w Hiszpanii, Niemczech, Danii, Wielkiej Brytanii, Belgii, USA, Japonii, Malezji, Irlandii, Włoszech czy Korei Płd. wprowadzono już elementy tego typu programów lub prowadzi się rozmowy dot. skierowania polityki socjalnej w tego typu rejony.

Tylko dla bogatych

Prof. Piech podkreśla, że takie pomysły są realne, ale też w formie jedynie testu, tylko w krajach zamożnych.
To eksperyment osiągalny tylko dla bogatych i tych, którzy zgromadzili odpowiednio dużą nadwyżkę budżetową na trudne czasy. Dla nich UBI będzie furtką na czas kryzysu popytowego. Być może skuteczną na teraz, co nie oznacza, że problem nie pojawi się później – tłumaczy.
Wskazuje jednak dalej na negatywne skutki UBI.
Co będzie, gdy społeczeństwo przyzwyczai się do czegoś, co było zasiłkiem tylko na czas bezrobocia? Co będzie, gdy przyjdzie wreszcie dobra koniunktura i ludzie nie zrezygnują tak łatwo z gwarantowanego dochodu? Odpowiedzi zdają się proste. W państwach, które teraz zdecydują się na wprowadzenia jakiegoś rodzaju UBI, razem z ustaniem kryzysu pojawi się szereg negatywnych zjawisk, takich jak histereza bezrobocia – mówi.

Elon Musk zwolennikiem UBI?

Co może się wydać zaskakujące, zwolennikiem UBI w świecie przyszłości jest jednak miliarder i twórca Tesli Elon Musk. Już nie raz pokazał, że potrafi wybiegać swoimi wizjami mocno w przyszłość. Teraz wskazuje na problemy rynku pracy, których przezwyciężenie będzie wymagało właśnie zagwarantowania rzeszy członków społeczeństwa stałych i pewnych zarobków. Powód? Po prostu nie będą oni przydatni na rynku.

– Myślę, że w końcu będziemy musieli mieć dochód podstawowy. To będzie konieczność. Będzie coraz mniej zawodów i pracy, którą człowiek będzie w stanie wykonać lepiej niż maszyna. Chciałbym pokreślić, że to nie jest coś, o czym marzę. Po prostu wydaje mi się, że to w którymś momencie nastąpi. Automatyzacja zmieni wiele, niemal wszystko będzie bardzo tanie – prognozuje miliarder.

Jego słowa mają pewien sens. Historia pokazuje jednak coś innego. W czasie rewolucji przemysłowej ludzie protestowali przeciwko budowie pierwszym maszyn. W Wielkiej Brytanii na znaczeniu zyskał luddyzm, czyli ruch osób, które niszczyły maszyny. Zjawisko przybrało na sile do tego stopnia, że parlament brytyjski uchwalił w 1812 ustawę Frame-Breaking Act, według której niszczenie maszyn stało się przestępstwem zagrożonym karą śmierci. Ostatecznie okazało się jednak, że rynek wykształcił nowe zawody i świat wszedł w nową epokę dobrobytu zakończoną dopiero po 100 latach I wojną światową. Możliwe, że teraz będzie podobnie…

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments