Polacy zarabiają coraz lepiej! Czy jednak stać nas na coraz więcej?

346

Główny Urząd Statystyczny (GUS) opublikował w środę, 19 lutego 2020 r. raport, z którego wynika, że przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło w styczniu br. w stosunku do stycznia 2019 r. o 1,1% do 6 440,9 tys., a przeciętne miesięczne wynagrodzenie uplasowało się na poziomie 5 282,80 zł, co stanowi wzrost o 7,1% w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego. Czy to oznacza, że Polakom wiedzie się coraz lepiej?

Wynagrodzenia rosną najszybciej od lipca 2019 r.

W raporcie GUS przeczytać możemy, że w styczniu br. przeciętne miesięczne wynagrodzenie, w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku, wzrosło we wszystkich sekcjach PKD od 1,5% w sekcji „Górnictwo i wydobywanie” do 11,6% w sekcji „Pozostała działalność usługowa”, co dało ogółem wzrost w sektorze przedsiębiorstw o 7,1%.

Wynik ten nie bierze oczywiście pod uwagę poziomu wynagrodzeń wszystkich zatrudnionych, lecz dotyczy jedynie podmiotów, w których liczba pracujących przekracza 9 osób.

Warto w tym miejscu zwrócić także uwagę, że minimalne wynagrodzenie za pracę wzrosło w 2020 r. o 350 zł do 2 600 zł, co stanowi 15,6 proc. w stosunku do 2 250 zł w 2019 roku. Okazuje się więc, że za wzrost w przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia o 7,1% w największym stopniu odpowiedzialny był wzrost płacy minimalnej, podczas gdy wynagrodzenia osób zarabiających w 2019 r. powyżej 2 250 zł nie uległy w styczniu br. aż tak znacznej zmianie.

Dość łatwo dojść można zatem do wniosku, że zakładanych przez rząd Prawa i Sprawiedliwości model dochodzenia do płacy minimalnej w wysokości 3000 zł pod koniec roku i aż 4000 zł w 2023 r. z dużym prawdopodobieństwem nie tylko przyczyni się do wzrostu bezrobocia i powiększenia szarej strefy, lecz również zminimalizowania różnic płacowych między osobami na wyższych i niższych stanowiskach.

W praktyce może to więc oznaczać, że o ile osoby zarabiające najmniej faktycznie odczują dodatkowy zastrzyk gotówki w swoich portfelach, o tyle osoby na wyższych stanowiskach i z lepszymi pensjami dotknąć może realny spadek wartości ich wynagrodzeń. Przypomnijmy bowiem, że wzrost kosztów pracy spowodowany m.in. ponad 15-procentową podwyżką płacy minimalnej, czy wyższymi cenami za energię elektryczną w dużej mierze przyczynił się także do wzrostu inflacji.

Ceny dóbr i usług rosną najszybciej od czerwca 2011 r.

Z opublikowanego w miniony piątek raportu Głównego Urzędu Statystycznego wynika bowiem, że ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosły w styczniu 2020 r. w porównaniu ze styczniem 2019 r. aż o 4,4%, co jest największym wzrostem od czerwca 2011 r., kiedy to ceny rosły w tempie 4,6%. Oznacza to, że w styczniu 2020 r. wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych znajdował się aż o 0,9 p. proc. powyżej górnej granicy odchyleń od celu inflacyjnego określonego przez Radę Polityki Pieniężnej (2,5% +/- 1 p. proc.).

Jakby tego było mało, Biuro Inwestycji i Cykli Ekonomicznych (BIEC) poinformowało, że Wskaźnik Przyszłej Inflacji (WPI), prognozujący z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem kierunek zmian cen towarów i usług konsumpcyjnych w lutym 2020 r. wzrósł o 0,8 punktu. Był to trzeci z kolei i jak dotychczas najsilniejszy wzrost wskaźnika. Decydującymi czynnikami odpowiadającymi za tę tendencję jest znaczne nasilenie obaw zarówno konsumentów, jak i przedstawicieli biznesu o wzrost inflacji.

W raporcie przeczytać możemy, że przewaga odsetka firm planujących podwyżki nad odsetkiem firm zamierzających obniżyć ceny sięgnęła w styczniu br. 20 punktów procentowych (w grudniu 2019 r. przewaga ta wynosiła ok. 13 p. proc. a w listopadzie 2019 r. zaledwie 8 p. proc.).

Wynagrodzenia rosną szybciej niż inflacja.
Czy aby na pewno?

Ktoś może w tym miejscu zwrócić uwagę, że niepotrzebnie siejemy panikę, bo przecież wynagrodzenia w dalszym ciągu rosną szybciej niż inflacja. Okazuje się jednak, że tak samo jak wzrost przeciętnego wynagrodzenia na poziomie 7,1% nie oznacza, ża pensje wszystkich Polaków wzrosły o 7,1%, tak samo wzrost inflacji nie oznacza, że koszty życia wzrosły w ciągu roku o 4,4%. Oba wskaźniki obrazują bowiem jakąś średnią.

O ile nie znamy jeszcze pełnych danych dot. wzrostu (bądź spadku) cen poszczególnych dóbr i usług w styczniu 2020 r., o tyle na potrzeby przykładu możemy posłużyć się danymi za grudzień 2019 roku. Z raportów GUS wynika, że wynagrodzenia rosły wówczas w tempie 6,2% a inflacja plasowała się na poziomie 3,4%. Warto jednak zaznaczyć, że ceny poszczególnych artykułów spożywczych oraz wybranych usług, które stanowią znaczny udział w wydatkach przeciętnej rodziny rosły w tempie wielokrotnie przewyższającym zarówno inflację (3,4%), jak również wzrost wynagrodzeń (6,2%):

  • Mięso wieprzowe podrożało średnio o 23,6%
  • Cukier podrożał średnio o 20,7%
  • Wywóz śmieci podrożał średnio o 32,2%
  • Owoce i warzywa podrożały średnio o ponad 12%

Okazuje się więc, że jeżeli tylko w najbliższych miesiącach inflacja utrzyma się na równie wysokim poziomie, w konsekwencji może to doprowadzić do sytuacji, w której nawet tak znaczny wzrost płacy minimalnej nie przyczyni się do wzrostu jakości życia Polaków. Znaczna część tej podwyżki zostanie bowiem strawiona przez rosnące koszty życia.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o