Główny Urząd Statystyczny (GUS) opublikował w środę, 19 lutego 2020 r. raport, z którego wynika, że przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło w styczniu br. w stosunku do stycznia 2019 r. o 1,1% do 6 440,9 tys., a przeciętne miesięczne wynagrodzenie uplasowało się na poziomie 5 282,80 zł, co stanowi wzrost o 7,1% w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego. Czy to oznacza, że Polakom wiedzie się coraz lepiej?
Wynagrodzenia rosną najszybciej od lipca 2019 r.
W raporcie GUS przeczytać możemy, że w styczniu br. przeciętne miesięczne wynagrodzenie, w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku, wzrosło we wszystkich sekcjach PKD od 1,5% w sekcji „Górnictwo i wydobywanie” do 11,6% w sekcji „Pozostała działalność usługowa”, co dało ogółem wzrost w sektorze przedsiębiorstw o 7,1%.
Wynik ten nie bierze oczywiście pod uwagę poziomu wynagrodzeń wszystkich zatrudnionych, lecz dotyczy jedynie podmiotów, w których liczba pracujących przekracza 9 osób.
Warto w tym miejscu zwrócić także uwagę, że minimalne wynagrodzenie za pracę wzrosło w 2020 r. o 350 zł do 2 600 zł, co stanowi 15,6 proc. w stosunku do 2 250 zł w 2019 roku. Okazuje się więc, że za wzrost w przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia o 7,1% w największym stopniu odpowiedzialny był wzrost płacy minimalnej, podczas gdy wynagrodzenia osób zarabiających w 2019 r. powyżej 2 250 zł nie uległy w styczniu br. aż tak znacznej zmianie.
Dość łatwo dojść można zatem do wniosku, że zakładanych przez rząd Prawa i Sprawiedliwości model dochodzenia do płacy minimalnej w wysokości 3000 zł pod koniec roku i aż 4000 zł w 2023 r. z dużym prawdopodobieństwem nie tylko przyczyni się do wzrostu bezrobocia i powiększenia szarej strefy, lecz również zminimalizowania różnic płacowych między osobami na wyższych i niższych stanowiskach.
W praktyce może to więc oznaczać, że o ile osoby zarabiające najmniej faktycznie odczują dodatkowy zastrzyk gotówki w swoich portfelach, o tyle osoby na wyższych stanowiskach i z lepszymi pensjami dotknąć może realny spadek wartości ich wynagrodzeń. Przypomnijmy bowiem, że wzrost kosztów pracy spowodowany m.in. ponad 15-procentową podwyżką płacy minimalnej, czy wyższymi cenami za energię elektryczną w dużej mierze przyczynił się także do wzrostu inflacji.
Ceny dóbr i usług rosną najszybciej od czerwca 2011 r.
Z opublikowanego w miniony piątek raportu Głównego Urzędu Statystycznego wynika bowiem, że ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosły w styczniu 2020 r. w porównaniu ze styczniem 2019 r. aż o 4,4%, co jest największym wzrostem od czerwca 2011 r., kiedy to ceny rosły w tempie 4,6%. Oznacza to, że w styczniu 2020 r. wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych znajdował się aż o 0,9 p. proc. powyżej górnej granicy odchyleń od celu inflacyjnego określonego przez Radę Polityki Pieniężnej (2,5% +/- 1 p. proc.).
Z najnowszego raportu GUS wynika, że według wstępnych danych ceny towarów i usług konsumpcyjnych (#Inflacja #CPI) w styczniu 2020 r. w porównaniu ze styczniem 2019 r. wzrosły aż o 4,4%, co jest największym wzrostem od czerwca 2011 r., kiedy to ceny rosły w tempie 4,6%. pic.twitter.com/bWMVeVItUu
— Arkadiusz Jóźwiak (@ArekJozwiak) February 14, 2020
Jakby tego było mało, Biuro Inwestycji i Cykli Ekonomicznych (BIEC) poinformowało, że Wskaźnik Przyszłej Inflacji (WPI), prognozujący z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem kierunek zmian cen towarów i usług konsumpcyjnych w lutym 2020 r. wzrósł o 0,8 punktu. Był to trzeci z kolei i jak dotychczas najsilniejszy wzrost wskaźnika. Decydującymi czynnikami odpowiadającymi za tę tendencję jest znaczne nasilenie obaw zarówno konsumentów, jak i przedstawicieli biznesu o wzrost inflacji.
W raporcie przeczytać możemy, że przewaga odsetka firm planujących podwyżki nad odsetkiem firm zamierzających obniżyć ceny sięgnęła w styczniu br. 20 punktów procentowych (w grudniu 2019 r. przewaga ta wynosiła ok. 13 p. proc. a w listopadzie 2019 r. zaledwie 8 p. proc.).
Wynagrodzenia rosną szybciej niż inflacja.
Czy aby na pewno?
Ktoś może w tym miejscu zwrócić uwagę, że niepotrzebnie siejemy panikę, bo przecież wynagrodzenia w dalszym ciągu rosną szybciej niż inflacja. Okazuje się jednak, że tak samo jak wzrost przeciętnego wynagrodzenia na poziomie 7,1% nie oznacza, ża pensje wszystkich Polaków wzrosły o 7,1%, tak samo wzrost inflacji nie oznacza, że koszty życia wzrosły w ciągu roku o 4,4%. Oba wskaźniki obrazują bowiem jakąś średnią.
O ile nie znamy jeszcze pełnych danych dot. wzrostu (bądź spadku) cen poszczególnych dóbr i usług w styczniu 2020 r., o tyle na potrzeby przykładu możemy posłużyć się danymi za grudzień 2019 roku. Z raportów GUS wynika, że wynagrodzenia rosły wówczas w tempie 6,2% a inflacja plasowała się na poziomie 3,4%. Warto jednak zaznaczyć, że ceny poszczególnych artykułów spożywczych oraz wybranych usług, które stanowią znaczny udział w wydatkach przeciętnej rodziny rosły w tempie wielokrotnie przewyższającym zarówno inflację (3,4%), jak również wzrost wynagrodzeń (6,2%):
- Mięso wieprzowe podrożało średnio o 23,6%
- Cukier podrożał średnio o 20,7%
- Wywóz śmieci podrożał średnio o 32,2%
- Owoce i warzywa podrożały średnio o ponad 12%
Okazuje się więc, że jeżeli tylko w najbliższych miesiącach inflacja utrzyma się na równie wysokim poziomie, w konsekwencji może to doprowadzić do sytuacji, w której nawet tak znaczny wzrost płacy minimalnej nie przyczyni się do wzrostu jakości życia Polaków. Znaczna część tej podwyżki zostanie bowiem strawiona przez rosnące koszty życia.

