Najważniejsze mecze w historii polskiego futbolu

398

W historii naszych meczów piłki nożnej można znaleźć naprawdę mnóstwo różnych spotkań, które zapadły w pamięci kibiców. Mogą to być ważne boje z Anglikami na Wembley, nieoczekiwane zwycięstwa nad znakomitymi rywalami, czy też po prostu mecze, w których nasza drużyna grała po prostu wyśmienicie. Piłka nożna to bowiem niezwykle emocjonująca dyscyplina będąca niewyczerpanym źródłem dla filmów, książek, gier wideo… powstało nawet kasyno z bonusem na start bez depozytu z grami opartymi właśnie o tę dyscyplinę.

Mecze, które odcisnęły się w pamięci polskich kibiców piłki nożnej

Dziś postanowiliśmy więc zaprezentować Ci kilka spotkań z historii naszej piłki nożnej, które bez wątpienia zasługuje na uwagę. Oto nasze propozycje:

Ostatni mecz przed wojną

Jako pierwszy na naszej liście pojawił się mecz, który w zasadzie jest niezbyt ważny – bo jedynie towarzyski. Również podobne towarzyskie gry obecnie można rozegrać podczas zabawy w gry hazardowe za darmo 77777 z tematyką tytułów piłki nożnej. A jeżeli mówić o tym meczu, to został on rozegrany w Warszawie 27 sierpnia 1939 roku, rywalem reprezentacji Polski był zespół Węgier. I chociaż z dzisiejszego punktu widzenia spotkanie to nie wydaje się być jakoś szczególnie interesujące, to w tamtym okresie miało kilka naprawdę ciekawych smaczków:

  • Węgrzy byli aktualnymi wicemistrzami świata z 1938 roku, ale w 1939 roku traktowani byli jako najsilniejsza reprezentacja futbolowa na świecie. Polska była zaliczana w najlepszym wypadku do grona europejskich średniaków. Wcześniej z Węgrami graliśmy sześciokrotnie ponosząc sześć porażek i zdobywając jedną bramkę przy utracie aż 19.
  • 27 sierpnia to raptem cztery dni przed wybuchem II wojny światowej. Nadchodzącą wojnę wręcz czuło się w powietrzu, już sporo czasu wcześniej przeprowadzono powszechną mobilizację, kraj był gotowy na zmagania wojenne… w zasadzie już tylko czekano na sygnał do rozpoczęcia walki. Nie było już pytania „czy”, zostało tylko „kiedy”. To był naprawdę trudny moment w historii naszego kraju. I wszyscy mieszkańcy Warszawy doskonale sobie z tego zdawali sprawę już wtedy.
  • Węgry był krajem oficjalnie sympatyzującym z nazistowskimi Niemcami, więc Węgrzy nie tylko byli rywalami na murawie, ale także teoretycznie przeciwnikiem politycznym (bo militarnym jeszcze wtedy nie).

Jak widać, nadchodzące spotkanie zapowiadało się niezwykle ciekawie. Jednak nawet najbardziej zagorzali fani futbolu nie dawali naszemu zespołowi żadnych szans. Zresztą popularna gazeta, Przegląd Sportowy, w sobotnim wydaniu na pierwszej stronie opublikował nagłówek mówiący „Bez szans ale z wolą walki”. To mówiło w zasadzie wszystko o oczekiwaniach dotyczących tego spotkania.

Początek spotkania w zasadzie potwierdzał oczekiwania, jako że po kilkunastu minutach meczu na tablicy widniał rezultat 0:2 – Węgrzy błyskawicznie rozpoczęli szturm na naszą bramkę i szybko udokumentowali przewagę strzelając dwa gole. Wydawało się, że już jest po meczu, ale jednak polscy gracze nie zamierzali się poddawać. Efektem tego był gol kontaktowy zdobyty chwilę później po utracie drugiej bramki i taki wynik utrzymał się do przerwy.

W drugiej połowie obraz gry wyglądał zupełnie inaczej. Polacy przejęli inicjatywę i doprowadzili do wyrównania w 64 minucie – swojego drugiego gola zdobył Ernest Wilimowski. Niespełna dziesięć minut później za zagranie ręką węgierskiego obrońcy podyktowano dla Polski rzut karny. Na trzeciego gola zamienił go Piontek. Chwilę później po jednym z najefektowniejszych dryblingów w historii polskiej piłki swojego trzeciego gola zdobył Wilimowski i taki wynik (4:2) utrzymał się do końca spotkania.

Zwycięski remis na Wembley

Teraz nadeszła pora na mecz, który przywoływany jest w zasadzie przy każdym kolejnym spotkaniu naszej reprezentacji z Anglią, niezależnie od okoliczności. Trudno się dziwić – jest to bowiem ostatni raz, kiedy w rywalizacji z Anglikami uzyskaliśmy korzystny wynik… Niestety od tego meczu upłynęło już sporo czasu, jako że został on rozegrany 17 października 1973 roku.

Spotkanie to miało status eliminacji do mistrzostw świata w piłce nożnej, które miały zostać rozegrane w 1974 roku. Była to zresztą ostatnia kolejka rundy eliminacyjnej. Przed meczem Polska była liderem tabeli mając punkt przewagi nad Anglią, do mistrzostw świata awansował tylko zwycięzca grupy. Taka sytuacja oznaczała, że Polakom do awansu wystarczał tylko remis, Anglicy natomiast musieli koniecznie wygrać, w przeciwnym razie nie zagraliby na przyszłorocznym mundialu.

Przed samym meczem Anglicy byli niezwykle pewni siebie i w zasadzie nie dopuszczali do siebie jakiejkolwiek myśli o porażce. W prasie pojawiały się liczne artykuły pogardliwie odnoszące się do polskiej drużyny, na przykład bramkarza Jana Tomaszewskiego dziennikarze określali mianem „klauna” i kogoś w ogóle niegodnego do wybiegnięcia na murawę słynnego Wembley, a całą polską drużynę nazywano amatorami, a nie piłkarzami.

Zaraz po rozpoczęciu spotkania przygniatającą przewagę osiągnęła reprezentacja Anglii, jednak Polacy umiejętnie się bronili, a ponadto doskonale w bramce spisywał się Jan Tomaszewski. Do przerwy wynik brzmiał 0:0. Po przerwie gra się nieco wyrównała. W 57 minucie Grzegorz Lato odebrał piłkę angielskiemu zawodnikowi w lewej, środkowej strefie boiska, a następnie przedostał się z nią w okolice narożnika pola karnego, skąd posłał płaskie podanie do nadbiegającego Jana Domarskiego. Ten uderzył bez przyjęcia w krótki róg, piłka przeszła pod brzuchem Petera Shiltona i Polska objęła prowadzenie.

Kilka minut później sędzia odgwizdał faul w polskim polu karnym (niesłusznie zresztą, do czego przyznał się później angielski zawodnik), więc po strzale z rzutu karnego Anglicy zdołali doprowadzić do remisu. Do końca meczu już wynik nie uległ zmianie, choć Polacy mieli ku temu znakomitą okazję – wychodzący sam na sam z Shiltonem Grzegorz Lato został sfaulowany, jednak sędzia pokazał angielskiemu obrońcy tylko żółtą, a nie czerwoną kartkę.

W efekcie tego meczu Polska awansowała na mundial w 1974 roku, a Anglicy zaprzepaścili szansę występu na mistrzostwach świata, musieli więc czekać kolejne cztery lata na następną okazję.

Pierwsze zwycięstwo Beenhakkera

Pierwsza połowa pierwszej dekady XXI wieku to był naprawdę ponury okres dla polskiej piłki. Zarówno klubowej, jak i reprezentacyjnej. Graliśmy po prostu fatalnie, kolejni selekcjonerzy nie potrafili poukładać tych wszystkich klocków, z których powstaje konkretna drużyna. Owszem, Jerzemu Engelowi udało się wywalczyć awans na mistrzostwa świata w 2002 roku, ale nasza gra na tej imprezie nie zasługiwała nawet na łagodne określenie „kompromitacja”. Później było jeszcze gorzej.

W 2006 roku PZPN zatrudnił zagranicznego trenera, Leo Beenhakkera. Pierwsze mecze pod jego wodzą także nie nastrajały optymizmem, przegrywaliśmy z Danią, słabo wypadaliśmy w kolejnych meczach z Serbią i Finlandią… kibice więc pogodzili się z tym, że kolejne eliminacje także skończą się tradycyjnie w dole tabeli i bez szans na awans.

Jednak okazało się, że 11 października 2006 roku „coś” drgnęło. Na Stadion Śląski przyjechała czwarta drużyna świata i wciąż aktualny wicemistrz Europy – Portugalia z młodym, ale już mającym renomę światowej gwiazdy Cristiano Ronaldo w składzie oraz wieloma innymi wybitnymi graczami.

Jednak już w 9 minucie Ebi Smolarek zdobył pierwszą bramkę po znakomitej grze całego zespołu. Jeszcze w pierwszej połowie podwyższył na 2-0. Dopiero w doliczonym czasie gry drugiej połowy Portugalczycy zdobyli honorowego gola i mecz zakończył się wynikiem 2-1 dla Polski. Jednak nie o sam wynik tutaj chodzi, ale o grę. Polscy kibice dawno nie oglądali spotkania, w którym nasz zespół byłby w stanie tak stłamsić utytułowanego rywala, prowadzić grę cały mecz, nie dawać przeciwnikowi zbyt wielu szans nawet na podejście pod pole karne, nie mówiąc nawet o strzale na bramkę. Po prostu Polacy zagrali jak zespół o aspiracjach mistrzowskich z amatorami… I wcale nie dlatego, że Portugalia miała słaby dzień, bo w rewanżu zagraliśmy podobnie i uzyskaliśmy cenny remis. Po prostu Leo Beenhakker tchnął zupełnie nowe życie w tę drużynę, w efekcie czego rozegrała ona jeden z najlepszych spotkań w całej historii polskiej piłki nożnej.

Poprzedni artykułBitBay z nowym inwestorem, ale bez Suszka
Następny artykułEmilewicz na czele PKO BP?
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments