Inflacja spowalnia! Ceny jeszcze wzrosną – ostrzegają ekonomiści

435

Główny Urząd Statystyczny opublikował dziś najnowsze dane dotyczące inflacji konsumenckiej (CPI). Z raportu tego wynika, że według wstępnych danych, ceny dóbr i usług konsumpcyjnych wzrosły w czerwcu br. w stosunku do maja br. o 0,1 proc. a w stosunku do czerwca 2020 r. aż o 4,4 proc.

Ceny rosną szybciej niż powinny

Mimo, że inflacja na poziomie 4,4 proc. oznacza, iż dynamika wzrostu cen konsumpcyjnych spowolniła w czerwcu z 4,7 proc. raportowanego przed miesiącem, to jednak dobra i usługi w dalszym ciągu drożeją szybciej niż powinny.

Cel inflacyjny określony przez Radę polityki Pieniężnej (RPP) zakłada bowiem, że ceny powinny rosnąć w tempie od 1,5 proc. do 3,5 proc. w skali roku.

W kierunku wolniejszego wzrostu cen w czerwcu oddziaływały niższe dynamiki cen paliw i spadek inflacji bazowej. W przeciwnym kierunku oddziaływała natomiast wyższa dynamika cen żywności.

Ekonomiści mBank Research uważają, że do końca roku inflacja jeszcze wzrośnie, ale szanse na 5% odczyt zmalały.

Wskaźnik Przyszłej Inflacji znów w górę

Warto w tym miejscu przypomnieć także, że opracowywany przez Biuro Inwestycji i Cykli Ekonomicznych (BIEC), Wskaźnik Przyszłej Inflacji (WPI), prognozujący z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem kierunek zmian cen towarów i usług konsumpcyjnych wzrósł w czerwcu 2021 r. o blisko 2 punkty w stosunku do poziomu z ubiegłego miesiąca. Wartym podkreślenia jest to, iż już od dziesięciu miesięcy odnotowujemy nieprzerwany wzrosty wskaźnika. Podobnej skali wzrosty obserwujemy od czterech miesięcy, zaś nasilenie presji inflacyjnej wskaźnik sygnalizuje od lipca ubiegłego roku.

– Oczekiwania inflacyjne zarówno konsumentów jak przedstawicieli firm sektora przemysłowego ustabilizowały się na bardzo wysokim poziomie – nienotowanym od lat; surowce na światowych rynkach drożeją a uwalniający się popyt konsumpcyjny wspomagany świadczeniami socjalnymi dodatkowo nakręca spiralę inflacyjną – wskazują autorzy raportu.

W ich ocenie, obserwowany ostatnio wzrost inflacji nie jest jedynie konsekwencją po-pandemicznego ożywienia gospodarczego i odradzania się popytu. To głównie konsekwencja błędów i braku koordynacji polityki gospodarczej i monetarnej, nastawionych na cele krótkookresowe.

Wskazują oni bowiem, że polityka monetarna na długo przed pojawieniem się pandemii miała charakter proinflacyjny, co miało wówczas zagwarantować wyższe wpływy do budżetu i stymulować popyt wewnętrzny; okresowe interwencje na rynku walutowym w założeniu prowadzić miały do wzrostu eksportu, nie brały jednak pod uwagę konsekwencji w postaci wzrostu cen importu a dalej – wzrostu cen krajowych nie tylko u importerów.

– Wprowadzone podwyżki płacy minimalnej, wysokości zasiłków dla bezrobotnych, trzynastych i czternastych emerytur, wzrost cen niektórych usług regulowanych przez państwo, wprowadzanie nowych lub podwyższanie już obowiązujących podatków (prawie 40 danin i podatków) – to sekwencja kolejnych chaotycznych kroków prowadzących nieuchronnie do uruchomienia spirali inflacyjnej zarówno tej o charakterze popytowym jak kosztowym – wskazują ekonomiści BIEC dodając, że po-pandemiczny wzrost popytu na materiały i surowce to jedynie jeden z wielu czynników przyczyniających się do jej rozkręcenia.

Na uwagę zasługuje fakt, że przewaga odsetka firm planujących w najbliższych miesiącach podnosić swe ceny nad odsetkiem firm planujących obniżki wynosi obecnie 23 procent i jest to najwyższy wskaźnik wzrostu prognozowanych cen od jesieni 2007 roku.

Interesujące jest również to, że we wszystkich badanych przez GUS branżach dominuje tendencja do podnoszenia cen.

– Oczekiwania inflacyjne konsumentów ustabilizowały się najwyższym od ponad dziesięciu lat poziomie. Około 90% ankietowanych przedstawicieli gospodarstw domowych spodziewa się w najbliższym czasie wzrostu cen, około 30% uważa, że spirala inflacyjna przyspieszy a około 44% ankietowanych konsumentów uważa, że ceny będę rosły tak szybko jak do tej pory – czytamy w raporcie BIEC.

Inflacja spadnie w przyszły roku do 3 proc.

Ekonomiści Polskiego Instytutu Ekonomicznego przyznają, iż nie obserwujemy obecnie istotnego wzrostu cen dóbr przemysłowych w strefie euro, a to właśnie takie zmiany są szybko przenoszone do polskiej gospodarki. Dlatego też oczekują oni, że w przyszłym roku dynamika inflacji w Polsce powinna osłabnąć.

– Spodziewamy się średniego wzrostu zbliżonego do 3 proc. – przyznali ekonomiści PIE dodając, iż głównym ryzykiem pozostaje presja płacowa z uwagi na ograniczoną dostępność nowych pracowników oraz związany z nią wzrost cen usług.

Inflacja to ukryty podatek

Mimo, że wzrost cen bezpośrednio dotyka wszystkich konsumentów, których oszczędności tracą na wartości, to ekonomiści zwracają uwagę, iż wysoka inflacja jest na rękę rządzącym. Niektórzy nazywają ją nawet ukrytym podatkiem.

podatek vat w polsce

– Dla gospodarstw domowych inflacja ma tę cechę, że redukuje siłę nabywczą z trudem zarabianych pieniędzy. Za tą samą kwotę z czasem możemy kupić coraz mniej towarów i usług. Jednocześnie wraz z coraz wyższymi cenami do budżetu trafia więcej pieniędzy z podatków pośrednich, głównie z VAT i akcyzy – zauważa Ireneusz Jabłoński, ekonomista i ekspert Centrum im. Adama Smitha. Podkreśla on również, że jest tu ewidentny konflikt interesów. Rząd dostaje więcej pieniędzy kosztem obywateli.

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments